wtorek, 8 kwietnia 2008

Wehikuł czasu

W mojej ojczyźnie, do której nie wrócę,
Jest takie leśne jezioro ogromne,
Chmury szerokie, rozdarte, cudowne
Pamiętam, kiedy wzrok za siebie rzucę.


[Czesław Miłosz]


Cytowany fragment wiersza zapoznałem jesienią 1980 roku, jeszcze przed Noblem autora. Od razu skojarzył mi się z Florentynowem, niewielką wioseczką w Wielkopolsce, w której było raptem 10 numerów. Dziś może jest jeden więcej albo i nie... Kiedyś nie można było jej zlokalizować na żadnej mapie, choć sam nie mam z tym najmniejszego problemu, gdyż to miejsce jest w mych emocjach i wspomnieniach. To taka latarnia i punkt odniesienia w rejsie po oceanie życia.



Florentynowo to miejsce magiczne, które kojarzy mi się z dziadkiem Romanem - starym amerykańskim żołnierzem z czasów I wojny światowej, babcią Marianną, drobniutką i kruchą istotą, zawsze dbającą o to, by nikt z przybyszów nie był głodny i miał gdzie głowę złożyć oraz z panią Józią, gosposią dziadków, przypominającą Józię z serialu Plebania.


Florentynowo swą nazwę wzięło od imienia mojej prababki Florentyny. Ziemia, na której powstała wieś, znajdowała się wcześniej w całości w rękach rodziny. Czasy były takie, że jeszcze przed wojną ziemia kawałek po kawałku została sprzedana i w ślad za tym powstało tam 10 gospodarstw. Dzięki temu przedwojennemu zabiegowi, udało się uniknąć powojennych skutków tzw. reformy rolnej robionej w oparciu o dekrety PKWN.


Najpierw bywałem u dziadków sporadycznie na kilka dni. Było to na pewno przed 1967 rokiem (elektryfikacja wsi), gdyż pamiętam jeszcze lampy naftowe. Czasami jeździłem tam z mamą, a czasami dziadek sam mnie zabierał do siebie.


Ten mój związek emocjonalny z Florentynowem był tak silny, że w wieku 2 i 3 lat uprawiałem coś, co można określić mianem słynnych ucieczek. Na czym to polegało. To proste. Ze Ślesina, gdzie mieszkałem, było do dziadków 4 km. Pewnego dnia rano po śniadaniu, w towarzystwie rok starszej Wiolety, wyruszyłem w kierunku Florentynowa. Pamiętam, jak dziś, że miałem świadomość, że robię coś nagannego, ale imperatyw dotarcia do dziadków był silniejszy.



Dziadkowie oniemieli widząc mnie i moją towarzyszkę wyprawy. Dostaliśmy od babci jagody z cukrem i śmietaną. Po tym wnioskuję, że mógł być to lipiec 1963 roku. Było bardzo ciepło. Po kilku godzinach przyjechał po nas żukiem ojciec Wiolety powiadomiony przez umyślnego, którego wysłali dziadkowie.

Mimo zabezpieczeń płotów w ogrodzie i zamykania furtek, jeszcze kilkadziesiąt razy udawało mi się wydostać, a kilka razy dotrzeć do celu. W trakcie większości ucieczek na Flintowo (nazwa w wersji dzięcięcej) byłem ujęty już w pół drogi przez starszego brata lub ojca.


Do dziś zaglądam tam, mimo że mieszkają inni ludzie. We wdychanym powietrzu wyczuwam wibracje przeszłości, patrząc w dal widzę dziadków i inne osoby.


To miejsce to magia i... mój wehikuł czasu.



(10,970)



POSTSCRIPTUM 2008/04/09



Co było, to było, co może być - jest
A będzie to co będzie
Lecz zawsze to miło, że nie brak nam miejsc
Do których wracamy pamięcią [...]



Szanujmy wspomnienia, smakujmy ich treść
Nauczmy się je cenić
Szanujmy wspomnienia, bo warto coś mieć
Gdy zbliży się nasz count desiere [...]


Skaldowie

29 komentarzy:

  1. Tak tu wspominasz swoje Florentynowo, aż mi się przypomniało rodzinne "gniazdo" moich przodków. Często tam spędzałam wakacje, zwłaszcza siedząc na czereśni po parę godzin, aż mnie nie zawołano na obiad. Mojego dziadka nazywano wtedy kułakiem,czego bardzo się wstydziłam i do czego się nigdy nie przyznawałam.

    Lunetarius
    Zatem mamy wspólne kułacze rodzinne doświadczenia. Mój dziadek siedział za czasów Bieruta w więzieniu w Rawiczu... Za co? Za brak obowiązkowych dostaw.

    OdpowiedzUsuń
  2. Przypomniałeś mi ucieczki mojego dzieciństwa... również do dziadków...
    do lasu, który uwielbiałam... pozdrawiam

    Lunetarius
    Witaj w gronie dziecięcych uciekinierów:-)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajnie to pachnie Proustem... ale Twoje jagody ze śmietaną na pewno smaczniejsze niż magdalenki...
    (czytam od jakiegoś czasu, dziś pozwoliłam sobie zaznaczyć obecność).

    Lunetarius
    Cieszy mnie Twa obecność... Jak sądzę skusiło Cię do ujawnienia się tutaj wspomnienie kuszących jagód. :-). Nie kryję, że też ukradkiem zaglądam w Twoje rewiry.

    OdpowiedzUsuń
  4. Sitting Bull08.04.2008, 18:16

    „Wsi sielska”...warmińska, polsko-ukraińska. Tam wiałem, jak Lampo pociągiem na gapę, pod skrzydła babuli kochanej. Nosiła mnie biedna na plecach-maleńka-po górkach, po łąkach boso... ”kupię Ci butki babuniu - jak dorosnę, dorosłem... nie kupiłem. Tam jeansy zostały na płocie, a inne....w gnojówce, takie ładne - amierikanskie (3 miechy ciężkiej roboty). Wóz drabiniasty sąsiada: Podwozie nad stawem, koła w kąpieli, dyszel jak... gołąb na dachu i rower 8ka, a motocykl w rowie. Czereśnie wysokie, zdziczałe po gospodarzach poprzednich do dziś mi bokiem wyłażą, jak Zorbie Grekowi. Tam pierwszy raz... inicjacja, mm - nie dość udana. Hadko i patrzyć mawiała mama kolegi, gdy po turniejach z pobliską drużyną (PGR) nosy czerwone i białe mleczko... to Polska właśnie!!!

    Lunetarius
    A już sądziłem, że zaginąłeś, albo ku dziecięctwu powróciłeś poprzez AGUGU :-). Nie ma to jak porządny stary ;-) - nawet bardzo - Sitting Bull.

    OdpowiedzUsuń
  5. babka z Gdyni08.04.2008, 19:22

    Pewnie wszyscy mamy te wspomnienia podziadkowe. Dziadków (panów) nie pamiętam, bo pomarli przed ślubem moich rodziców, co nie przeszkadza, że i mojemu Tacie pisano w dokumentach syn kułaka. Na owe czasy był to rodzaj nobilitacji.:-))). Babcia przetrwała w Olszówce (gdzie Jan Chryzostom Pasek chował swoją słyną wydrę o imieniu Robak), niedaleko były słynne Nagłowice Mikołaja Reja. Nie tak dawno pewien Pan, któremu po wybuchu wojny Babcia udzielała schronienia, pojechał tam i przywiózł mi przepiękne zdjęcia odnowionego domu Babci i 103 letniej stodoły. Bardzo mnie to wzruszyło.
    Ucieczek do Babci tam nie doświadczyłam, bo już nie żyła. A le odwiedzałam to magiczne miejsce będąc na studenckiej praktyce w Krakowie.
    Takie, jak Twoje ucieczki zdarzały mi się u drugiej Babci na Podkarpaciu, było gdzie i do kogo uciekać. Pozdrawiam wszystkich, których dziecięce wędrówki przywołują jakże czułe wspomnienia.:-))))

    Lunetarius
    No i widzę, że wehikuł czasu przywołał i Mikołaja z Nagłowic i Jana Chryzostoma z wydrą ... nie tylko jakieś tam nieodległe wspomnienia. Cieszę się, że poruszyłem czułe struny.

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajny ten cykl wspomnieniowy;P Moj Mistrz tez uciekal tyle, ze troche wiecej mial kilometrow do pokonania, bo z zaglebia na mazury, wiec podroz organizowal pociagiem. Dopiero w polowie drogi dal sie zlapac (brata obwinia do dzisiaj) obsludze pociagu ;))) Tesciowa malo zawalu nie dostala, jak milicja z urwisami w drzwiach sie pojawila... to byly czasy ;)

    Lunetarius
    Zacząłem nieco wcześniej, więc krótsze dystanse pokonywałem... na miarę swych dziecięcych nóżek. Ale jestem pełen uznania dla Twego Mistrza :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Niektóre wydarzenia odciskają się w nas tak głęboko, że stają się bardziej doniosłe dopiero długi czas później. Takie chwile jątrzą przeszłość, a przez to są zawsze obecne w naszych wciąż bijących sercach.
    Niektórych wydarzeń się nie wspomina, lecz przeżywa je od nowa.

    Lunetarius
    Witam w gronie miłych gości

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudny wpis...i to jest sens zycia, miec takie miejsce, do ktorego chce sie wracac. Tam dom gdzie serce Twoje - tak mowia Amerykanie i ja sie z tym absolutnie zgadzam!

    Lunetarius
    Nie dość, że się zgadzasz to i odczuwasz na sobie w dwójnasób. Ważne, byś w tym amerykańskim tyglu zachowała kącik w sercu dla wspomnień

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak to dobrze, że jeszcze są takie miejsca. Ja tez mam swoje zacisza, choć nie są związane z moimi korzeniami. Uciekam tam, gdy chcę być sama. A co do Twoich samowolnych wycieczek.....masz niesamowitą pamięć.

    Lunetarius
    Jest to pamięć emocjonalna, ale dzięki temu mam mocne fundamenty w przeszłości

    OdpowiedzUsuń
  10. cutebellatrix08.04.2008, 20:47

    hi hi, od razu mi się kojarzy Bruno Schulz ("Republika marzeń"). Nie ma to jak wspomnienia lat dziecinnych...

    Lunetarius
    Każde wspomnienie, które wzrusza i porusza najczulsze struny, warte jest odnotowania

    OdpowiedzUsuń
  11. babka z Gdyni08.04.2008, 23:14

    A mnie jeszcze dochodzi taka trauma,że praktycznie nie miałam dziadków, tylko babcie. Ta z Olszówki cudowna!! Ta z Podkarpacia surowa, lekko zdewociała, choć poczciwa. Czasami czepiam sie cudzych dziadków i to mi zostanie do końca moich dni - rozczulają mnie.Nie znałam ani jednego, ani drugiego. W pamięci przechowujemy tylko rodzinne opowieści i nich.

    Lunetarius
    Ciekawa jest archeologia pamięci rodzinnej. Często ciekawe jest też zderzenie pewnych mitów rodzinnych z faktami odkrywanymi w starych listach i dokumentach

    OdpowiedzUsuń
  12. babka z Gdyni08.04.2008, 23:23

    Dopiero teraz dostrzegłam blady post Lunetariusa.
    Może ten bardzo stary Sitting, coś tam nadałby się na mojego dziadka? Chętnie adoptuję, ale czy to nie fałszywka, bom , jak nicku:-)))

    Lunetarius
    Droga Babko z Gdyni. Nie wyliczam lat Sittin Bullowi, ale jak sądzę to kwestia emocjonalna. Według mnie taki rozrywkowy dziadek - adoptowany z resztą - mógłby umilić rozweselić i zabawić ze swoim młodzieńczym humorem.

    OdpowiedzUsuń
  13. @Lunetarius
    Z majmą to i może nie najlepiej u mnie,ale dodawanie to opanowałem trochę hehe i tak na paluszkach przebierając myślę,ze 4+5 daje jakieś ..9 może? Na pewno nie 90!!! Aguguuuu

    Lunetarius
    Przyjmuję na wiarę Twe wyliczenia :-)

    OdpowiedzUsuń
  14. babka z Gdyni08.04.2008, 23:48

    Nie biorę! Wystraszyło mnie to!!!

    OdpowiedzUsuń
  15. Każdy z nas na mapie swojego życia ma takie miejsce, zapełnione wspomnieniami i obrazami z przeszłości... żałuję tylko, że wehikułu czasu, takiego materialnego, nie ma.

    Lunetarius
    Dlatego tak piękne są wspomnienia, które pełnią rolę takiego wehikułu. Przyznam, że sam będąc w miejscach wspomnień łapię się na tym, że chciałbym przenieść się 50, czy 100 lat wstecz.

    OdpowiedzUsuń
  16. moje korzenie sa z Chojnic, bywalem tam czesto u Dziadkow, lubilem to miasto, nie wiem czy dalej lubie, nie dylem tam juz 15 lat, od czasu smierci Dziadkow, ostanio planuje sentymentalna podroz...

    Lunetarius
    Zatem nie odkładaj tego na później. Może spotkasz ludzi, którzy jeszcze pamiętają Twych dziadków. Weź na spotkanie z przeszłością aparat fotograficzny, jakiś zeszyt do notatek lub dyktafon. Udanej wyprawy, bo właśnie taka podróż jest Twoim wehikułem czasu.

    OdpowiedzUsuń
  17. tak daleko stąd,a jak blisko..... się działo, to było tylko przez 7 lat potem blokowisko
    dom na ogród otwarty w którym wszystkie kwiaty,owocarnie,krzaki porzeczkowe,zioła suszące się stadami w malutkich drewnianych domkach,pogrzeb ptaka i chleb z cukrem spod pompy smakawał lepiej niż torty babuni,zjeżdżanie na sianie, baty od gospodyni w majtki pelne zadziorów,no i pokazywanie sobie,po czym sen nie chciał przyjść.
    Muzyka!! wdrapywanie na okno sasiada, lekarza
    przechrzty od tyfusu uzdrowionego Rodstada-Chopinagrajacego, ogladanie "nietoperza"
    inzyniera z I wojny światowej,co twarz przed dniem ukrywał,a gospodyni ze wstrętem na progu jego pokoju DDT rozsypywała.I to wieczorne bu,bu.bu,bum "Wolnej Europy" słuchanie.
    Obiad z "koziołkami"pod sztućce, obowiązkowo,ciagłe napominanie;"nie gwiżdze się przy jedzeniu",przeglądanie śmietników kiedy umarł zegarmistrz i piekne pozytywki do gnoju wrzucono,przycupnięcie na butach ojca przy rozgrywkach hokejowych,cieplej było.Ucieczki z równolatkami lat pięć-bo cud !kociaki się narodziły na drugim końcu miasteczka.
    odmrożone nogi,bo jak tu przestać kiedy tak pięknie.
    Podsłuchwanie wdów katyńskich,więźniów stalinowskich i o tych co wpław się rzucali by Warszawę ratować w '44.
    obiektywnie rzecz ujmując fizycznie tam
    nie wracam, zabrali mi topole,Bzura nitkowato śmierdząca,ogród zaorali ,kościoły pozostały,
    pogryzł mnie pies nowego mieszkańca.
    Ot, nie ma już nauczycielskiej rodzinki i Pan Woźny z wielkim dzwonkiem nie nawołuje na lekcje.
    nie zapomnę zapachu siana,fiołków,pidżamy gospodyni szerokości 3 m.,etiudy rewolucujnej i
    kochanej Babuni-Jude-Mamy i wybrukowanej bramy.
    czasem tylko tańcząc sirtaki/Bullu-popraw mnie/
    wiem,że Anatewkę mam w sobie,gdziekolwiek
    pójdę.I wszędzie są jakieś Bubuliny do kochania.
    Lunentariusie! czyżbyś Plebanię oglądał ? hę...

    Lunetarius
    Piękne wspomnienia. Może jej bardziej dopracujesz? Szkoda, by to, co zachowujesz w pamięci nie zachowało się.
    Czasami nolens volens zerknę na Plebanię, gdyż w stylu przypomina mi dom mojego dziadka. To nic, że gospodarz jest proboszczem... chodzi o klimat relacji międzyludzkich.

    OdpowiedzUsuń
  18. Piękne, bo szczere i prawdziwe. Głową ręczę bom tam bywał. Przed Lunetariusem. Przed elektryfikacją , i z Lunetariusem - także. I jeśli mnie zaprosi, znów pojadę - bo to odświeża. Pamięć i człowieka.

    OdpowiedzUsuń
  19. To piękne mieć w duszy takie Florentynowo!. Ja mam góry i Kasinę. Tęsknię do nich cały rok.

    Lunetarius
    Ważne, by to, co w duszy można było poczuć chociaż raz w roku

    OdpowiedzUsuń
  20. kurczę..ja byłam przegrzeczna z tego wynika bo nie uciekałam :)) za to płakałam strasznie jak mnie w przedszkolu zostawiali lub u Babci..przez jakiś moment potem już było lepiej :) a takie gniazdo rodzinne już nie istnieje..ale w pamięci pozostanie :) pozdrawiam :)


    Lunetarius
    Przegrzeczność to zmora... Teraz nie masz żadnych ucieczkowych wspomnień:-)

    OdpowiedzUsuń
  21. "Tymczasem przenoś moją duszę utęsknioną do kraju lat dziecinnych"... bardzo lubię ten nostalgiczny nastrój, który pojawia się przy wszelkich opisach takich przenosin. I niekoniecznie muszą być tak baśniowe jak u Mickiewicza. Kuncewiczowa, Miłosz, Konwicki to właśnie te klimaty.

    Jeśli chodzi o moje rodzinne gniazdo, to z tego na dzisiejszej Białorusi kamień na kamieniu nie został (tak twierdzi kuzynka mamy, która odwiedziła to miejsce w latach 60 - tych). Moim krajem lat dziecinnych jest gospodarstwo, w którym wychował się mój tata. Jeździłam tam na wakacje w okresie podstawówki. Jako mieszczuch uwielbiałam uczestniczyć we wszystkich gospodarskich zajęciach. Największą atrakcją było towarzystwo starszego kuzynostwa, które zjeżdżało tam w tym okresie. Ale "zepsuli" to miejsce: postawili nowy dom;-)

    Lunetarius
    No cóż! psuje straszne ci Twoi kuzyni, ale masz rzecz o wiele ważniejszą i trwalszą: wspomnienia. Co do Białorusi? Może jednak warto pojechać tam. Zapewne coś pozostało.

    OdpowiedzUsuń
  22. I radości! ofiara przebłagalna pozostawiła nietkniętym Sittig Bulla! i " łzy jak prosiaki przebiegły po twarzy"/J.Twardowski/.. w najdalszym kąciku tipi.
    Co do p.s.- haczykowaty ON CI i to bardzo.
    Jest w świętym językuŻydów słowo:SZIKRO/z gardłowym "h",przed r/- to dar zapominania tego
    co złe ,dla tych co przeżyli.
    A skoro cud-szaleńca,pełnego dumy i wierności przywołałeś w osobie Greka Zorby,to pyknę maly
    cytacik.
    Rzecze asceta.
    " Biada temu,kto nie ma w sobie żródła szczęścia!"
    Chociaż z drugiej strony:smutekjest dzielony,
    a radość mnożona.Pysiaczkiem już klawiaturę
    omiatam i śpuneczko mi się marzy z zapachem nasłonecznionych desek starego strychu w tle.
    A nie wypada przy rodzinnym ognisku walić głową w ogień.
    Lunentariusie! dzieki!,"tapeta" lepsza,ale dlaczego siedzisz w szufladzie?
    Ależ dopracuję..tylko daj mi tę noc,tę jedną noc!
    Zdecydowanie! nadrabiam zaległości w pracy,choć tak miło pobaraszkować przy przepysznie zastawionymstole ,wiatrołapie łąkowy.
    Z półprzymkniętych powiek serdecznie pozdrawiam tęskniące czasoludki.
    I tak będę tęsknić za tym co będzie-TYŻ

    Lunetarius
    Dlaczego w szufladzie? Napiłem się specyfiku o nazwie kingsajz i teraz Szuflandia mą ojczyzną :-)

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja też mam taką wioskę w swej głowie (już, niestety). Wiążę z nią wiele wspomnieć i emocji.

    Lunetarius
    Zatem spróbuj ją utrwalić, jeśli są jeszcze jakieś materialne pozostałości. Sięgnij do starych zdjęć i spisz wspomnienia :-)

    OdpowiedzUsuń
  24. Dlatego, że podobny do szuflady biurowej - kształt, okala Twoją szlachetną głowę.
    Jak lubisz się "szufladkować" ?.....Uważaj na drapieżnych olbrzymów.
    I liściem zasłoniłeś wszechświat, to też bardzo wymowne. Jaki to listek?

    Lunetarius
    Jest nie tyle szuflada, co cięte szkło hartowane, którego wizerunek - oczywiście za własną zgodą - wykorzystałem. Listek jest trójlistną koniczyną, co każdy, kto choć raz chodził boso po trawie, rozpozna :-)

    OdpowiedzUsuń
  25. bo są takie miejsca dzieciństwa, zapachy i smaki - niby tak dawno niedoświadczane, a wciąż się o nich pamięta

    to jest piękne właśnie - powrót do beztroski

    Lunetarius
    One w nas są i stanowią o nas

    OdpowiedzUsuń
  26. @Lunetarius

    swietny tekst
    ja dziadkow mialam/mam w miare normalnych - jeden dziadek odszedl przed prawie 27 laty - pamietam tylko fakture materialu jego spodni, ktorych czepialam sie stawiajac pierwsze kroki, babka z drugiej strony odeszla w styczniu, juz brakuje mi jej obecnosci i tekstow "nasmaze ci dziecko jajek, bo pewnie glodna jestes" ...

    ...wspanialych mialam pradziadkow, z jednej strony para Polakow - babka bez zadnych szkol, a madra taka prawdziwa zyciowa madroscia - malenka i chuda; dziadek w eleganckim kapeluszu, do konca wyprostowany, czyszczacy swa stara trabke i opowiadajacy o bitwie pod Mokra i konnicy... i zegar z kukulka i letnia kuchnia, ktora znajdowala sie obok domu - w budynkach gospodarczych...
    ...z drugiej strony para Slazakow - dla odroznienia nazywani opa i oma - babka w niedziele w eleganckiej chuscie i bialej zapasce (fartuchu) ubranej na czarna dluga spodnice serwujaca nalewki pedzone na stryszku przez dziadka...no i dziadek - pan z laska i fajka, nazywajacy nas malymi obzartuchami (mial wtedy juz 16 wnukow i 10 prawnukow, a do tego rzesza kuzynostwa, ktora sie tam spotykala), a po cichu szturchajacy babke i namawiajacy do rozdawania landrynek ;)
    ... ucieczek nie bylo, bo wystarczylo rzucic haslo i rodzice uruchamiali syrenke i jechalismy...


    Lunetarius
    Im więcej wody w rzekach upłynie, a strumień czasu będzie większy za plecami, tym mocniej dopadać będzie nas przeszłość... Tym bardziej im mniej czasu przed nami :-)

    OdpowiedzUsuń
  27. Czy ktoś z Szanownych Państwa zauważył, że nie tylko Charme pisze na Toteramach, ale ja też się skromniutko przyczyniam? Hę? Zapytowywuję się!

    Lunetarius
    Miła Jędzo - jakkolwiek zabrzmi to w zestawieniu z Twym ostrzegawczo brzmiącym nickiem - zauważam i czytuję, choć ostrożności z mojej strony nigdy wiele:-).Na uwadze wszak mam Ksantypę, żonę wielce szacownego filozofa Sokratesa, która nieobliczalną była. Spieszę z ostrożności wyjaśnić, że absolutnie nie widzę żadnych związków i podobieństw, a jeśli już tak to zabrzmiało to tylko przez... przypadek:-)))

    OdpowiedzUsuń
  28. Była jaka była, ale gdyby nie Ksantypa nie byłoby Sokratesa. Nie zwiewałby z chałupy tylko się gził na zapiecku, że tak rzucę kolokwialnie.

    Lunetarius
    Kolokwialność owszem obrazowa... ale prawdą jest tudzież, że gość nie chcąc się gzić ze swą połowica na zapiecku do młodzieńców pomykał. Nie tylko na ich umysły oddziaływał. Opisał to nie wprost jeden z najwybitniejszych jego uczniów... Platon.

    OdpowiedzUsuń