poniedziałek, 13 kwietnia 2009

Duch Boży, czy czynna siła Boża

Ostatnio dopadła mnie skłonność do sprawdzania cudzych tez i interpretacji, dochodzę jednak do wniosku, że w poszukiwaniu prawdy jestem w sytuacji mitycznego Syzyfa. To, że kwestionuję cudzą tezę nie oznacza, że mam gotową własną i to bardziej wiarygodną. Tekst - zwłaszcza biblijny - pisany w określonym kontekście i celu, jest dziś trudny do odczytania w jego pierwotnym uwarunkowaniu i rozumieniu. Każde tłumaczenie, jakie by ono nie było, jest tylko i... aż interpretacją i niestety zawsze będzie budzić wątpliwości, choć niektóre bardziej.


Dziś zainspirował mnie tekst z dwóch pierwszych wersów biblijnej księgi Genesis. Bibilia Tysiąclecia: Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię. Ziemia zaś była bezładem i pustkowiem: ciemność była nad powierzchnią bezmiaru wód, a Duch Boży unosił się nad wodami.




A że ostatnio w jakiś przedziwny sposób sprawdzam tezy Świadków Jehowy sięgnąłem do Biblii Nowego Świata, która cytowany powyżej tekst oddaje w następujący sposób: Na początku Bóg stworzył niebiosa i ziemię. A ziemia była bezkształtna i pusta i ciemność panowała na powierzchni głębiny wodnej; a czynna siła Boża przemieszczała się tu i tam nad powierzchnią wód.
W tym momencie zaświeciła się mi czerwona lampka. Hola! Hola! Rozumiem, że różnice mogą mieć charakter pewnych niuansów, czy też użycia słów o podobnym sensie, ale żeby Duch Boży był czynną siłą Bożą to dla mnie było zbyt wiele. Sięgnąłem do innych tłumaczeń Genesis 1, 1-2. I tak to wygląda:

Na początku stworzył Bóg niebo i ziemię.
Ziemia była [na początku] bezładna i pusta: ciemności zalegały bezmiar przestrzeni i [tylko] Duch Boży unosił się nad wodami (Biblia Warszawsko-praska - Brytyjskie Towarzystwo Biblijne 1997).


Sięgnijmy do tłumaczeń czasowo bliższych oryginałowi. Na początek weźmy pierwsze znane i uznane tłumaczenie z hebrajskiego na grekę koine dokonane na przełomie III i II w. przed Chr. zwane Septuagintą i oznaczane też z łacińska liczbą LXX.
[1]ἐν ἀρχῇ (na początku) ἐποίησεν (stworzył) ὁ θεὸς (bóg) τὸν οὐρανὸν (niebiosa) καὶ τὴν γῆν (i ziemię)
[2] ἡ δὲ γῆ ἦν (a ta ziemia była) ἀόρατος (bezładem) καὶ ἀκατασκεύαστος (próżnią) καὶ σκότος (i ciemność) ἐπάνω (ponad) τῆςἀβύςου (otchłanią) καὶ πνεῦμα θεοῦ (i duch [tchnienie] boga) ἐπεφέρετο (unoszące się) ἐπάνω (ponad) τοῦ ὕδατος (wodami).


Vulgata (przekład św. Hieronima 382-406).
In principio (na początku) creavit (stworzył) Deus (Bóg) cælum (niebo) et terram (i ziemię). Terra autem (ziemia zaś) erat (była) inanis (nieużyteczna) et vacua (i pusta), et tenebræ (i ciemności) erant (były) super faciem abyssi (ponad obliczem [formą] otchłani) : et spiritus Dei (i ożywiające tchnienie [duch, oddech] Boga) ferebatur (był[o] unoszacy się) super aquas (ponad wodami).


Zapis tłumaczenia z oryginału hebrajskiego (w nawiasie transkrypcja z hebrajskiego):
[1] Na początku (b·rashith) stworzył on (bra) Elohim (aleim) niebiosa (ath e·shmim) i(u·ath) ziemię (e·artz) [2] i (a) ziemia (u·e·artz) stawała się [była] (eithe) chaosem (theu) i próżnią (u·beu) i [były] ciemności (u·chshk) ponad (ol) powierzchniami (phni) otchłani (theum) i duch [ożywiający powiew, tchnienie, oddech] (u·ruch) Elohim (aleim)wibrujący [unoszący się] (mrchphth) ponad (ol) powierzchniami (phni) wód (e·mim).


W tym miejscu muszę przyznać, że stanąłem na rozdrożu, gdyż pierwsze wrażenie wynikające z pewnego nawyku kulturowego sprawiało, że tłumaczenie Świadków Jehowy jest z gruntu fałszywe, a ich koniektura wprowadzona do tłumaczenia wynika z zapotrzebowania na uzasadnienie własnych założeń. Tymczasem po wejrzeniu w oryginał to tłumaczenia katolickie i protestanckie wydają się naciągane i mogą wynikać z tezy uznanej na jednym z pierwszych soborów, że Bóg jest trójosobowy (Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty).

Hebrajskie określenie ruah, ruch można (i należy) rozumieć jako ożywiający powiew, tchnienie, oddech. Podobnie z greckim pneuma Theou (πνεῦμα θεοῦ), czy łacińskim spiritus dei. Skąd zatem w tłumaczeniach denominacji chrześcijańskich uznających naukę trynitarną poprawki zmieniające pierwotny sens słowa natchnionego?
Podobne uwagi mam do tekstów w języku angielskim, w którym też widać nieuprawnioną koniekturę:
[1] In the beginning God created the heaven and the earth. [2] And the earth was without form, and void; and darkness [was] upon the face of the deep. And the Spirit of God (sic!!!) moved upon the face of the waters.


Jednak z moich wątpliwości - dotyczących tłumaczeń trynitarystów - nie wynika, że użyte w Biblii Nowego Świata określenie czynna siła Boża w prawidłowy sposób oddaje zapis oryginału. Według mnie skażone jest pewnym antytryniatrnym nastawieniem i opozycją wobec trynitarystów.
Jak sądzę Septuaginta i Vulgata najlepiej oddają pierwotny sens Genesis 1,1-2 i rolą badaczy tych wątków winna być pokora i cierpliwość bez chodzenia na skróty. 

Póki co nie mam rozstrzygających konkluzji i nie zanosi się, by szybko się pojawiły.


 


 

27 komentarzy:

  1. Może po prostu przekład Nowego Świata uwzględnia elastyczność języka, o której tak często przecież wspominasz? ;)

    Przez wielu biblistów (różnego wyznania, także ateistów) jest określany jako najlepszy współczesny przekład Biblii, tego nie podważysz.

    Ale pójdę "Twoją ścieżką" (skoro chętnych na razie nie ma)..

    Może zacznijmy od skutków, jakie w umysłach ludzi "prowokuje" tłumaczenie dosłowne Duch Boży.
    Po pierwsze - nic nam to określenie nie mówi tak naprawdę. Jedynie kojarzy się z elementem trójcy/triady, która jest niezrozumiała, nielogiczna, niespójna (właśnie dlatego określana mianem świętej tajemnicy, ślepe ulice muszą być jakoś sprytnie zamaskowane ;)) i nijak się ma do tego, co mówi Pismo Święte o naturze Boga. Jezus nie zmienił owej natury, nie zmienił faktu, który Izraelowi znany był od początku (Jahwe/Jehowa, Twój Bóg, to jeden Bóg) - judaizm był religią unitarną, a Jezus przyszedł nie po to, by zrewolucjonizować poglądy, wiedzę i Prawo dane przez Boga, a jedynie i aż to ostatnie wypełnić (w części danej przez proroków, a sugerującej Izraelitom, że potrzebują nieprzemijającej ofiary z doskonałego życia Mesjasza za swoje grzechy, nie są w stanie ani dopełnić prawości Bożej, ani wykupić się ofiarami zbożowymi i ze zwierząt).
    Jest jedynie żywcem wszczepionym poglądem filozoficznym, jaki przyjęto w IV w. na łono Kościoła wbrew licznym protestom (którymi raczej KK się chwalić nie będzie ;)) podczas Soboru, na którym dokonano tego zafałszowania Prawdy Biblijnej. Dogmat Trójcy nie jest biblijnie umotywowany, jest - wprost - echem starożytnych pogańskich wierzeń, przed którymi Bóg biblijny ostrzegał chcących Mu się podobać wyznawców. Praktyki pogańskie karane były odrzuceniem przez Boga, a w rezultacie, jeśli upominani grzesznicy nie okazali skruchy i jednocześnie "oddawali cześć" Bogu i bożkom - śmiercią.

    Po drugie, teraz o naturze Ducha Świętego w ten sposób pojmowanego.
    Jest on ponoć Osobą Boską. Ok. To teraz zadanie dla Ciebie z kolei ;)
    Spróbuj wlać osobę w choćby jednego człowieka, jak to miało miejsce w dniu Pięćdziesiątnicy po śmierci Chrystusa. Spróbuj też ochrzcić kogoś w osobie (i cóż to wogóle ma oznaczać 'na polski'? )- tak mieli być chrzczeni uczniowie (w duchu św.) m.in. wg słów z Dziejów Ap. 1:5; 11:16. Efezjan zachęcano, by napełniali się duchem (osobą :))), a nie 'upijali winem' - Efezjan 5:18. Prócz tego Biblia mówi, że ludzie mogą być pełni ducha oraz mądrości, wiary, radości - Dzieje Ap. 6:3, 5; 11:24; 13:52 (i innych przymiotów, między którymi duch święty został także wymieniony w 2.liście do Koryntian 6:6).

    Personifikacja i metafory niczego nie zmieniają wobec tych (i nie tylko tych) przykładów. Takich samych użyto także wobec innych rzeczy/sił/żywiołów - np. owszem, duch święty może "być świadkiem" lub "składać świadectwo" (Dzieje Ap. 5:32; 20:23), ale to samo powiedziano w 1.liście Jana 5:6-8 o wodzie i krwi, a chyba nie mamy większej wątpliwości, że one nie są osobami? ;)

    Współczesne tłumaczenie (NW) zdaje się doskonale i trafnie tłumaczyć niezrozumiałe na pierwszy (a newet drugi) 'rzut oka' sformuowanie duch święty. Skoro jest to siła, której Bóg używał zarówno przy procesie stwarzania, jak i podczas walki w obronie swego imienia i chwały, czy też przekazywaniu świadectwa poprzez Aniołów i Proroków, a wreszcie - by Apostołowie i inni uczniowie potrafili z wewnętrzną siłą, bez lęku oznajmiać orędzie, które pozostawił im Jezus, to.. jakie widzisz bardziej celowe określenie, które sprostałoby wymaganiam współczesnej mowy zrozumiałej dla odbiorcy?

    Oczywiście, temat należałoby omówić znacznie szerzej, ale nie wiem, czy to Ci odpowiada, jako dialog w komentarzach :)

    Serdeczności :)

    ps. Naprawdę, czekałam na zabranie głosu najpierw przez innych Twoich interlokutorów..

    OdpowiedzUsuń
  2. pps. Umknęło mi..

    "najlepiej oddawać", to "czynić tożsamo zrozumiałym" w określonym czasie - i nie jest to to samo, co "zinterpretować". To raczej "znaleźć to samo w innych słowach, oddać to samo przy uwzględnieniu elastyczności języka".

    Teraz - na razie - kompletnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeśli potraktować "Duch Boży" jako tłumaczenie konfesyjne (naznaczone teologią tłumacza) to tym bardziej "czynną moc Bożą." Tak się składa, że to kategoria teologii systematycznej u ŚJ, która występuje tutaj jako termin biblijny. To tak, jakby trynitarny chrześcijanin przetłumaczył Mt 28:19 jako "chrzcijcie w imię Trójjedynego Boga."

    uwaga flanelki o wiarygodności przekładu NŚ bardzo mnie rozbawiła.

    pozdrawiam,

    m.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mateuszu - Trójjedyny Bóg byłby masłem maślanym w zacytowanym przypadku, a nie konsekwencją narzutu teologii systematycznej.

    flanelka podeszła powyżej do problemu w kategorii językowej i semantycznej - na razie - a nie teologicznej. Do tego drugiego trzeba by było co najmniej kilkorga (poza Gospodarzem) merytorycznych interlokutorów, a o merytoryce wobec pseudoargumentacji "uwaga flanelki o wiarygodności przekładu NŚ bardzo mnie rozbawiła" trudno choćby marzyć, wybacz :) Albo spory z poszanowaniem przekonań Rozmówców i bez łatwizny nazywania choćby w międzysłowiu czegoś i kogoś wąskim Ciemnogrodem, albo erystyka - do której naprawdę wystarczy ego i odrobina intelektu, nawet trzymanie się tematu jest zbędne ;)

    Pozdrowienia :)

    ps. Krzyś, wpuść pinga piętro niżej, skoro już dyskusja ma się rozwijać także międzyblogowo ;)

    [Sadoq: Melduję, że wpuściłem]

    OdpowiedzUsuń
  5. Ad Flanelka
    Przez wielu biblistów [przekład NŚ] (różnego wyznania, także ateistów) jest określany jako najlepszy współczesny przekład Biblii, tego nie podważysz
    Wielość person wypowiadających jakąś opinię nie sprawi, że coś stanie się oczywistą oczywistością. Po prostu krytycznie podchodzę to przywołanych w powyższym wpisie tłumaczeń... także do tłumaczenia NŚ, które z tego co mi wiadomo jest tłumaczeniem z jęz.angielskiego (mogę się mylić).

    Co do Trójcy to pierwsze stanowisko Kościoła o charakterze anatem miało miejsce faktycznie na Soborze Nicejskim w 325 roku po Chr., ale był to raczej wyraz refleksji teologicznej niż zaszczepiania jakiś pogańskich kultów. Myślę, że Twoja interpretacja - przypisująca pogaństwo ojcom kościoła - jest zbyt daleko idąca. Sobór jakby zbierał w jedno wszystko to, co do tej pory mówiono i myślano o Duchu Świętym. Nie rozstrzygam (nie czuję się kompetentny), czy to - w jaki sposób ten problem ujął - było najwłaściwsze.

    Ad Mateusz
    Twoja teza o konfesyjnym tłumaczeniu odnosi się w równym stopniu do terminów Duch Święty jak i czynna moc Boża.

    Dziękuję za pierwsze Twe odwiedziny.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wielość person wypowiadających jakąś opinię nie sprawi, że coś stanie się oczywistą oczywistością.

    Nigdzie tak nie napisałam - jedynie zauważam, że to nie jest przekład, jakim posługuje się tylko jakaś, powiedzmy, kasta, bo wrażenie takiego przekazu odniosłam po przeczytaniu Twojej notki. Gdyby doszukiwać się racji w liczbach zgadzających się z jakimś poglądem, ogół religijnych tematów byłby sztywny i bezdyskusyjny.
    Niemniej, jeśli tak zostałam zrozumiana, to dzięki wielkie za okazję do skorygowania :)

    Co ważniejsze - mój pogląd (hm.. nie wiem, czy przytoczenie faktów historycznych można od razu nazwać poglądem, ale niechże tak pozostanie.. przynajmniej do ostatniego akapitu tego komentarza :)) to nie przypisanie pogaństwa "ojcom Kościoła", nie nadinterpretuj. To przypisanie im celowego kłamstwa i przyjęcia filozoficznych poglądów Platona, opartych na pogańskich wierzeniach w miejsce tego, co mówi Biblia.

    Zauważ, że nawet New Catholic Encyclopedia nie zaprzecza moim - jak to ująłeś - "poglądom":
    Wyrażenie 'jeden Bóg w trzech Osobach' przyjęło się na stało i zostało na dobre wcielone do chrześcijańskiego życia i wyznania wiary pod koniec IV stulecia. Dopiero to sformułowanie zasługuje na miano 'dogmatu Trójcy'. U Ojców Apostolskich nie spotyka się niczego, co by w najmniejszym stopniu przypominało taki pogląd czy punkt widzenia [t.14, s.299]
    Z kolei jezuita John L. McKanzie w swoim Dictionary of the Bible pisze:
    Jedność natury trójcy osób określają wyrazy 'osoba' i 'natura', które są gr[eckimi] terminami filozoficznymi; w Biblii nigdzie nie ma tych wyrazów. Owe definicje trynitarskie wyłoniły się po długotrwałych sporach, w trakcie których te i inne wyrazy, jak 'istota' i 'substancja', niektórzy teologowie błędnie odnieśli do Boga. [s.899].

    Podobnie do sprawy podchodzą świeckie źródła "krytyczne" - w The Encyclopedia Americana znajdziemy słowa:
    Chrystianizm wywodzi się z religii żydowskiej, a religia ta była ściśle unitarna. Drogi wiodącej z Jeruzalem do Nicei nie sposób uznać za prostą. Trynitaryzm z IV wieku nie był odzwierciedleniem wczesnochrześcijańskiej nauki o naturze Boga; wprost przeciwnie, był odstępstwem od tej nauki [t.27, s.294L],
    zaś Nouveau Dictionnaire Universel temat ujmuje tak:
    Platońska trójca - zwykłe przedstawienie w innej postaci starszych trójc czczonych przez dawniejsze ludy - to jakby racjonalna, filozoficzna trójca przymiotów, dająca początek trzem hipostazom, czyli osobom boskim, o których naucza się w kościołach chrześcijaństwa. (...) Tę stworzoną przez greckiego filozofa koncepcję trójcy można spotkać we wszystkich starożytnych religiach pogańskich. [red. M. Lachatre, t.2, s.1467] - jak widzisz, nie jest to mój pogląd, nie roszczę sobie praw do mimo wszystko dość jasnych i 'oczywistych' wniosków.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ad Flanelka
    Fakty nigdy nie były i nie są poglądem. Natomiast ich interpretacja i ocena związana jest z jakimiś poglądami, co niniejszym wszyscy czynimy dyskutując ku pobudzeniu szarych komórek.
    Co do źródeł: nieważne jest pochodzenie źródła kwalifikowanego według kryteriów świeckie - nie świeckie. Liczy się ich wiarygodność, a z tą w przypadku wszelkich źródeł jest różnie.
    Kościoły chrześcijańskie uznające trynitaryzm nie wypierają się zapożyczeń z terminologii filozofii greckiej. Wszak to, co zawarte w semickim charakterze Biblii, starali się przełożyć na język zrozumiały dla konsumentów kultury greckiej.
    Czy zrobili to z premedytacją wbrew Biblii? Nie sądzę. Raczej byli przekonani, że filozofia grecka jest najlepszym narzędziem do wyrażenia i wytłumaczenia przesłania biblijnego ludom z poza kręgu semickiego. Mówiąc o celowym kłamstwie nie przytaczasz faktów tylko oceniasz fakty bez podania dowodów, że było to działanie świadome. A tylko wtedy mamy do czynienia z kłamstwem, gdy jest świadomość mówienia nieprawdy. W tym przypadku mamy do czynienia, co najwyżej, z popełnieniem błędów w wyborze metody aplikacji chrześcijaństwa w przestrzeni hellenistycznej.
    Pozostaje z wyrazami etc.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mój drogi Sadoq.. a udowodnisz komukolwiek premedytację? Nawet mnie nie możesz, choć próbujesz (vide: oceniasz) :)

    Ad rem. Po to mamy logicznie pracujące mózgi, by umieć dokonać rewizji faktów w obliczu choćby konsekwencji przyjmowanych poglądów. Jak sam zauważyłeś, konsekwencją - a więc domniemanym celem - było trafienie do semickich ludów z nową religią. Nie zaś zapoznanie tych ludów z Prawdą od Boga. Kościół Katolicki dośc szybko zaczął działać właśnie w celu jak najszybszego zwiększenia liczby wiernych, na których wprost: zarabiał i żył dzięki temu wygodnie, w coraz większym bogactwie. Obojętne były środki - od wcielania na łono Kościoła coraz to nowych pogańskich zwyczajów i praktyk po wyżynanie nieposłusznych i chcących dotrzeć do Prawdy ze Słowa Bożego (o czym szerzej będzie u mnie, tu nie będę powielać). Bóg w KK od początku był na ostatnim miejscu - to nie jest religia, którą stworzył Bóg (biblijny). To religia, która stworzyła boga (będącego barwną kukłą, budowaną ze strzępków wierzeń, legend i filozofii), by móc z tego czerpać ogromne zyski i lekko żyć.

    Pozostaję takoż w podziękowaniu za dialog :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Witajcie,

    Sadoku:
    Tak, zgadza się - Duch (z dużej litery) jest jak najbardziej przekładem konfesyjnym, przynajmniej w sensie uznawania NT za właściwy kontekst tych słów. Najbardziej surowym przekładem byłby prawdopodobnie tchnienie bądź duch.

    Przekład zawsze w jakiś sposób oczywiście jest interpretacją. I niekoniecznie miom zdaniem to coś złego. Np.moja wiara w NT wyraża się właśnie w tym, że owego ducha bądź tchnienie interpretuje w kontekście opisów NT w których pojawia się Duch, i jest to decyzja słuszna, z tego punktu widzenia.

    Flanelko:
    dziękuję za miłe słowa pomimo jak rozumiem, niemiłych odczuć związanych z moimi.

    Moja opinia o twojej opinii względem przekładu NS zwiazana była z znanymi mi opiniami biblistów. Ogólnie, jest to przekład z języka angiuelskiego, z dziwacznymi decyzjami traslatorskimi (jak np. używanie JEHOWA w NT w miejscach, gdzie pojawia się grecki KURIOS, ale tez niekonsekwentnie, i arbitralnie, bo jak KURIOS pojawia się w użyciu wobec Jezusa, to już jest zwykłe "pan."

    Dyskutowac o teologii z Tobą niestety nie będę, ze względu na relację długości Twoich postów do moich ograniczonych zasobów czasu i wymóg uczciwej dyskusji, co mi się nie skleja. Choc chętnie bym sobie popisał:)

    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Jesteś pewien, że należy szukać jakiejś obiektywnej prawdy? Wczorajsza prawda to dzisiejsze kłamstwo.
    Uciekają nam konteksty cudze, kiedy tworzymy własne. I zapewne dobrze,że się ewakuują.
    Nie umiem uwierzyć. Wciąż buzują we mnie wątpliwości. Nie szukam nauczyciela i mistrza, szukam siebie. Jak Telemach, jak pielgrzym Absolutu. Najstraszniejsza w tych peregrynacjach jest świadomość samotności.
    Chyba wymięknę przy miększych materiałach, jedwab jest mniej miękki od barchanu;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Najgorsze w tych szaleństwach interpretacyjnych jest to, że nawet wybór metody niczego tu nie rozstrzyga.
    Bowiem... nic tego nie może rozstrzygnąć, z wyjątkiem... wiary. A dyskutowanie z wiarą nie ma większego sensu (gdyż na tym m.in. polega wiara - jest ona immanentnie odporna na jakikolwiek dyskurs z innym rodzajem wiary - jest impregnowana na jakąkolwiek argumentację. Jeśli taka się staje - przestaje być wiarą.)
    Błędne koło (w które Sadoq'u wpadasz podejmując takie tematy... )
    Tak więc, nawet konkluzja (gdybyś taką znalazł), nie byłaby tutaj niczym rozstrzygającym.
    Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  12. Winno być:
    jeżeli wiara poddaje się dyskursowi i ulega jakiejkolwiek argumentacji - przestaje być wiarą.

    OdpowiedzUsuń
  13. Sadoq'u,
    wydaje mi się, że nie wierzysz oraz... że jednocześnie nie możesz się z tym pogodzić, że nie wierzysz.
    I dlatego niczego nie możesz w tej materii rozstrzygnąć.

    Ten, kto wierzy, rozstrzyga, albo przynajmniej tak mu się wydaje.
    Rozstrzyga również ten, kto nie wierzy, ale musi być przy tym pogodzony ze swoją niewiarą.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ad Defendo
    Względność prawdy nie czyni jej bezużyteczną w ogóle. Ona po prostu potrzebuje kontekstu stąd potrzeba interpretacji... a ściślej hermeneutyki w przypadku Biblii

    Ad Logos Amicus
    Rzeczywistość odnosząca się do sfery wiary nie jest dwubiegunowa, w której z-opozycjonowane są wiara z niewiarą... Jest jeszcze agnostycyzm, który dotyka wielu w tej liczbie i mnie.
    Natomiast samo badanie tekstów nie rozstrzyga niczego definitywnie, ale daje przyjemność gonienia króliczka.

    OdpowiedzUsuń
  15. Z jednej strony jest wiara, z drugiej - agnostycyzm i niewiara (nie wydaje mi się, aby agnostycyzm był pośrodku).
    Często ktoś się podaje (uważa) za agnostyka, nie tyle dlatego, że nie wie, ale właśnie dlatego, że nie może się pogodzić ze swoją niewiarą.
    (Moim zdaniem, takim agnostykiem był np. Miłosz, jak również wszyscy Ci, którzy zajmują się teologią, religioznawstwem, interprtetacją Pisma...etc.; także wielu księży.)

    PS. Gonienie króliczka może być ekscytujące, a nawet przyjemne, ale też można się przy tym zziajać.
    Ja bym jednak nie gonił żadnego króliczka, gdybym zakładał, że go nie mogę dogonić.
    I wierz mi, dogonienie takiego kóliczka jest dla mnie czymś znacznie fajnieszym, niż samo gonienie go.

    OdpowiedzUsuń
  16. Amicusie,
    Ty masz rację i ja mam rację, bo RACJA jest jak d... każdy ma swoją:-)
    Nie zgodzę się jednak z tezą, że agnostycyzm to takie niepogodzenie się ze swoją niewiarą choć brzmi to dość lotnie. Agnostycyzm do dla mnie stan umysłu stwierdzający, że nie ma wystarczających przesłanek potwierdzających istnienie Boga, ani tez wystarczająco przeczących jego istnieniu.
    Wszystko jednak jest swobodą interpretacji i w tym sensie Twoja wypowiedź jest uprawniona, bo wyraża Twoje przekonanie.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  17. [...] Z podziękowaniem za regularne prowokowanie myśli - Mitycznemu Syzyfowi.. Historia utrudnionej znajomości [...]

    OdpowiedzUsuń
  18. Wydaje mi się, że Logos z niegodzeniem się z niewiarą trafił w sedno, albo - co najmniej - maksymalnie blisko niego ;)

    Obiecane, wykonane. Kilka dat itepe - jutro. Znaczy się, "jutro".

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Defendo.

    Szukasz siebie bez kontekstu? Jesteś pewna, że bez niego istniejemy?

    Wiem, nie odpowiesz, ale.. może na własny użytek powątpisz chwilkę. Serdeczności!

    OdpowiedzUsuń
  20. Sadoq'u,
    jeśli Ty masz rację i ja mam rację, to nikt z nas nie ma racji.
    To są tylko nasze opinie.
    A przecież:
    Opinio Multiplex, Veritas Una

    OdpowiedzUsuń
  21. Logosie, a racje równoległe? Kobieta może czuć się spełniona jako kura domowa i jako business woman; jako bezdzietna i jako matka. Może się czuć także nieszczęsliwa w każdej z tych ról. Jeśli racje różnie spełniających siebie kobiet nie są równoległe, to znaczy, że nie ma ich wcale i wszystkie się mylą co do wzoru na szczęście? ;)
    Posiadanie własnych racji nie oznacza nieomylności. Nie oznacza też koniecznie otarcia się o słuszność. Jest punktowaniem i układaniem własnego świata, by móc w nim egzystować na własnych zasadach - o ile własna racja nie wchodzi w kolizję z ogólnymi normami (choćby prawnymi).

    Ale.. to tylko moja własna racja, jakby co ;)




    Sadoq :D

    OdpowiedzUsuń
  22. ps. oczywiście nie nawiązuję do pierwotnego znaczenia - dziś racja to właśnie opinia, zdanie, pogląd, przekonanie. Nie jest tożsama z prawdą na dany temat, która - podzielam pogląd - może być tylko jedna, by spełniała założenia definicji/semantyki.

    OdpowiedzUsuń
  23. Dziękuję wszystkim (było nas w sumie pięcioro w tym 2 niewiasty) za dyskusję nad wątkiem biblijnym. Zdaję sobie sprawę, że czytających jest zawsze więcej niż gotowych podjąć trud dyskusji, ale taka to uroda dość specjalistycznych tematów.
    Gdybyśmy poruszyli wątek podatków, polityki, dziur na drogach, czy Dody to wpisów jednozdaniowych o różnej sile natężenia emocji mogłoby być znacznie więcej, ale po co?

    OdpowiedzUsuń
  24. Ad rem:
    Hebrajskie "ruach" można przełożyć zarówno jako "duch" oraz "wiatr". Oba słowa to podstawowe znaczenia. Które z nich przyszłoby czytelnikowi hebrajskiemu na myśl, gdyby nie znał dalszej treści i natknąłby się w drugim wersecie na "ruach"? Żadne. Bo może być "duch Boga", ale też "wiatr Boga", jak nieco dalej, gdy Adam się przechadzał lękliwie po Edenie. Nie ma w języku angielskim, ani polskim jednego odpowiednika "ruach", więc tłumacze NŚ oddali to zwrotem "czynna siła" - dosłowny i nic nie sugerujący odpowiednik zarówno wiatru, jak i ducha.

    Na temat dokładności i dosłowności NŚ: Marek Piela, “Grzech dosłowności we współczesnych polskich przekładach Starego Testamentu”, Wydawnictwo UJ, Kraków 2003.

    OdpowiedzUsuń
  25. "Grzech doslownosci" sprawia, ze nie wnikamy w ducha tekstu. Tu masz racje. Natomiast moj wpis mial na celu zwrocenie uwagi na pewne trudnosci z nauka trynitarna. Interpretacja ruach jako zalazka nauki o Duchu Swietym jest naduzyciem, i na to zwrocilem uwage.
    A tak poza tym to ciesze sie z Twej obecnosci w tym miejscu. Polecam tez swoj tekst ze stycznia dotyczacy grzechu pierworodnego. Jest nieco przewrotny, ale sadze, ze miesci sie w granicach rzeczowego dyskursu.

    OdpowiedzUsuń
  26. >> może to była reanimacja po kosmicznej podróży - nie wiecie > tchną ducha >

    sztuczne oddychanie,
    reanimacja Matrix

    A to nie szkoda czasu tak grzebać,
    nie lepiej do Peru pojechać,
    i samemu Doświadczyć na sobie?

    OdpowiedzUsuń
  27. Nie ma czegoś takiego jak święta tajemnica jak to poweidział flanelka. Po coś Bóg dał biblię do rączki, a że się jej nie czyta to inna kwestia. Gdyby Bóg miał przed nami tajemnice to znaczy że chce nas w jakiś sposób oszukać prawda? Napewno Bóg nie jest oszustem i podał wszystko w Piśmie świętym

    OdpowiedzUsuń