wtorek, 17 lutego 2009

Prywatna wojna z TPSA

Od maja 2008 roku wydzwaniali do mnie konsultanci z Tele2 (obsługują moją linię telefoniczną) w sprawie uruchomienia poprzez ich firmę usług internetowych. Uprzejmie poinformowałem, by zgłosili się do mnie jesienią tuż przed wygaśnięciem mojej umowy z TPSA na neostradę. Umowa z TPSA była zawarta na czas określony do 17 grudnia 2008. 


Na początu listopada ustaliłem z Tele2 rodzaj usługi i jej cenę. Podwójna szybkość w porównaniu z NEOSTRADĄ i niższa cena. Wielce mi to odpowiadało, gdyż w domu są 4 komputery. 


12/11/2008 złożyłem deklarację, że rezygnuję z dn. 17/12/2008 z przedłużenia umowy na świadczenie usługi neostrada. Przyjęcie dokumentu zostało poświadczone podpisem i pieczątką pracownika Telepunktu w Koninie, przy ul. Powstańców Wielkopolskich. Zadowolony powróciłem do domu i poprosiłem Tele2 o przysłanie umowy, by mogli zweryfikować mnie w jak najszybszym terminie, a przerwa w dostępie do internetu była jak najkrotsza (max. 5-7 dni).


Jakież było moje zaskoczenie, gdy ok. 10 grudnia otrzymałem pisemną informację z Tele2, że nie mogą zrealizować umowy, gdyż TPSA odpowiedziało, że linia jest zajęta.


17/12/2008 punktualnie o północy internet został odłączony. Następnego dnia TPSA wystosowała do mnie pismo z informacją, że umowa została rozwiązana. 


19/12/2008 zdałem modem livebox otrzymując stosowne pisemne potwierdzenie z pieczątką i podpisem pracownicy Telepunktu w Koninie przy ul. Powstańców Wielkopolskich.  Zadowolony wystąpiłem do Tele2 o kolejną umowę. Podpisaną odesłałem 23/12/2008.


Jakież było moje zaskoczenie, gdy 5/01/2009 zadzwoniłem do Tele2 i dowiedziałem się, że moja umowa znów została zablokowana. TPSA na zapytanie z Tele2 poinformowała, że moja umowa z nimi nie została rozwiązana i zamknięta.


Natychmiast zadzwoniłem na tzw. błękitną linię 9393  i zgłosiłem problem, którym niezłwocznie miano się zająć. Okazano mi nawet  zrozumienie i wyrażono ubolewanie za niedogodności... Zadowolony - ufając, że to tylko kwestia paru kliknięć w systemie i sprawa załatwiona - wystąpiłem do Tele2 o kolejną umowę ( trzecią już!!!).


W połowie stycznia Tele2 informuje mnie, że umowa została odrzucona (sic!!!), bo nadal widnieję w systemie TPSA jako jej klient. Krew się we mnie zagotowała, ciśnienie ze 120 skoczyło mi do 180, twarz łagodnego i zrównoważonego faceta przeistoczyła się w facjatę zdziczałego barbarzyńcy. Chwyciłem słuchawkę telefonu i wystukałem numer tzw. błękitnej linii (nomen omen kolor denaturatu), a konsultant doprowadzał mnie wyuczonymi  formułkami do białej gorączki. Istne delirium!!! Ale koniec końców udało się mu ustalić, że ktoś w Telepunkcie w Koninie przy ul. Powstańcow Wielkopolskich popełnił błąd, bo wprowadził moję rezygnację z umowy w jednym punkcie, a rozliczenie się z  modemu livebox w drugim, przez co sprawa ugrzęzła w systemie. 


Dobrej myśli po raz czwarty wystąpiłem do Tele2 o nową umowę. Podpisalem i odesłałem. Teraz już byłem pewien, że będzie wszystko dobrze.


Jakież było moje zaskoczenie, gdy dziś Tele2 poinformowało mnie, że umowa została odrzucona, gdyż nadal widnieję w systemie TPSA jako jej klient.


Zagrzmiało, błysnęło... Chwyciłem słuchawkę, wybrałem numer linii w kolorze denaturatu. Trzymając nerwy na wodzy po ustaleniu mojej tożamości przez konsultantkę uprzejmie zapytałem, jakie są informacje dotyczące moich relacji z TPSA. Pani poinformowała mnie, że nadal mam nierozliczoną i nie zamkniętą usługę neostrada. W tym momencie spontanicznie rzuciłem Kurwa mać!!!. W słuchawce zaległa głucha cisza.


Po chwili beznamiętnym głosem powiedziałem:


Czy byłaby Pani tak łaskawa odpowiedzieć mi na pytanie: Czy mając potwierdzone pisemnie przyjęcie wypowiedzenie umowy, pisemne potwierdzenie z TPSA umowy oraz potwierdzenie pisemne, że zdałem modem livebox mogę być poirytowany?


Pani lekko skonfundowana przyznała mi rację. Zapytałem ją o to kiedy zgłaszałem w tej sprawie reklamację. Przyznała, ze miało to miejsce 5 stycznia. Potwierdziła, że mieli na to 14 dni. Zapytałem się, czy wie jaka dziś jest data. Poprawnie podała, że 16 lutego. Cała rozmowa z przerwami na jej konsultacje wewnątrz TPSA trwała 48 minut.


Dotarła do osoby, która przyjęła ode mnie dokumenty w Koninie i zobowiązała się naprawić swój błąd polegający na braku stosownej adnotacji w systemie TPSA.


Ponoć jutro mam mieć już czyte konto i będę wolnym człowiekiem. Jutro miną 2 miesiące od rozwiązania umowy z TPSA.

14 komentarzy:

  1. "a co Bóg złączył.." - możliwości pracowników w obliczu świętego paktu z do "niedawna" jedynym, a więc boskim niemal, Pracodawcą, są jednak ograniczone. O możliwościach petenta w ogóle wspominać się nie godzi. Będzie seequel?

    Podłożyła łeb pod topór......

    OdpowiedzUsuń
  2. dziekuję , ze jestes...czekałam..pozdrawiam...D

    OdpowiedzUsuń
  3. Jezzzasss!
    Wymyśliłeś to sam czy ktoś Ci dostarczył temat???
    Bo to NIE MOZE byc prawdą.

    OdpowiedzUsuń
  4. Niestety... najwybitniejsi scenarzyści tego by nie wymyślili. To przekracza granice ich wyobraźni:-)
    Sprawa jest w toku i mam już kolejne kontakty z TPSA w tej sprawie. Będzie opisany ciag dalszy. Momentami czuje się, jak bohater książki " Proces" Franza Kafki .

    OdpowiedzUsuń
  5. A pomyślcie sobie że takich [mniej więcej] przypadków jest kilkaset jeśli nie kilka tysięcy...
    tepsa to Zuo, a w gabinecie prezesa są bramy piekieł, te panie z błękitnej to sukkuby.
    Ja neta w tepsie nie mam. Może jest gorzej mniejszy transfer, ale dzwonie do mojego providera i mówię "Panie Krzysztofie coś nie działa" i zaraz zrobione, a jak coś się psuje to się umawiamy że faktura będzie o ileśtam mniejsza. Takich usług oczekuje.
    Precz z molochami.
    ... Żeby jeszcze tylko PKP rozwalili moje ukochane to byłbym całkiem zadowolony ;]

    OdpowiedzUsuń
  6. Tam, gdzie mamy do czynienia z molochami, a zamiast człowieka po drugiej stronie siedzi automat nie dziwi brak szacynku dla pięniedzy i czasu klienta.
    Takie przypadki "chodzą po ludziach", a człowiek jest niestety omylny. Pamiętam czas, kiedy musiałam, po rezygnacji z telefonu, zapłacić jeszcze paromiesięczny rachunek tylko dlatego, że jakiś człowiek zapomniał w systemie odhaczyć jedno zdanie. Pod adresem, na który przychodziły rachunki nikt chwilowo nie mieszkał.
    Współczuję zszarpanych nerwów.

    OdpowiedzUsuń
  7. Czyżby to była kara za rozwód ?

    OdpowiedzUsuń
  8. mam wrażenie, że dzięki tej piekielnej historii lepiej zrozumiałam wykład stoicki...
    oraz odetchnęłam, że rok temu ten sam manewr udał mi się za jednym razem, tylko jednym!...

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciesze się, że cudze doświadczenia mogą być pomocne w dyskursie dotyczącym filozofii. Ciekaw jestem - teraz właśnie naszło mnie to pytanie - co takiego mogli doświadczyć twórcy stoicyzmu (nie było wtedy TPSA), że zaproponowali taki styl myślenia o sobie i otaczającej rzeczywistości?

    OdpowiedzUsuń
  10. Niestety przeżyłem podobną sytuację gdy chciałem rozwiązać z powyższym podmiotem umowę ponieważ przeprowadzałem się do innego miasta a raczej wsi. Okazało się że przedpłata jaką musiałem dokonać po dopisaniu umowy jest bezzwrotna czyli przechodzi na poczet firmy. Wyraziłem swoje zdziwienie ponieważ przedpłata była po to gdybym nie wywiązywał się z nałożonych na mnie opłat suma ta miała pokryć zaległości gdyby takowe były. Cała przepychanka trwała pół roku i można by powiedzieć że "Nihil novi sub sole" ponieważ obecnie zrezygnowałem z usług "Orange" i sytuacja z przedpłatą dokonana 4 lata wstecz również nie podlegała zwrotowi ponieważ zmianie uległ regulamin świadczenia usług. Czyli 'nic nowego pod słońcem"

    OdpowiedzUsuń
  11. Teraz już chyba rozumiesz dlaczego bliski jest mi Kohelet i jemu podobni. Dystans do otaczającej rzeczywistości i do siebie samego jest najlepszym rozwiązaniem. a przede wszystkim jest zdrowszy.

    OdpowiedzUsuń
  12. Mógłbym powiedzieć że rozumiem ale chyba lepiej mi wyjdzie jeśli napiszę staram się zrozumieć dlatego też lubię posłuchać lub poczytać zdania innych przy dyskusji ponieważ dzięki temu można się wiele nauczyć dla samego siebie i o sobie w szczególności. Człowiek uczy się całe życie.
    Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  13. 1. Najważniejsze, że na koniec pani pewnie powiedziała: Życzę Panu miłego dnia! Oni zawsze tak robią - po amerykańsku - z załatwianiem gorzej. Ale co - nawet mówić nie mogą?
    2. Golonka - bomba, brak świadomości kalendarzowej usprawiedliwia. A koszerna chociaż była?
    3. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń