sobota, 7 lutego 2009

Po drugiej stronie...

Od zawsze lubiłem cmentarze i to niekoniecznie z jakichś nekrofiliskich upodobań, choć ze zmarłymi miałem do czynienia od dziecka i to bez odczuwania szczególnej obawy kontaktu z ich ciałem.


Te dość nieoczekiwane refleksje naszły mnie,  gdy trafiłem na poniższe zdjęcie pokazujące mumię królowej Seszseszet, matki faraona Tetiego z VI dynastii. 



Pamiętam, jak w wakacje 1974 roku razem ze starszym bratem kopaliśmy na cmentarzu dół pod rodzinny grobowiec. Miejsce, w którym miał powstać, zanajdowało się w narożniku cmentarza tuż przed furtką prowadząca w dół do pobliskiego jeziora. Miejsce zadrzewione i zacienione, co było ważne ze względu na panujące wówczas upały. Rozebraliśmy stary nagrobek, pod którym od blisko 50 lat spoczywał Władysław, starszy brat babci  Marianny, zamordowany przez Cyganów... dzisiaj - ze względu na idiotyczną poprawność językową - wypadałoby użyć określenia  "Romów". Jednak samo poderżnięcie mu gardła i ukrycie go w stogu siana nie było w żaden sposób poprawne.


Ziemia była piaszczysta i żółta. Bardzo lekko się kopało. Okazało się, że oprócz szczątków wuja Władysława (czaszka z włosami, szkielet, buty, deska spodnia trumny w całości, fragmenty ubrania) wydobyliśmy jeszcze 8 innych szkieletów w całkiem dobrej formie. Pamiętam jak dziś, że w godzinach wieczornych - tuż po zmroku - kości świeciły niczym jakiś szczególny fluorescent. Budziło to z jednej strony dreszczyk emocji, z drugiej fascynację. Tak jakby stanowiło to dotknięcie wielkiej tajemnicy... Tremendum et fascinosum


Widziałem i dotykałem cudzych szczątków, które kiedyś obleczone w ciało i krew... żyły, kochały, pragnęły, marzyły, cierpiały i nienawidziły.


W tym miejscu zakończę starożytną nagrobną sentencją, którą poddaję pod refleksję:


Byłem Kim jesteś, jestem Kim będziesz


------------


PS. Kiedyś szczegółowiej opisze swe relacje i kontakty z tymi, którzy już przeszli na drugą stronę.

2 komentarze:

  1. Lubię cmentarze. Niektóre oglądam jak swoiste dzieła sztuki(w Wilnie, na Rossie jest przepiękny pomnik nagrobny - dziewczyna wzlatująca w niebo, niewiarygodnie lekka i radosna), inne są podróżą sentymentalną(jak Pere Lachaise), jeszcze inne to dla mnie takie miejsce na zatrzymanie czasu.
    Przypomniał mi się znienacka wiersz:

    Dla zakochanych - Stanisław Grochowiak


    Dla zakochanych to samo staranie - co dla umarłych,
    Desek potrzeba zaledwie też sześć,
    Ta sama ilość przyćmionego światła.

    Dla zakochanych te same zasługi - co dla umarłych,
    Pokój z miłością otoczcie bojaźnią,
    Dzieciom zabrońcie przystępu.

    Dla zakochanych - posępnych w radości - te same suknie.
    Nim drzwi zatrzasną,
    Nim zasypią ziemię,
    Najcięższy brokat odpadnie z ich ciał.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję. Twój wpis to klimat, który właśnie tak odczuwam.

    OdpowiedzUsuń