środa, 23 kwietnia 2008

Minus kwadrans

Pamiętam tę scenę, jak by to było dzisiaj. Nie przesadzę jeśli powiem, że będę ją pamiętał do czerwca 2055 roku, do... ostatniego kwadransa :-)))


Było piękne wakacyjne popołudnie 1998 roku. Walczyłem z łopatą w ogrodzie przygotowując podłoże pod kamienne ogrodzenie oddzielające naszą część ogrodu od sąsiadów. Marcin miał 7 lat. Od czasu do czasu odrywał się od swojej zabawy i przychodził do mnie podyskutować na różne tematy. Akurat stałem oparty o łopatę, gdy podszedł i zapytał wprost:



- Tatusiu! Czy to prawda, że papieros zabiera 15 minut życia?
- Tak - potwierdziłem bez wahania.
- Ale Ty już nie palisz papierosów?
- Nie - odparłem zaskoczony nieco jego dociekliwością.
- Ale teraz, jak już nie palisz, to z powrotem te minuty życia Tobie wrócą, prawda? - zapytał patrząc na mnie badawczo.



Dialog prowadziłem nieco machinalnie i nie przypuszczałem, że w tej małej główce odbywa się bardzo poważne rozważanie na temat palenia papierosów. Chlapnąłem bez zastanowienia:


- To, co już się straciło jest nie do odzyskania. Te minuty już nie wrócą.


W momencie, gdy wybrzmiewało ostatnie słowo żałowałem wszystkich poprzednich wypowiedzianych w tym zdaniu. Minka przyjęła postać podkówki, oczy zaszły łzami. Zaczął szlochać z powodu utraconych i nie odzyskanych kwadransów mego życia. Trwało dobre pół godziny zanim go uspokoiłem.


W tym momencie uświadomiłem sobie, jak bardzo komuś na mnie zależy i mimo, iż ma mnie na co dzień opłakuje już czas... przedwczesny czas mego odejścia. Za każdym razem, gdy to sobie przypominam przychodzą mi na myśl ci, których już przy mnie nie ma: dziadek Roman, babcia Stefania, Mama...ostatnio wuj Mateusz. To jest właśnie taki czas, który Marcin opłakiwał. Gdy retrospektywnie wracam w czas mego dzieciństwa przypominam sobie podobne myśli i obawy dotyczące kochanych osób.


Ciągle jesteśmy zagonieni, na nic nie mamy czasu. Praca, obowiązki, wszelkie inne powinności przed... tymi najważniejszymi: przed czasem dla najbliższych. Gdy niepostrzeżenie odejdą już nic im nie powiemy, ani też o nic ich nie zapytamy.


__________________________


Zamiast puenty:


Być może dla świata jesteś tylko człowiekiem, ale dla niektórych ludzi jesteś całym światem


(16,219)



26 komentarzy:

  1. powazna sprawa, bardzo ladnie opisana!

    Lunetarius
    Bardzo poważna sprawa. Nawet sobie nie zdajemy sprawy, jak bardzo te małe główki potrafią myśleć i łączyć fakty. Są czujne i bystre i żadne fałszywe nutki nie przejdą:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. babka z Gdyni24.04.2008, 03:08

    Mam takie smutne doświadczenie :(((. Do dziś twierdzę, że czasem lepiej powiedzieć o jedno zdanie za dużo, niż nie powiedzieć, co w duszy grało.
    Nie zapytałam swego Ojca o wiele spraw sprzed i czasu wojny, a miał co opowiadać. Nie dogadam się z Mamą. Nie powiedziałam Babci, jak bardzo Ją kochałam (byłam zbyt mała, umarła za wcześnie). Do dziś za Nią tęsknię. Myślę, że mam jej charakter.
    Nie miałam czasu (paskudna wymówka) odwiedzić mojej bliskiej koleżanki, która wspierała mnie na każdym kroku. Aż Jej syn mnie zawiadomił, że odeszła.
    Nie powiedziałam mężczyźnie mego życia, jak wiele Mu zawdzięczam.Próżność to, fałszywa ambicja, czy zwykła niefrasobliwość? Nie dotarło nawet do mnie, że niebawem umrze... A były sygnały.
    Nie da się już tego odkręcić. Dziś rozmawiam tylko z duchami. Pisałam tu kiedyś o tem.
    Brzmi to, jak spowiedź, jeno Ojciec wysłuchujący bez uprawnień i sutanny.:-)))
    I to mnie jednego nauczyło: nie skrywam uczuć. Nie mam już wiele do stracenia. A jeśli skrywam, to te negatywne, które nikomu chwały nie przynoszą.
    Poruszyłeś bardzo ważną kwestię Ojcze Lunetariusie! Cieszę się bardzo, że masz tyle czułości dla swoich bliskich.
    Z amerykańskich obyczajów przeszczepianych na nasz grunt podobają mi się dwa: owo banalnie w naszych uszach brzmiące "I love you", (choć może powtarzane na każdym kroku znacznie się deprecjonują) i cmentarze: dobrze utrzymana trawa i skromna tablica. Jakby memento, że wobec śmierci wszyscy są równi.

    Lunetarius
    Cieszę się, że ta zgoła niewinna notka poruszyła w Tobie tyle strun, tyle emocji. Awansowałaś mnie... dziękuję, ale nie wiem, co na to władze świeckie i kościelne:-))).

    OdpowiedzUsuń
  3. ja tylko małe ehhh dziś zostawię, smutno mi się zrobiło... i niekoniecznie z powodu śmierci, a raczej narodzin...

    Lunetarius
    Pomyśl jednak pozytywnie o tych narodzinach.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pamiętam moment, gdy sama uświadomiłam sobie śmiertelność moich rodziców i strach, że może ich zabraknąć.
    Do pewnego momentu rodzice są dla swoich dzieci całym światem. Ta bezwarunkowa miłość jest czymś najpiękniejszym na świecie, ale i poważnym zobowiązaniem... żeby jej nie zawieść...

    Lunetarius
    Masz rację. Tym bardziej, że jak w tytule swego bloga zapisałaś jesteś taką bezwarunkową miłością udomowiona.

    OdpowiedzUsuń
  5. babka z Gdyni24.04.2008, 16:05

    Awans, który Ci się trafił za moją sprawą - uważam za w pełni zasłużony:-))))! Nie będą mi ani świeccy, ani kościelni dyktować kogo mam awansować w mojej wyobraźni i sercu. Serdeczności Dobry Ojcze.
    Proza życia straszna jest - lecę z PIT-em na pocztę.

    Lunetarius
    Dziękuję za uznanie, ale to nadmiar łaskawości, który z pokora przyjmuję.
    Lecąc z PIT-em uważaj na druty... musisz mieć wytyczony korytarz powietrzny:-)

    OdpowiedzUsuń
  6. babka z Gdyni24.04.2008, 16:11

    PS. Jak spowiedź to spowiedź!
    Żeby była jasność: palę od 3-go roku życia, wlali mi i tak nic nie pomogło, alem przecie nicpota!!!

    Lunetarius
    Z tego, co pamiętam to brakuje tu jeszcze żalu za popełnioną przewinę palenia oraz postanowienia poprawy. A zatem????

    OdpowiedzUsuń
  7. babka z Gdyni24.04.2008, 18:09

    dotyczy win i wykroczeń:
    @Lunetarius- mam stale w pamięci memento:" nie rzucajcie, abyście nie byli porzuceni !!":-))))

    @ Bzyk: dobra nauka na dziś!! Ale czy da się zastosować?Wszak żyją już tylko w naszej pamięci...:-((((

    @ charmee-:-)))) nie widzę Cię dziś, podglądasz z ukrycia?A zapewne masz co do dodania.
    Mam Cię wyciagać z netowej otchłani za warkoczyki?

    OdpowiedzUsuń
  8. Kochani, ależ nie SMUTNE !!!!, tylko pouczające i zagrzewka do tulenia nawet i TYCH tych,co się przed tym bronią. Na coś nam te serca gorące stwórca dał,co by wierzby płaczące, w dumne, wesołe palmy nadmorskie zamieniać na wyspach Hula-Gula?
    Babko z Gdyni, kochana nicpoto, ja tam spowiedzi nie czynię tylko zachwycam się, jak czułe serca
    mogą drzemać pod maską zgrzybiałego staruszka... na ten przykład /To jeden z watków/
    Ej! Ty nikotynowa siostrzyco. Jako Ojciec rzekł: na kolana !!!! ale to już.
    Lunetariusie, dzięki za edycję bałaganiarskiego tekstu.
    Skoro piszesz babko z Gdyni, nawigacja powietrzna nie zawiodła, uff! a już się bałam.
    pozdrowionka dla nowej denominacji młodozakonnych, na razie nie dołączam z ostrożności procesowej. Jeszcze stosy ustawią.
    br.........,bum cyk,cyk,brzdęk.

    OdpowiedzUsuń
  9. @ babko z Gdyni i własnie dlatego nie mamy zielonego pojęcia,czy oni już dawno nasze łzy
    nie zchlipali i ODPUŚCILI NA ZAWSZE.
    A skoro nie mamy pewności,porzućmy watpliwości,spijmy dobrze,bo tego nie da się udowadnić. Sobie klatkę piekną umościlismy.A po co????????

    Nie prowokuj charmee,juści koronkę przed lustereczkiem przećwiczowuje,alibo noże ostrzy.
    Za płochym dziewczem nie trafisz,a w jakowyś lian jeszce się zaplączesz.
    Pająk sobie pajeczynkę na szydełku kleci.
    A co ma być....

    OdpowiedzUsuń
  10. babka z Gdyni24.04.2008, 20:32

    @Bzyk
    Hehhe! Nie strasz mnie!Jak kogo nie lubię, to go nawet za sznurek nie pociągnę, a co dopiero za warkoczyk.
    Ojciec wybaczy, ale co rusz mnie ktoś prowokuje.

    OdpowiedzUsuń
  11. A ja mam tak jakos dziwnie wszystko poukladane w zyciu. Dzieci udaje mi sie zlapac za mysli i powstrzymac od nieodpowiednich odpowiedzi, tych np dotyczacych nalogu ;P
    Ta puenta , ktora puenta byc nie miala jest mi znajoma i niby w pelni swiadoma jestem, a jednak , w obliczu przeczytania slow babki z gdyni, cos mi mowi, ze gdzies sie schowalam, ucieklam i pewnie bede tego zalowac. Odsunelam sie od rodziny, bardzo, i o dziwo nie tesknie do niej jednak czy nie tak bedzie, ze bede tego zalowac? Ze bedzie za pozno? Coz zycie pokaze, na razie jakos mi to wszystko razem zbyt zmacone sie wydaje. A moze ja po prostu jestem juz tak zmrozona w uczuciach, ze wlasciwie zywy trup? A moze po prostu te zlo , ktore od innych mnie spotkalo tak mnie zatwardzilo, ze tylko najblizsza rodzina (ta ktora ja zalozylam) jest mi bliska i ona mnie tylko obchodzi? Sama nie wiem... E, nie bede sie nakrecac, skupie sie raczej na tej plytszej stronie problemu ;) Cza byc pozytywnym ;) Zycie uplywa, i musimy o tym pamietac, ze dla naszych dzieci jestesmy wszystkim, zeby potem nie bylo tak jak ze mna ;P

    Lunetarius
    Stało się jednak coś ważnego... zaczęłaś o tym myśleć, a to już dużo. Najgorzej jest z nami, gdy brak nam autorefleksji.

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie miałam czasu, żeby odwiedzić ojca w szpitalu.... Ciągle zabiegana, ciągle w wirze... W końcu w czwartek postanowiłam urwać się z pracy i pójść do niego, zadzwoniłam na oddział, żeby spytać, czy czegoś potrzebuje, co mu przynieść. Już niczego nie potrzebował...

    Lunetarius
    Polecam swój starszy wpis, który wydaje mi się odpowiedni do Twego świadectwa: Kolekcjoner zegarów

    OdpowiedzUsuń
  13. No i co tu mądrego dodać? Jak tu tyle ciepła i takiej ludzkiej dobroci....

    Lunetarius
    Ważne, że jesteś tu. Dziękujemy

    OdpowiedzUsuń
  14. @ werko,dodać coś ciepłego......
    Nauczyłam się z szacunkiem wysłuchiwać złych i mrocznych opowieści, doceniać szczerość rozmówców."Tylko prawda nas wyzwoli",czyż nie?
    " Droga
    kiedy nią przejdziesz
    znika za tobą
    przestaje istnieć

    geografia jest pojęciem subiektywnym
    rodzajem umowy "
    R.Kapuściński
    Zanim coś uznamy za zaginione,warto wiedzieć,ze jest biuro rzeczy znalezionych.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ale literówek nasadziłam, żenada jak dzik!!!

    Lunetarius
    Daj spokój!!! Literówki... wielkie mycyje. Zdjęcia żeś poniszczyła i tym się przejmuj!!!

    OdpowiedzUsuń
  16. Ostatnia!!!
    Wyłaniam się z otchłani, a właściwie wyciągnięta do tablicy za warkoczyk, potykając się o liany i odgarniając pajęczyny pragnę zaznaczyć swoją obecność :)))
    Kiedyś, kiedy niebo było bardziej niebieskie, a trawa bardziej zielona (to nie ja, to Pink Floyd) moja mama wyjechała na sesję egzaminacyjną, a jako że mając dwójkę absorbujących maluchów - studiowała zaocznie.
    Do dziś pamiętam, że dopadła mnie za nią tak dzika tęsknota, a jednocześnie uświadomiłam sobie, że nadejdzie czas, kiedy nie będzie jej przy mnie już na zawsze. I w tej zapiekłej bezsilności, z wściekłości na nią porwałam wszystkie jej zdjęcia, przedtem wykuwszy oczy cyrklem.
    Babko z Gdyni, to co? Po fajasku? :)))

    Lunetarius

    No żesz w mordę jeża! (cytat). Jako zatwardziały genealog, który szpera po różnych kartonach i albumach, znajduje mniej lub bardziej zniszczone przez czas zdjęcia, ale z takim wandalizmem i gwałtem na substancji ważnej dla genealogii to się jeszcze nie spotkałem:-)))

    OdpowiedzUsuń
  17. babka z Gdyni25.04.2008, 00:55

    @witaj charmee:-))) nie Ty jedna.I mnie się zdarzały takie ekscesy.Myślę,że dziecko buntem i agresją reaguje.Ja musiałam walczyć o uczucia Mamy i na dobrą sprawę cała moja kariera była jakby pod Nią, byle Jej udowodnić, żem Jej warta.I tak" cały pogrzeb na nic" (cyt)
    Może mogłam być kimś innym, robić z pożytkiem coś innego?Po latach dopiero uświadomiłam sobie,że gdyby wtedy mnie ktoś przekonał,że "nie warta skórka wyprawk"inna miałabym podejście do rodziny i najbliższych osób.
    Niedawno dyskutowaliśmy tutaj o tem, że żeby kogoś pokochać, zrozumieć - trzeba najpierw zaakceptować siebie.Dziecko niestety o tem nie wie. Nim się przekona, przy odrobinie szczęścia, lub ktoś inny go przekona- na wszystko jest za późno!
    Nie żałuj @wiedźmo :-))), że tak się ustawiłaś w życiu.To Twoje!! A nie wyśniony model przez rodzica, który wie lepiej co dobre dla jego dziecka.

    OdpowiedzUsuń
  18. Piękne i tak bardzo prawdziwe.. Chyba nie pójdę jeszcze spać... poczekam na męża aż wróci z pracy :o) . I dziękuję za tę chwilę refleksji!

    Lunetarius
    Jeśli tylko to jedno sprawiłem, że ucieszył się na Twój widok wchodząc do domu to warto było to napisać:-)))

    OdpowiedzUsuń
  19. Mnie w na morzu codzienności utrzymują właśnie dzieci.. to one uczą nas jak się zatrzymać, jak zauważać to co się wokół nas dzieje, jak chwytać chwile z każdego dnia. Czas się nie zatrzyma, ale my mozemy się zatrzymać na wiele cennych chwil w życiu..Pozdrawiam serdecznie.

    Lunetarius
    Dzieci są jak te anioły, które podtrzymują nam skrzydła, gdy już nie mamy sił, by samodzielnie latać:-). Mają lepsza intuicję dotyczącą nas niż ktokolwiek.

    OdpowiedzUsuń
  20. Nie masz nawet pojecia, co ten wpis we mnie poruszyl... Ten natretny wyrzut sumienia jest we mnie jak wrzod: ze jestem tutaj, tak bardzo daleko od moich najblizszych, ze trace czas na wypelnianie swoich jakis tam zalozonych celow, zamiast spedzac z nimi codziennosc. Wiesz taka rozlaka, a potem krotki powrot na lono rodzinne, a potem znowu wyjazd, uswiadamiaja zawsze jak bardzo najblizsi zmieniaja sie przeciagu jednego roku, jak szybko sie starzeja...a mnie z nimi tam nie ma :(

    Lunetarius
    Aż tak bardzo nie powinnaś wyrzucać sobie tego, co w tej chwili robisz. W końcu robisz coś pożytecznego i jak sądzę twoi najbliżsi - owszem tęsknią - ale są z Ciebie dumni. Mnie czeka już po wakacjach, coś podobnego. Moja pierworodna na dwa lata (przynajmniej!!!) wyjeżdża kontynuować studia za granicą i skończą się co dwutygodniowe wizyty. To konieczne. Ważne by korzystając z dostępnej techniki mieć ze sobą kontakt - to łagodzi rozłąkę, choć na pewno nie zastąpi bezpośredniości słów, spojrzeń, uścisków...

    OdpowiedzUsuń
  21. Czyż to nie wielka rzecz - znaczyć dla kogoś wszystko?
    Mistrz Schulz :)

    Lunetarius
    Mistrz jest dobry na wszystko i na każdą okoliczność.

    OdpowiedzUsuń
  22. swietna notka. pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  23. Tak sobie pomyślałem - dzieci, wspaniały dar. Szkoda, że moja kobieta tego nie rozumie, ale może jej się odmieni, mamy dopiero 20 lat.

    Śmierci jakoś nie nie boję - zarówno swojej jak i tej osób najbliższych. Owszem, jest smutek, utrata, pustka, ale po śmierci mojej babci (mieszkaliśmy razem, wychowywała mnie, gdy odeszła miałem niespełna 12lat) wciąż czuję jej obecność. Nawet podczas modlitw zwracam się czasem do niej i nie mam wrażenia, że słowa me trafiają w pustkę.

    Poza tym jest coś jeszcze. Żyje w moim sercu. Pragnę być jak ona, żyć jak ona, mieć pasje i je pielęgnować, chcę podróżować. Chcę mieć rodzinę i pracę, którą będę kochać. I mimo licznych porażek dążę do tego, żeby móc przez życie iść z uśmiechem, przeżyć je najlepiej jak potrafię.

    Lunetarius
    Gdy miałem 20 lat to jeszcze dzieci nie były mi w głowie. Wszystko ma swój czas tylko należy go wypatrywać. A gdy on przyjdzie spełnią się oczekiwania :-)

    OdpowiedzUsuń
  24. i u mnie nastąpił taki moment kiedy uświadomiłam sobie,że być może jest Ktoś (być może jedyna osoba na świecie) komu na mnie tak naprawdę zależy... to bardzo umacnia:) pozdrawiam prawie letnio:)

    Lunetarius
    Na pewno jest ten Ktoś komu na Tobie zależy.

    OdpowiedzUsuń
  25. Bardzo się ucieszył :o) Dziękuję za te słowa!

    OdpowiedzUsuń