niedziela, 15 lutego 2009

Ryt trydencki

Przy okazji całego szumu medialnego związanego z odwołaniem ekskomuniki z tzw. lefebrystów przyjrzałem się bliżej  Bractwu Kapłańskiemu Św. Piusa X założonemu przez arcybiskupa Marcela Lefebvre'a. Okazuje się, że wnikając głębiej w istotę oporu wobec przemian po soborze watykańskim II, głebiej niż medialny szum wokół sztucznego problemu komór gazowych,  jawi się rzeczywistość i ruch religijny o szczególnym znaczeniu dla Kościoła Katolickiego. Patrząc nań z boku i w sposób zobiektywizowany można w nim nawet dostrzec coś w rodzaju Arki Noego na wzburzonym morzu przemian, jakim został poddany w minionych 40-tu latach Kościół.


Głównym celem lefebrystów było i jest zachowanie wierności tradycji soboru trydenckiego. Szczególnym obszarem wierności jest odprawianie mszy wg tzw. rytu trydenckiego, który został zatwierdzony po wsze czasy przez papieża Piusa V bullą Quo primum w 1570 roku. Tak się składa, że postanowienia te z istoty swej nie mogą być odwołane. Lefebryści zostali w pewnym sensie ukarani i napiętnowani za to, że chcieli żyć i modlić się w zgodzie z nauką Kościoła.


Sobór watykański II (1962-1965) nie ogłosił nowych dogmatów, ale dokonał wielu zmian organizacyjnych wewnątrz Kościoła, jak i w jego relacji ze światem zewnętrznym. Jednym ze skutków było ogłoszenie nowego rytu mszy świętej, który naruszał postanowienia i tradycję w odniesieniu do rytu trydenckiego. Zmiany nastąpiły i w samym układzie mszy świętej, jak i języka liturgii (języki narodowe miały być wyjątkiem, a stały się normą).  Papież Paweł VI wprowadził także mszę twarzą do ludu i uczynił z niej raczej ucztę niż misterium ofiarne czym w istocie swej powinna być msza. Był to ukłon w kierunku protestantyzmu, z którym sobór chciał podjąć dialog ekumeniczny.


Trzeba przyznać, że wprowadzenie języków narodowych i odwrócenie ołtarza do wiernych sprawiło, że msza straciła charakter sacrum. Nie przyczyniła się do większej religijności. Posoborowe eksperymenty duszpasterskie sprawiły, że kościoły opustoszały, gdyż zniknęło z nich sacrum. Dla tradycjonalistów przeprowadzone zminay były profanacją.


Z dzieciństwa - jak przez mgłę - pamiętam mszę wg rytu trydenckiego. Charakterystyczny śpiew chorału, wspaniała celebra i metafizyka. Niebo schylało się ku ziemi.







Pokazana powyżej msza celebrowana w opactwie Ecôn (siedziba lefebrystów) uświadamia osobom wrażliwym na piękno, ile straciliśmy rezygnując z rytu trydenckiego. I nieważne jest tu podejście tylko z punktu  czysto religijnego, chodzi też o wartość kulturową, o coś, co kultura współczesna - zasadzona na chrześcijańskich korzeniach - utraciła po zmianach liturgicznych wprowadzonych przez papieża Pawła VI.


 


Zobacz też:


Różnice między rytem trydenckim a rytem współczesnym

4 komentarze:

  1. Lefebryści nie zostali ukarani. Oni ukarali się sami - ekskomunikowali się zgodnie z zasadą "jeśli... to podlegasz ekskomunice". To się może wydawać dziwne, ale jeśli porównamy to np. do sytuacji, gdzie uczeń "jeśli pali papierosy na terenie szkoły, podlega zawieszeniu w obowiązkach ucznia", to zrozumiemy zasadę "mocy samego prawa". Oczywiście zasadnicza różnica polega na tym, że dyrektor nie jest wszechwiedzący, a Bóg jest. Z odgórnym zawieszeniem można się więc ukryć, z ekskomuniką - nie.

    To po pierwsze.

    Po drugie lefebryści nie ekskomunikowali się bo bronili rytu trydenckiego. Tego nikt nie zakazał. Ekskomunika dosięgnęła ich za wyświęcenie biskupów bez zgody papieża. Zgodnie z zapisanym wcześniej prawem, które bez wątpienia było im znane.

    Po trzecie zaś, jeśli chodzi o ryty mszy świętej, nie zapominajmy, że Trydent to nie był początek liturgii. Jezus Chrystus nie odprawił Ostatniej Wieczerzy po łacinie (mógł jej nawet nie znać), lecz, prawdopodobnie, po hebrajsku lub aramejsku. Święci pisarze zapisali to po grecku. Jeśli chcemy upierać się więc przy źródłach, celebrujmy Eucharystię w tych językach, zgoda?

    Po czwarte w tej samej kwestii - Jezus siedział z Apostołami przy stole i spożywali (raczej uczta niż misterium ofiarne), co wywodziło się ze świętowania żydowskiej Paschy. Siedział przodem do uczniów, a nie tyłem. Jego przekaz nie opierał się na tajemniczym, nieosiągalnym sacrum, lecz na wspólnocie. Nie na gnozie, lecz na objawieniu. Do tego starał się wrócić Sobór Watykański II (a nie wyłącznie do wspólnoty Kościołów). Do źródeł.

    Bo nie tajemnicze sakralne misterium łacińskie ma zbliżać ludzi do Boga (i do Kościoła), lecz realna i prawdziwa obecność prawdziwego, żywego Jezusa Chrystusa, człowieka, który jest Bogiem. To trzeba rozumieć (a łacinę rozumiał mało kto).

    Długo mógłbym jeszcze pisać, ale zakończę na tym :). Tak czy inaczej - nikt nie zabronił Lefebrystom odprawiać mszy w rycie studenckim. A BXVI zdjął z nich nie narzuconą przez JPII ekskomunikę, lecz ekskomunikę, którą sami na siebie zaciągnęli.

    OdpowiedzUsuń
  2. Drogi Maurycy,
    Lefebvre działał w stanie wyższej konieczności... w każdym razie taką miał świadomość. Prawdą jest kwestia języka, jakim posłużył się Jezus podczas ostatniej wieczerzy, ale jako uniwersytecki adept teologii masz świadomość wiążącej mocy bulli papieskiej Quo primum z 1570 roku.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Dogmaty w Kościele Katolickim, jak dobrze wiemy, dotyczą wiary i moralności, nie zaś liturgii. Dlatego stwierdzenie po wsze czasy nie oznacza, że jest to nakazane mocą nieomylności papieskiej, przez wzgląd na Boże objawienie. Co więcej - jeśli papież mylił się w przeszłości, tj. jego nauczanie było niezgodne z nauką Pisma Świętego, to nawet stwierdzenie "po wsze czasy" nie ma tu wielkiego znaczenia.

    Oczywiście kwestia obrządku trydenckiego nie jest przykładem nauczania niezgodnego, bo - jak mówiłem - nie ma dogmatów w liturgice. Ale to, że ów obrządek jest ważny po wsze czasy nie oznacza, że jest jedynym ważnym obrządkiem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tu nie ma między nami różnicy... jeśli idzie o ryt trydencki:-)

    OdpowiedzUsuń