niedziela, 26 kwietnia 2009

Czy istnieją agnostycy?

Do podjęcia tak sformułowanego pytania skłonił mnie zgoła niewinny komentarz w poprzednim wpisie, który popełnił był Logos Amicus:  ...wydaje mi się, że nie wierzysz oraz… że jednocześnie nie możesz się z tym pogodzić, że nie wierzysz. [...] Ten, kto wierzy, rozstrzyga, albo przynajmniej tak mu się wydaje.  Rozstrzyga również ten, kto nie wierzy, ale musi być przy tym pogodzony ze swoją niewiarą. 


Pogląd wyrażony przez Amicusa jest dość zgrabnie wyważony, ale według mnie nie odpowiada prawdzie i temu, co faktycznie odczuwają ludzie sytuujący swój światopogląd w strefie agnostycyzmu. W przytoczonej wypowiedzi pobrzmiewa dualizm wymiatający stany pośrednie. A doświadczenie życiowe moje, ale i wielu innych osób wskazuje, że rzeczywistość w każdym swym wymiarze jest znacznie bogatsza niż układ zero jedynkowy.


Według mnie do poglądu określanego wiarą w Boga potrzeba wielu przesłanek, których ciężar przechyli szalę na rzecz teizmu, podobnie jest w przypadku tych, którzy przyjmują postawę światopoglądową uznającą, że Boga nie ma.


Mój przypadek jest takim, że nie jestem w stanie - mając pod rozwagę wiele argumentów za i przeciw - opowiedzieć się po jednej ze stron i tkwię w postawie sokratejskiej wiem, że nic nie wiem.


Często zarówno wiara, jak i niewiara jest stanem emocji, a mnie bardziej interesuje TO na gruncie poznawczym i intelektualnym. Biorąc pod uwagę tę płaszczyznę jestem póki co agnostykiem, tak jak kiedyś byłem wierzącym, czy ateistą (wierzyłem, że Boga nie ma).


Dla osób podchodzących do rozstrzygania istnienia Boga na gruncie intelektualnym, wykorzystującym teorię poznania i inne pokrewne narzędzia, okazuje się, że niestety rzeczywistość jaką jest Bóg wiary wykracza poza dostępne narzędzia poznawcze. Stąd jest to bliskie zasadzie nieoznaczoności.


Immanuel Kant uważał, że agnostycyzm jest postawą wobec granic ludzkiego poznania. Uważał, że na gruncie nauki wiedza o Bogu nigdy nie będzie możliwa. Ten pogląd rzecz jasna nie rozstrzyga o naukowości teologii, czy nauk biblijnych, które badają obszar religii.


Natomiast Bertrand Russel na pytanie, czy agnostycy są ateistami odpowiedział: Nie. Ateista, tak jak chrześcijanin, uważa że można stwierdzić czy Bóg istnieje czy też nie. Chrześcijanin uważa że można stwierdzić że jest Bóg; ateista, że można stwierdzić że nie ma. Agnostyk odracza osąd, mówiąc że nie ma wystarczających podstaw ani dla potwierdzenia ani dla zaprzeczenia.


Może i ten stan zawieszenia (letniości) jest dla zwolenników jednej lub drugiej postawy obmierzły, ale jest faktem w odniesieniu do bardzo wielu osób. I nic nie zmieni tej postawy, nawet biblijna groźba: A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust [Ap 3,16].

16 komentarzy:

  1. Agnostycyzm nie jest postawą po środku!!!
    To postawa poznawcza ustawiona poza polem walki wiary i niewiary. Czy wygodna? Nie jestem tego pewien. Chyba łatwiej jest żyć z głębokim przekonaniem o czymś ważnym dla naszej egzystencji niż żyć z odczuciem niepewności/niewiedzy.
    Owszem można pójść drogą wyrachowania, jaką zaproponował Blaise Pascal i przyjąć postawę, że lepiej tak na wszelki wypadek wierzyć, że Bóg istnieje, bo po śmierci spotka nas nagroda. Jeśli jednak okazałoby się, że Boga nie ma to i tak nic nie tracimy. Mnie jednak taka postawa nie odpowiada.

    OdpowiedzUsuń
  2. O walce nic nie było, Sadoq :)

    Powiem Ci, skąd wzięłam swoje wnioski - jednak przypomnę, że postawa jest dla mnie niezrozumiała, stąd być może mylna jej interpretacja. Albo co najmniej nieprecyzyjna.

    Pierwszy w odniesieniu do ludzi, których zdaniem obiektywna rzeczywistość [np. Bóg] jest nieznana i prawdopodobnie niepoznawalna, terminu 'agnostycy' użył biolog, obrońca darwinowskiej teorii ewolucji, Thomas H. Huxley (przy czym warto zauważyć, że użył go powątpiewając w istnienie sprawiedliwego Boga w odniesieniu do niesprawiedliwości, obłudy, okrucieństwa, rzezi oraz gwałcenia wszelkich zasad człowieczeństwa, które zaobserwował w kościołach nominalnego chrześcijaństwa od zarania dziejów po jego czasy [XIX w.]). Od tej pory agnostycyzm często kojarzy się właśnie z postawą bierną - bowiem coś, co jest z założenia niepoznawalne, nie może stać się poznane - to tak oczywiste, że słowa ubijają masło maślane w tym miejscu.

    W innym - pierwotnym (?) - znaczeniu użył terminu 'agnostyk' ap.Paweł, mówiąc o ołtarzu ateńskim, na którym widniał napis Bogu Niznanemu. Tym samym zgrabnie wykorzystał okazję do wydania świadectwa o Bogu gronu filozofów, którzy być może w ogóle nie słuchaliby jego słów (świadczy o tym choćby ich kpiąca reakcja, zanotowana w 17.rozdziale Dziejów Apostolskich), gdyby nie odniósł się do owego ołtarza, stojącego nieopodal. Skoro już Ateńczycy czcili jakiegoś nieznanego Boga - to on im "o nim" opowiedział ;)
    I tu, rzeczywiście, doszukuję się echa sposobu myślenia B.Pascala - Bogu świeczkę, Diabłu ogarek. Z jednej strony, oczywiście. Z drugiej - biorąc pod uwagę rezultaty przemowy Pawła, czyli osoby przychylnie reagujące na to, co mówił - można jednak doszukać się w pierwotnym znaczeniu pojęcia "agnostyk" sugestii o 'umyśle otwartym na argumenty za bądź przeciw'.

    Przy czym, skoro wtórne rozumienie i odnoszenie tego terminu do ludzi poddających w wątpliwość istnienie Boga jest co najmniej równoprawne, to zauważam także, że nie powinno dziwić wiązanie go ściśle z wiarą/niewiarą w Boga, czy wręcz wywnioskowanie, że postawa często wywpływa z początkowej wiary - która z czasem wyewoluowała (cofnęła się?) od pozornej pewności do ugruntowanej (agnostycy znajdują więcej argumentów dla swojego stanowiska, niż 'wierzący') wątpliwości.
    Dlaczego pozornej? Właśnie w związku z tym, że jednak nie cofnęła się, a wyewoluowała - bo wiara (np. zgodna z dogmatami religii katolickiej, choć nie tylko) bywa jedynie piętnem tradycji i wpisem do akt (parafii). Z gruntownym poznaniem Boga (z którego to poznania powinna się narodzić) i rzetelną wiedzą np. biblijną (czyli podstawą wiary w Boga [biblijnego]) nie ma nic wspólnego. Ciężko nie wątpić w coś, w co się nigdy tak naprawdę nie wierzyło.
    Znacząca większość znanych mi agnostyków to po prostu myślący katolicy, którzy nie doszli do miejsca Boga nie ma, bo nie łączą bezrefleksyjnie niezgodności Biblii i tego, co się odprawia w ich kościołach z samym Bogiem.

    Pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Szczerze mówiąc agnostycyzm jest dla mnie problemem epistemologicznym, a nie kwestią wiary. Wiara jest dla mnie przyjmowaniem za istniejąca rzeczywistość, której istnienia i działania nie można wykazać na gruncie dowodzenia naukowego (mutatis mutandis odnosi się to również do NIEWIARY). W sensie naukowym można coś wykazać i udowodnić poprzez możliwość interpersonalnej komunikowalności dowodów. W istnienie/nieistnienie Boga/bogów należy wierzyć. I nie jest to - jak suponujesz - skłonność katolicka. Nie wiąż też rozumienia agnostycyzmu z darwinizmem, czy choćby z Pawłem z Tarsu. Agnostycyzm postawa poznawcza, która nie jest w stanie w definitywny sposób rozstrzygnąć problemu istnienia nadprzyrodzoności.
    Pewne przesłanki przemawiające za istnieniem Boga nie są dowodami.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie czytasz chyba jednak tego, co piszę.

    Mówię o tych, którzy uważają siebie za agnostyków. Tu nie ma 'może' - oni SĄ byłymi katolikami. Więcej. Niektórzy z nich są nominalnymi katolikami w dalszym ciągu, choć nie wierzą/nie dowierzają w Boga. Podważasz fakty? Proszę Cię..

    Przykład Pawła był mi potrzebny do udokumentowania pewnego rozumienia terminu 'agnostyk'. Podobnie, jak Ty udokumentowałeś różne pkty widzenia na tę postawę słowami innych osób. Dlaczego moje mają być gorsze albo nieprawne/nie na temat? Jeśli chcesz dyskusji z zastrzeżeniem ograniczeń co do przytaczanych argumentów, to zaznacz to od razu w notkach.

    Zaproponowałeś rozpatrywanie agnozy w powiązaniu z Bogiem - w oderwaniu od rozważań wiary i niewiary traci to sens, Sadoq.

    Nie wszystko da się do końca zbadać i opisać naukowo. Gdyby tak było, nie potrzebowalibyśmy zdolności wyprowadzania wniosków z ograniczonych zbiorów informacji. To dotyczy każdej płaszczyzny naszego życia - vide: zaufanie (choćby do partnera - w interesach, życiowego). To też rodzaj wiary opartej na obserwacjach i doświadczeniu, na cudzych opiniach, nie na badaniu każdej minuty egzystencji drugiego człowieka ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ad 1-szy akapit.
    To fakt, ale mało przydatny w tej dyskusji, dlatego należy stosować brzytwę Ockhama, by odrzucić 'zakłócenia' dyskursu.

    Ad 2-gi i 3-ci akapit.
    Jeśli dobrze mnie czytasz, to zauważyłabyś, że niemożliwa jest dyskusja o charakterze dowodowym dotyczącym Boga, jeśli jedna ze stron nie przyjmuje oczywistości jego istnienia, a ma debatować tak jakby on istniał. Agnostycyzm zawiesza w tej sprawie sąd, więc nie wymagaj, by przedmiot dowodzenia był przyjęty jako istniejący a priori. gdyby tak było, to nie byłoby tej, ani wielu innych dyskusji.

    Nie jest to proste wnioskowanie z ograniczonych zbiorów informacji, które mają prowadzić albo do uznania istnienia Boga lub do zaprzeczenia. Są sytuacje, w których nie da się przeprowadzić weryfikacji lub falsyfikacji tezy i trzeba sąd w tej sprawie zawiesić. Kłania się zasada nieoznaczoności... Bóg jawi się dla agnostyka właśnie w ten sposób.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nikt nie obiecywał, że będzie prosto, Sadoq..

    Dla mnie pierwszy akapit jest kluczowy, skoro rozmawiamy o ogóle agnostyków, nie tylko o Tobie. Jeśli o tobie - owszem, masz rację, acz to utrudnia dyskurs, bo zawsze to Ty będziesz na racji.

    Z tego, co mi wiadomo, to brzytwa Ockhama polega na przyjęciu najprostszej wersji. Dla mnie, skoro większość znanych mi agnostyków to byli/aktualni nominalni katolicy, brzytwa okraja omawianie zagadnienia raczej do ich zbioru, niż do Ciebie, jako wyjątku. Prawda? :)

    Twój akapit drugi za to mnie zaklinował "z lekka". Jeśli jednocześnie chcesz dyskutować o Bogu i nie wpuszczać na poziom przytaczanej
    argumentacji czegokolwiek, co dla Ciebie nie jest argumentem, to.. jak to sobie wyobrażasz? Zdjęć Boga nikt Ci raczej nie wklei. Co jest w takiej dyskusji argumentem? Skoro przyjmujesz z góry za fakt, że wszystko, co przemawia za istnieniem Boga - bądź przeciw - jest nieprawne merytorycznie, to dysputy są próżne, Sadoq. Jeśli zaś jest inaczej - wskaż mi. Mamy dzisiaj jakieś usterki na linii porozumienia chyba...

    OdpowiedzUsuń
  7. Błędnie oczytałaś moją wypowiedzieć.
    Nie zamierzam blokować Cię w żadnej mierze. Raczej próbuje wskazać płaszczyznę dyskusji, w której żadna ze stron nie musi na wstępie rezygnować ze swoich przekonań. Dyskurs wymaga równowagi, a nie łapaniem przewag i punktowaniem drugiej strony na zasadzie sztuka dla sztuki.

    OdpowiedzUsuń
  8. Żadna ze stron? Ja muszę, Sadoq. Mówienie o 'tylko Twoim rozumieniu pojęcia agnozy' jest dla mnie naciągane, wymuszone i sztucznie selektywne. Natomiast moje rozumienie jest przez Ciebie wykluczone, jako uprawnione w ramach koszyka argumentacji.
    Innymi słowy, związałeś mi ręce i zawiesiłeś nad klawiaturą. Zresztą nie tylko, jeśli o ten temat chodzi, przyznaję. Mówienie, że nie muszę rezygnować ze swoich przekonań na wstępie i jednoczesne segregowanie ich na tymże wstępie na prawne (merytoryczne) i zbyteczne, niewiele zmienia - deklarować można wiele; deklaracje weryfikuje przebieg dyskursu :)
    Może to taki temat akuratnio, a mi brak cierpliwości wobec zamykania kolejnych ścieżek. Będzie wiele innych, równie ciekawych, jak Cię 'znam' ;) W tym po prostu przyjmuję to, co masz do powiedzenia, jako Twoje subiektywne spojrzenie - acz zaznaczę ponownie, że zgodzę się z zacytowanymi słowy Amicusa. Bez odnoszenia ich do jakiegoś ogółu. Zgadzam się z tym, że opisują Twoją postawę wobec zagadnień dotyczących istnienia Boga, gdy patrzy się z boku. Niekoniecznie Ty i Twoi czytelnicy widzą to samo, zauważ, wszystko zależy od perspektywy :)

    Z przyjemnością poczytam dyskusję, która - mam nadzieję - rozwinie się tu z czasem.

    Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jestem bardzo ostrożny w sortowaniu ludzi:
    wierzący, niewierzący, agnostyk, ateista... etc.
    Nie ma bowiem jasno określonych granic - ludzki światopogląd jest czymś płynnym, podlega fluktuacjom - jest zmienny i błądzący, niczym nasze myśli i nastroje.
    Nie może być inny. Choćby tylko dlatego, że (dysponując naszym umysłem) nigdy nie poznamy naszej podstawy bytu, świata idei absolutnych, rzeczywistości "samej w sobie". Jesteśmy bowiem ograniczeni w naszym poznaniu i doświadczeniu świata, (niemożliwym dla człowieka jest ogarnięcie go w całości).
    Ja również znajduje tutaj siebie w postawie "wiem, że nic nie wiem".
    Wiedziałem to już chyba od dziecka - gdyż, jak sięgnę umysłem, nigdy nie mogłem z całą pewnością powiedzieć, że byłem wierzący (w Boga), albo też nie wierzący (ateistą). Podpadam więc najbardziej pod definicję agnostyka, ale też odczuwam pewne opory by tak się samookreślić.

    PS. Ateiści nie chcą się przyznać, jak bardzo są podobni - jesli chodzi o świadomość epistomologiczną - do ludzi wierzących. Są oni bowiem wierzącymi a rebours: wierzą, że Boga nie ma (czyż nie zdają sobie sprawy z tego, że tego wiedzieć nie można -że można tylko w to uwierzyć?)

    Jest jeszcze jedna cecha łącząca żarliwą wiarę i wojujący ateizm: fanatyzm.
    Odczuwam zdecydowaną niechęć do dyskusji z fanatyzmem, bowiem dyskurs takowy zazwyczaj bywa czymś na wskroś jałowym.

    OdpowiedzUsuń
  10. Oczywiście, BYWAM też agnostykiem, który nie może się pogodzić ze swoją niewiarą (zdając sobie sprawę, że jest to postawa paradoksalna i być może nawet posiadająca wewnętrzną sprzeczność).
    Wiem, że swoim mocno ogranicznonym rozumem tego nigdy nie rozstrzygnę, lecz muszę przyznać, że skłaniam się niekiedy w stronę... intuicji, przeczucia, wrażenia, impresji - i to wcale nie intencjonalnie (nie ma to jednak nic wspólnego ani z wolą ani też z wiarą). To jest taka moja mała metafizyczna podróż - czasem tylko wycieczka.
    Staję wtedy na najwyższej górze, sięgam najgłębszej otchłani, czasem szybuję w przestworzach... i mam wrażenie, że jednak tam, gdzie nie mogę sięgnąć, jest...

    OdpowiedzUsuń
  11. Człowiek jest zdolny do wielkiej metaficzynej podróży...

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo ciekawa dyskusja. :)

    Problem polega jeszcze na tym , że jesteśmy postrzegani przez kulturę, w tym i religię , w której przyszło nam żyć.

    Bo np.skoro Polska jest uznawana , jako kraj katolicki, to nikomu nawet do głowy nie przyjdzie myśl ,że Polak - to nie Katolik. :D

    Nieważne kim Ty się czujesz, bo ważne w jakiej tradycji Ciebie wychowano.

    Przykre jest to, że politycy,świetnie to potrafią wykorzystywać i manipulować ludzmi :(


    Pozdrawiam wszystkich , bo wydaje mi się ,że są dwie szkoły postrzegania agnostyków i obydwie są słuszne,stąd ta dyskusja nigdy nie dojdzie do consensusu ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Logos
    Dziękuję za Twoją wypowiedź, która jest zgodna z tym, co w dużym stopniu sam odczuwam - poza rzecz jasna tym uczuciem niegodzenia się z brakiem wiary. Miło jest stanąć na szczycie i patrzeć w przestrzeń, mieć nadzieję. Nie chcę jednak stosować podejścia Pascala.
    Nie dzielę ludzi... jedynie stwierdzam oczywistą oczywistość, że są wierzący w Boga i wierzący, że Go nie ma oraz tacy, dla których jest to nierozstrzygalne.
    A co do dyskusji z ludźmi mającymi własne wyraziste przekonania uważam, że nigdy nie należy tracić nadziei na znalezienie odpowiednich pojęć i narzędzi pomocnych w dyskursie. Ważne jest, by stając na przeciw siebie nie oczekiwano poddania się adwersarzy. Faktem jest, że często tzw. fanatycy płaszczyznę neutralną odbierają, jako coś niewłaściwego, ale już nic na to nie poradzimy.

    Jula
    Myślę, że byłoby dużym uproszczeniem sprowadzanie wątku agnostycyzmu do praktycznych uwarunkowań naszej rzeczywistości. Abstrahuję od niej, gdyż jest to raczej domena grup walczących o coś tam. O nic nie walczę i nie muszę, nie czuję się zniewolony katolickością, ani polityką, jestem wolny. Nikt nie wywiera na mnie presji, ani ja nie wywieram na innych. Córka jest ateistką (tak się deklaruje), syn jest antyklerykałem, ale wierzy w jakieś metafizyczne wymiary i uwarunkowania rzeczywistości.
    Dyskusja o wierze nie miała na celu, bo i nie mogła mieć, uzyskania consensusu w przedmiocie ISTNIENIA BOGA. Była i jest raczej ćwiczeniem szarych komórek.

    OdpowiedzUsuń
  14. Faktycznie bardzo ciekawa dyskusja, dzięki za nią.
    Dobre spostrzeżenie - faktycznie większość znanych mi agnostyków (w tym ja sama) to ludzie wychowani w wierze katolickiej. I faktycznie może to wynikać z polskich warunków.
    Czasem, gdy rozmawiałam z kimś deklarującym bycie agnostykiem, z rozmowy wynikało, że ta osoba jest jednak wierząca - choć nie chciałaby być. Dość dziwne.

    Szanuję wiarę każdego w tych kwestiach, sami tworzymy swoją rzeczywistość jak możemy, czasem jak nam wygodnie. Aczkolwiek czasem przy rozmowie, wysoce niepoprawnie politycznie, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że wierzącym i agnostykom brak wyobraźni. ;)


    ps. Bardzo ciekawy blog.

    OdpowiedzUsuń
  15. tfu, w ostatnim zdaniu *ateistom :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Jak sądzę zbyt dużo zacietrzewienia i pragnienia, by nasze poglądy były podzielane przez innych. Agnostycyzm ma w sobie coś z letniości, która nikogo nie parzy i nie ziębi... daje czas na zastanowienie i refleksję, na ponowne przemyślenie ZA i PRZECIW.

    Dziękuję za wizytę

    OdpowiedzUsuń