środa, 25 lutego 2009

Golonka popielcowa 'w' Manhattanie

Zdarzenie, o którym mowa poniżej, miało miejsce 15 lat temu. Wszystko, co z nim związane mam odciśnięte w pamięci  ze szczegółami tak wyraziście, jakby miało miejsce wczoraj.

Pracowałem wówczas w branży reklamowej, dziś byśmy to określili z angielska advertsingiem (brrrrrrr!). Nieodżałowanej pamięci Błażej Naskręcki zaproponował Anrzejowi K. i mnie, byśmy z nim pojechali do restauracji Manhattan znajdującej się na obrzeżach Konina. Nazwa nijak nie przystawała do wyglądu miejsca i jakości sztuki kulinarnej znanej w NowymJorku, ale nie bądźmy wybredni, bo nie to stanowi clou tej opowieści. W każdym razie Błażej skłonił nas do tego wyjazdu podstępem mówiąc, że szefowa zawsze stawia dobre jedzonko, gdy uzgadnia z nią zakres reklamy jej przedsięwzięcia.


Błażej miał wtedy 54 lata, od wielu lat był rozwiedziony. Jego koleżanka małżonka była łaskawa wystawić mu osobiste rzeczy przed blok i wprowadzić na jego miejsce o 14 lat młodszego następcę.  Może czasami był naiwny i łatwowierny, ale to nie jest jakiś szczególny grzech tego człwoieka. Cały czas opiekował się 90-letnią mamą, która była dlań autorytetem. Był z nią emocjonalnie związany jakimś szczególnym rodzajem pępowiny. Zmarł dwa dni po niej nie doczekawszy jej pogrzebu.  O Błażeju można bez żadnego naużycia powiedzieć jedno: był dobrym człowiekiem. 


Gdy dojechaliśmy do Manhattanu właścicielka zgodnie z tym, co mówil Błażej usadziła nas za stołem i zapytała o nasze kulinarne oczekiwania. Błażej powiedział:


-  A może by tak po goloneczce?


- Żaden problem tylko, że to chwile potrwa - powiedziała właścicielka. - Zrobimy dobre goloneczki po bawarsku. Zanim je przygotujemy to proponuję barszczyk z krokiecikiem.


Na myśl o tych pysznościach ślinka pociekła w ustach.  Domówiliśmy jeszcze piwo.


Barszczyk, krokiecik bardzo nam smakowały. Po pewnym czasie na stole pojawiły się cudnie wyglądające i pachnące golonki.  Przedbieg sprawił, że poczuliśmy się bardzo głodni. Golonka Błażeja była o połowę mniejsza niż nasze. Gdy z Andrzejem docieraliśmy do połowy naszych porcji Błażej przełknął ostatni kęs, otarł usta, oparł się wygodnie o krzesło i nagle zmienił się mu wyraz twarzy, jakby dostrzegł diabła:


- O kurwa!!!! Dziś jest Popielec!!!! 


Jedzenie uwięzło nam w gardłach, a wzrok zatrzymał sie na twarzy Błażeja. Po chwili przyszło otrzeźwienie. Argumenty, że nie zrobiliśmy tego z premedytacją, tylko nieświadomie, pozwoliły dokończyć popielcową biesiadę.


- Dobrze, że nie widziała tego moja mama - podsumował Błażej.



Postscriptum


Od wielu lat już w żaden sposób nie jest dla mnie istone  jedzenie lub nie mięsa w dni określane w katolicyzmie postnymi. Ale jest coś takiego jak tradycja, która sprawia, że bez względu na wewnętrzne przekonania (wiara, niewiara, agnostycyzm) staramy się zachować jej zewnętrzne przejawy. I Powiem tak: źle bym się czuł jedząc świadomie mięso w Popielec lub w Wielki Piątek, czy w Wigilię Bożego Narodzenia. 


 


 

12 komentarzy:

  1. Prawie przypowieść biblijna ;]
    O jedzenie mięsa w posty się nie martwię, nie wiem, może jetem z pokolenia które akurat inaczej patrzy na takie rzeczy. Szanuję tradycję, uważam że religia katolicka na tyle kształtowała naszą kulturę ze w wielu punktach wtopiła się w nią.

    Za tradycję uznaję ślub kościelny, wieczerzę wigilijną, wielkanocne śniadanie. Nie wyobrażam sobie bez nich kultury polskiej. Niemniej nie mają dla mnie wymiaru religijnego. Dlatego też pomniejsze święta jak środa popielcowa nie uznaję i nie przestrzegam za wszelką cenę.

    A golonkę pierwszy raz zjadłem w wieku 24 lat... dobra była, ale jakoś nie zachwyca :P wolę krewetki:D

    OdpowiedzUsuń
  2. Od żony dostałem dziś zakaz jedzenia mięsa i... jej posłuchałem :)

    OdpowiedzUsuń
  3. I bardzo dobrze Amicusie. Post jest bardzo dobry nie tylko ze względów motywowanych religijnie. Organizm potrzebuje czasami czegoś lekkiego, a nawet samego przegłodzenia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nigdy nie jadłam golonki :).
    Wczoraj dzwoniła moja mama gdzieś z drugiego końca Polski i napomknęła, że jest środa popielcowa. Prawie zdobyłam się na szczerość - jadłam pasztet... sojowy (dodałam). Przeleciały mi przez głowę wszystkie posty, zapomniałam o środzie :(. Czekam na rachunek w restauracji SUMIENIE...

    OdpowiedzUsuń
  5. Może warto spróbować wreszcie golonkę choć niekoniecznie w środę popielcową. A co do wizyty w restauracji... Myślę, że Twoja mama jest tam kasjerem. Dobrze, że nie widziała tego Twojego paszteciku:-)

    OdpowiedzUsuń
  6. O jak ja nie lubię golonki!

    OdpowiedzUsuń
  7. Przypowieść OK ale są dwie nieścisłości.
    Pierwsza, w Wigilię Bożego Narodzenia pościk zniesiony przez? Przez sam kler. Dziwnie łamać nawyki wyniesione z domu, dlatego pewnie większość z nas, tego postu pomimo nagłego zezwolenia będzie jednak przestrzegać.
    Dwa, zabijcie mnie ale pasztet sojowy jest bezmięsny albo moja siwa głowa nie wie co mówi :)
    pzdr

    OdpowiedzUsuń
  8. Post przez kler ustanowiony więc i przez kler zniesiony:-). To chyba normalne.

    Nie będziemy zabijać za pasztet sojowy. Tak jak zrozumiałem Kadarkę, to nieco skłamała mamę, gdyż jadła pasztet mięsny... soja była wykrętem stąd jej obawy o sumienie.

    OdpowiedzUsuń
  9. No tak, "prawie zdobyłam się na szczerość". "Prawie" czyni różnicę.
    pzdr

    OdpowiedzUsuń
  10. PRAWIE sprawia, że słowa i posługiwanie nimi dają nam przyjemność.

    OdpowiedzUsuń
  11. Zrobiłeś mi ślinkę opisem tej golonki.
    Zjadłbym ją w popielec bez jakichkolwiek skrupułów.
    Kolosan 2,16 Niechże was tedy nikt nie sądzi z powodu pokarmu i napoju albo z powodu święta lub nowiu księżyca bądź sabatu.
    2,17 Wszystko to są tylko cienie rzeczy przyszłych; rzeczywistością natomiast jest Chrystus.
    2,18 Niech was nikt nie potępia, kto ma upodobanie w poniżaniu samego siebie i w oddawaniu czci aniołom, a opierając się na swoich widzeniach, pyszni się bezpodstawnie cielesnym usposobieniem swoim,
    2,19 a nie trzyma się głowy, z której całe ciało, odżywiane i spojone stawami i ścięgnami, rośnie wzrostem Bożym.
    2,20 Jeśli tedy z Chrystusem umarliście dla żywiołów świata, to dlaczego poddajecie się takim zakazom, jakbyście w świecie żyli:
    2,21 nie dotykaj, nie kosztuj, nie ruszaj?
    2,22 Przecież to wszystko niszczeje przez samo używanie, a są to tylko przykazania i nauki ludzkie.
    2,23 Mają one pozór mądrości w obrzędach wymyślonych przez ludzi, w poniżaniu samego siebie i w umartwianiu ciała, ale nie mają żadnej wartości, gdy chodzi o opanowanie zmysłów.

    OdpowiedzUsuń