środa, 11 lutego 2009

Nie schlebiać motłochowi

Marginalna i głupia wypowiedź lefebrysty biskupa Williamsona na temat komór gazowych, a więc temat historyczny i nie związany z dogmatami katolicyzmu, wywołał burze wokół decyzji papieża o zniesieniu ekskomuniki. Przypomnę tylko, że ekskomunika to kara kościelna nałożona nie za poglądy historyczne tylko za złamanie dyscypliny kościelnej w zakresie (w tym przypaku) wyświęcenia biskupów bez zgody papieża. Stało się to w 1988 roku za Jana Pawła II.


Z pewnym dystansem, rozbawieniem, a nawet zażenowaniem śledziłem komentarze, jakie pojawiły się po decyzji Benedykta XVI. Nie wnikając w niuanase sporu i powodu, dla którego lefebryści popadli w kary kościelne oraz to dla jakich racji papież zdecydował sie je znieść, dziwi mnie wielce, że ludzie będący poza Kościołem lub mający do niego dość osobliwy, a często i wrogi  stosunek zaczęli doradzać, co powinien zrobić papież.


Owszem wolność wypowiedzi obowiązuje, ale wygląda to tak, jakby poprawność polityczna (najprościej mówiąc głupia moda sztucznie  zamazująca różnice zdań) miały decydować, jakie działania powinien podejmować papież. Wszyscy czują się kompetentni i uprawnieni - łącznie z marszałkiem senatu Bogdanem Borusewiczem - by pouczać papieża.


W ślad za nim idą żydzi, ateiści, lewacy i wszelkiej maści szemrane autorytety.


 Okazuje się, że dogmatem, który Kościół powinien przyjąć i ogłosić jest Shoah. Tak się składa, że dla żydów Shoah stało się czymś w rodzaju nowej religii, która zastępuje judaizm jako taki. Dla niektórych cierpienie stało się niezłym biznesem.


Burzymy się, gdy biskupi wypowiadają się na tematy polityczne uznając to za mieszanie się w sprawy państwa, natomiast nie uznajemy autonomii Kościoła w zakresie dyscypliny wewnętrznej. Jeszcze tak nie jest na szczęście i mam nadzieję, że tak się nie stanie, że o poglądach i poprawności doktryny kościelnej bedą decydować tłumy wrogów Kościoła, albo jakieś referenda. Kościół, gdy szedł pod prąd stawał się silny. Gdy zaczynał schlebiać motłochowi ulegał marginalizacji.



PS. Jezus - gdyby przyszło działać mu współcześnie - spotkałby sie z ostracyzmem, gdyż jego język daleki był i... jest od nowomowy współczesnej Europy. Mówienie prawdy wbrew powszechnym mniemaniom budzi gniew tzw.  autorytetów. Często jest z nimi tak, jak profesorem prowadzącym wykład. W pewnym momencie wstaje student i mówi: Ależ Panie profesorze! Pańska teza jest niezgodna z faktami!!!. Na to niczym niezrażony profesor: tym gorzej dla faktów.


Zobacz też: Swąd szatana w Sekretariacie Stanu


Przykłady tzw. autorytetów:


Ks. Michał Czajkowski (esbecki kapuś przeciwny lustracji), Andrzej Czuma (ponoć krystalicznie uczciwy)


 

9 komentarzy:

  1. Wszystko jest wykorzystywane w celach politycznych.
    Nie łudźmy się więc, że Kosciól katolicki może sobie pozwolić na coś takiego, jak "autonomię dyscypliny wewnętrznej". Księża, biskupi, papież są również osobami publicznymi - nie tylko dla członków Koscioła.
    Dlatego są narażeni na krytykę... i to nie tylko "motłochu", jak się wyraziłeś.
    Prawdziwymi wrogami Kościoła nie jest bowiem jakiś anonimowy "motłoch", lecz konkretni, metodyczni, często bardzo wpływowi i posiadający władzę, ludzie.

    PS. Z osądzaniem Andrzeja Czumy jednak bym się powstrzymał do lepszego rozjaśnienia sprawy. Te atatki na niego również wynikają z pobudek politycznych.
    A tłum idzie za oskarżycielami bo potrzebuje igrzysk.
    Kolejny przejaw polowania na czarownice w naszym kraju.

    OdpowiedzUsuń
  2. Benedykta XVI "postawil" na jednosc kosciola, mysle ze to wazne, wlasnie teraz z w XXI wieku---

    OdpowiedzUsuń
  3. "Jezus - gdyby przyszło działać mu współcześnie - spotkałby sie z ostracyzmem, gdyż jego język daleki był i… jest od nowomowy współczesnej Europy"
    -> A czyż w swoich czasach się nie spotkał?
    No i nie jestem pewna, czy można aż do tego stopnia rozważać jego jezyk. Z powodów oczywistych nie wiemy w jaki sposób głosiłby swoje prawdy dziś. Albo głosi;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mag
    Jezus wystąpił przeciwko ówczesnemu establishmentowi reprezentowanemu przez kastę kapłańską (Saduceuszy) i przeciw faryzeuszom - ówczesny elitom reprezentującym pobożność i wiedzę. Takie nasze współczesne PO, czy wcześniej UW (Unia Wolności). Ci mieli patent na mądrość i podziw. Jezus łamał ówczesną poprawność polityczną.

    Uważam, że dziś też mówiłby językiem, który byłby nie w smak współczesnym elitom. Wystarczy przypomnieć sobie reakcje tłumów w 1991 roku na słowa Jana Pawła II. Towarzyszyły pomruki i głucha cisza, bo papież mówił o rzeczach trudnych i stawiał wymagania. Już nie głaskał po główce i nie mówił słów, które naród odczytywał jako wystąpienia przeciw reżimowi. Teraz papież występował przeciw słabościom Polaków.

    Kościół w swej istocie zawsze był znakiem sprzeciwu, a nie schlebiania.

    OdpowiedzUsuń
  5. Logos Amicus
    To prawda, że rzeczywistość, w której funkcjonuje Kościół nie jest oddzielona od świata polityki, ale istotą Kościoła jest sprzeciw wobec profanum.

    Czuma? Cóż... na takie stanowiska, jak minister sprawiedliwości należy powoływać osoby nie mające tak przykrych faktów w życiorysie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ralph Ellison
    Kościół w swej istocie ma być wspólnotą wierzących, a nie kontestujących.
    Papież jest strażnikiem depozytu wiary jedności Kościoła. Żadne głosowania, czy osądy demokratyczne tego nie mogą zmienić.

    OdpowiedzUsuń
  7. jak zwykle wszystko trafne ..pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. pisz dalej...zawsze milo byl studiowac posty

    OdpowiedzUsuń
  9. Najważniejsze , że jestes....

    OdpowiedzUsuń