piątek, 1 maja 2009

Google'omaniak

Każdy, kto choć raz zajrzał na mój blog, mógłby sądzić, że facet jest troszkę staroświecki w sposobie myślenia, a klawiaturę komputera wykorzystuje do zapisów tego wszystkiego, co majaczy się w jego głowie i (według niego rzecz jasna) jest godne obwieszczenia. Taki nieszkodliwy i mający aspiracje do bycia jyntelegentem  starszy pan.
Otóż w życiu, jak i w sieci, występujemy w różnych rolach, które nie do końca pokazują nas takimi, jakimi jesteśmy w rzeczywistości. Rola odsłania tylko maleńki nasz fragmencik i to często mało istotny. Próba zdefiniowania nas przypomina ślepca opisującego słonia w oparciu tylko o dotyk jego nogi lub trąby i skazana jest na niepowodzenie.
Dziś pokażę swą manię bycia praktycznym - nie wiem do końca, czy maniak to ktoś praktyczny - człowieka stąpającego twardo po ziemi i korzystającego z tego, co daje technika i cywilizacja. Pamiętam, gdy jakieś 35 lat temu fascynowały mnie teksty i kolorowe prezentacje zawarte w miesięczniku Młody Technik (format jak Readest Digest). Najbardziej fascynowała nas - młodych chłopców - japońska technika i miniaturyzacja. Pokazywano, jak dzieci mają na swój użytek kolorowy telewizor z ekranem o przekątnej nie większej niż 10 cm. W tym samym czasie komputery mające moc obliczeniową najsłabszego wspólczesnego peceta zajmowały kilkanaście pomieszczeń i ważyły kilka ton.

A dzisiaj? Dziś to wszystko mieści się w mojej dłoni. Od wczoraj mam w użytkowaniu cacko o wdzięcznej nazwie Era G1.



Google Phone - Era G1
Google phone

Aby móc z niego korzystać specjalnie przeniosłem się ze swoim dotychczasowym numerem z sieci Play do sieci Era.
Powód bardzo prosty: od lat korzystam z aplikacji google'owskich poczynając od poczty, poprzez tworzenie i przechowywanie dokumentów tekstowych, arkuszy kalkulacyjnych, prezentacji, zdjęć, tworzenie witryn etc. W swojej pracy zawodowej z racji częstej zmiany miejsca pobytu potrzebowałem czegoś poręczniejszego niż laptop, by mieć kontakt z tym wszystkim.

Wybór okazała się oczywisty. Taka miła zabawka, ale i zarazem znakomite narzędzie dla tych, co twardo stąpają po ziemi. Jedyną aplikacją google'owską z której nie korzystam to blogspot (wolę wordpressa), ale to szczegół.


Ktoś może w tym miejscu powiedzieć, że Google zmierza do monopolizacji i dominacji w nie mniejszym stopniu niż Microsoft. To prawda, ale dzięki takiej dominacji jest możliwe powszechne korzystanie z narzędzi, które ta frma daje.  Czy jest zagrożenie? Pewnie tak, ale nie na tyle bym musiał sobie teraz zaprzątać tym głowę.

17 komentarzy:

  1. Fakt, w 11 lat od pojawienia się próbnej wersji online, Google dąży do monopolu w tempie błyskawicy - trzy lata temu koncern kupił wideoportal YouTube, dwa lata później Crome stała się poważną konkurencją dla Microsoftu, w tym roku premiera rynkowa G1 okazała się już sporym sukcesem, a wg badaczy rynku z firmy Millward Brown, Google jest najcenniejszą marką świata (wartą 86 mld dol.). Dodatkowo warto zauważyć, że wymienione posunięcia bywają elastyczną i szybką odpowiedzią na porażki - np. rok przed zakupem YouTube'a, wideoportal Google okazał się niepowodzeniem i przyniósł spore straty.
    Ale są też niepowodzenia, na które Google nie znalazł odpowiedzi i drogi do sukcesu: do dziś nie ma konkurencyjnego narzędzia dla Wikipedii - googlowy Knol odpadł w przedbiegach. Wyszukiwarka zakupów Froogle bez powodzenia usiłowała konkurować z E-bayem, serwis społecznościowy Orkut ostał się w szczątkowej formie i tylko w kilku krajach.
    Siła przyzwyczajenia konsumenta robi swoje - być może stąd pomysł na mobilny internet i wychowanie sobie nowego pokolenia, które nie ma 'starych nawyków'. Chociaż.. biorąc pod uwagę takich gadżeciarzy, jak Ty, pojęcie nowe pokolenie zyskuje nowy - opłacalny dla Google - wymiar ;) W najmniejszym stopniu nie było to złośliwe - serio serio :)

    Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Najważniejsze zachować zdrowy rozsądek i być świadomym tego wszystkiego, co napisałaś. Można się też uczyć od Google'a, jak porażki zamieniać w sukces.
    Co do mego pokolenia:-)... zamierzam pożyć do 94 lat, więc jeszcze Google będzie miał przez wiele lat pożytek ze mnie, a ja z niego.

    OdpowiedzUsuń
  3. ..a my z Ciebie.

    ..tak na marginesie - wybacz - by wątek tej ścieżki komentarza dopiąć na ostatni guzik, wiosna oddycha zdradliwym powietrzem, nie ma co licha kusić ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Gadżecik ładny, nie powiem :-).
    Mimo wszystko jednak nie porównywałbym Google z Microsoftem: ten pierwszy większość swych dobrodziejstw oferuje za friko, i nadal można działać podobnie, obywając się bez googl'owych dobrodziejstw. Sam fakt, że mogłeś wybrać WP miast blogspota jest znamienny.
    Pozdr.

    OdpowiedzUsuń
  5. Fakt. Google nie przymusza... daje możliwość wyboru i może dlatego tak łatwo się do niego przywiązać i przyzwyczaić. Hotmail należący do Microsoftu nie pozwala przekierowywać poczty na inne domeny niż na te, które są jego własnością

    OdpowiedzUsuń
  6. Dlatego wychodząc na powietrze lub wsiadając na rower zakładam ochronną maseczkę, by nie na wdychać się jakowegoś paskudztwa i premedytacyjnej winy nie zaciągnąć.

    OdpowiedzUsuń
  7. O, to to, właśnie! Jak dla mnie, różnica znaczna, istotna.

    OdpowiedzUsuń
  8. Właściwie to nie powinnam się wdawać w dyskusję bo sie nie znam, chociaż i ja chcąc nie chcąc, muszę i korzystam z najnowszych osiągnięć technicznych, tyle ,że jakby wtórnie. ;)
    Muszą być przetarte szlaki.Hihihi...

    Ten gadżet wygląda bardzo ciekawie ;)

    Zastanawiam się, dlaczego jeszcze przy telefonie stacjonarnym nie ma podglądu?..A może już jest, a ja oczywiście w tyle?... :(

    Mimo,że zakładasz długowieczność, to jednak człowiek z wiekiem słabiej widzi, prawda?...

    Teoretycznie , są okulary etc..ale..

    No i a pro po , długowieczności, to przecież nasz wybitny lekarz, chirurg, etc..bo i zadeklarowany ateista prof. Religa twierdził, sama słyszałam to w TVP,że człowiek genetycznie ma uwarunkowania na długowieczność, ba nawet na nieśmiertelność!

    Może i w tej dziedzinie, przebrniemy przez jakiś opór i nastąpi przełom, co?...Hahhaha...Pozdrawiam ! ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Aż tak bardzo się nie przejmuj tym, że czegoś nie wiesz lub na czymś się nie znasz. Wystarczy tylko sprawiać wrażenie - tak jak ja - i od razu powstaje gotowy wpis:-).
    Parę zgrabnych zwrotów, wymienienie listy zalet czegoś tam (rzecz jasna bardzo ogólnie) i można uchodzić za znawcę.

    OdpowiedzUsuń
  10. Jako brat w Googlu także uzależniony od ich aplikacji ciekawy jestem funkcjonalności G1. Napisz coś o tym jeśli możesz.

    http://www.rynarzewski.pl/personal-google/ - mój googlowy tribute

    Odnosząc się do komentu Flanelki, to należy szanować wielkie Gie za to ze jest elastyczne, fakt, wiele ich projektów padło, jednak te które zostały są dobre, oj dobre. Do szczęścia brakuje jeszcze Mu np władzy nad Flickrem i jakimś małym państwem w zimniejszych rejonach globu, coby łatwiej chłodzić serwery

    OdpowiedzUsuń
  11. Witaj Bracie;-)
    Jestem zadowolony G1. Teraz nie mam problemu z pocztą, zamówieniami klientów. Wszystko praktycznie pod ręką.
    Gdy jesteś w obcym mieście włączasz GPS i wiesz jak dojechać.
    Wreszcie mam zabaweczkę, która ułatwia mi żywot i daje kontakt ze światem w każdej sytuacji. Nawet komentarze do wybranych blogów mam na bieżąco i mogę się włączyć w wolnej chwili.
    Faktem jest, że wiele google'owskich projektów padło, ale życie je zweryfikowało. Ostatnio zrezygnowali z możliwości dodawania komentarzy do kalendarza, bo zbyt mało osób to wykorzystywało. W moim przypadku było to narzędzie dość pomocne, ale cóż... przeboleję.

    OdpowiedzUsuń
  12. To jeszcze kwestia edytora tekstu w trybie offline, kiedy nie można się do googledocs'ów podłączyć przez wifi i długości trzymania baterii. Jak to wygląda ??

    OdpowiedzUsuń
  13. No i fajnie - jest nowy gadżecik. Nadnowoczesny. A natura - jak była, tak została. I to jest ważniejsze, Żeby maila skrobnąć, żeby do stronki coś dodać. Nawet Era z Google za nas tego nie zrobią... Ale trend rozumiem i osiągnięcia technicznego gratuluję. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  14. to cacko bardzo mi się podoba
    pozdrawiam serdecznie
    widzę, że zniknęłam z linków u Ciebie;-(
    dawno nie zaglądałam, ale czy to powód do usunięcia?

    OdpowiedzUsuń
  15. Bateria wytrzymuje dwa dni przy dość intensywnym wykorzystaniu. Tekstów generalnie nie edytuje poprzez G1 (brak polskiej czcionki), raczej podglądam. Przyznam, że jestem jeszcze w trakcie rozgryzania tego cacka.
    Sądzę, że za jakiś czas podzielę się swoimi uwagami.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ojjj!!! No winien jestem zaniedbania i biję się w piersi (swoje rzecz jasna). Obiecuję poprawę.

    OdpowiedzUsuń
  17. Donwinko!
    Cały blog został wywalony i stąd jakieś przemeblowanie. Kiedyś był tylko fotograficzny. Po roku postanowiłem reanimować swoje pisanie i wybrałem Sadoqa, który zastąpił wcześniej prowadzonego Lunetariusa. Twoje zniknięcie nie było premedytacją powodowane tylko zwykłym niechlujstwem... przepraszam. Naprawiam to:-)

    OdpowiedzUsuń