piątek, 6 lutego 2009

Rowerem do nieba

W wigilię Bożego Narodzenia 2008 ukończył 85 lat.  


Jak zawsze uśmiechnięty i rozgadany. Jedynie słuch nieco słabszy i wymagający głośniejszego mówienia w jego obecności, ale to szczegół biorąc pod uwagę ogólny stan zdrowia i rześkość.


scan100671


Na powyższym zdjęciu ze swoim pierwszym rowerem w 1935 roku. Wówczas  nie przypuszczał, że stanie się jego nieodłącznym towarzyszem.


Od prawie 30 lat mieszka sam nie wymagając praktycznie żadnej pomocy i wsparcia. Codziennie celebruje ten sam rytuał. Rano o 8. pobudka, wyjazd rowerem do sklepu po świeże pieczywo i prasę, śniadanie, lektura i studiowanie języka niemieckiego. W południe znów wyjazd rowerem w trasę wokół okolicznych jezior i lasów. Powrót. Drzemka. Jakiś skromny obiad. Lektura. Popołudniem wyjazd rowerem do znajomych na pogawędke. 


Jeszcze kilka lat temu udzielal korepetycji wnukom swoich znajomych z chemii, matematyki i języka polskiego.


Codziennie przemierzał 20-30 km. Wcześniej było to nawet 50.


Kilka dni temu coś zaburzyło ten rytm. Jelita przestały pracować. Dzięki wsparciu i informacji od życzliwych sąsiadów trafił do szpitala. Niezwłocznie przeprowadzony zabieg uratował mu życie. 


Narzekał, że położyli go ze staruchami i chorymi i że on nie może znieść cudzych jęków i leżenia w szpitalu itp. itd. Mówił, że czuje się jeszcze bardziej chory niż przed przyjazdem. Na drugi dzień po operacji, podczas porannego obchodu, zapytał lekarza kiedy będzie mógł wsiąść na rower.


Jakież było jego niedowierzanie i rozczarowanie, gdy lekarz powiedział, że będzie to możliwe dopiero za 6-8 tygodni.


Jest coś w powiedzeniu, że nie przesadza się starych drzew. A on jest jak to drzewo... przyzwyczajony do swojego rytmu i miejsc, po których sie porusza i które sprawiają, że czuje życie. 


Niektórzy - jak w piosence Dwa Plus Jeden - chcą trafić do nieba windą. On zajedzie tam rowerem bez niczyjej pomocy i to w czasie, który sam uzna za stosowny.

3 komentarze:

  1. Dopiero teraz tu trafiłam. I wiem już, czego brakuje mi w WordPressie. Jakiegoś katalogu, dzięki któremu mogłabym poszukać blogów poruszających tematy, które mnie pociągają.
    Ten rower jest jak epizod z "Prostej historii", mojego ulubionego filmu Lyncha. Dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie przesadza się starych drzew.. za to Ty uroczo przysiadłeś tu w cieniu tego Drzewa..
    Oby te tygodnie dłużyły się jak najmniej, choć czas ludziom w słusznym wieku lubi płynąć bardzo leniwie..

    Lubię spokój Twoich refleksji. Wbrew pozorom, nie każde są spokojne. Uściski serdeczne :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Genialny wpis, bliski i podskórny. Jestem urzeczona.

    OdpowiedzUsuń