niedziela, 23 marca 2008

Skrzypek na... jajku

Już drugi raz z rzędu Onet zainspirował mnie do refleksji, tym razem na temat świąt paschalnych. Niestety są to refleksje raczej smutne i tęskniące za czymś, co przeminęło bezpowrotnie. Jeśli ktoś oglądał musical o wdzięcznym tytule Skrzypek na dachu lub jego filmową adaptację to zapewne pamięta śpiewaną dobitnie frazę TRADYCJA. A tradycja była tym, co odróżniało wadzącego się i kłócącego ze swoim Bogiem Tewje Mleczarza od gojów. Tradycja była tym, co nadawała jemu i jego pobratymcom charakterystyczny rys i znamię, które było... wybraństwem i przekleństwem zarazem.

Pewien liberalny Żyd - dziennikarz nowojorski, agnostyk i liberał - postanowił przez rok żyć zgodnie z nakazami zawartymi w Biblii (Rok w zgodzie z Biblią). Nie byłoby w tym nic dziwnego i wręcz godnego uznania, gdyby nie to, że służyć to miało tak naprawdę napisaniu książki o niemożności życia zgodnie z tym, co w dosłownym znaczeniu wymagają święte księgi. Na koniec zarobił na swej książce spore pieniądze, gdyż stała się bestsellerem (brrrrrrrr!!!)... najlepiej sprzedawaną książką. Sprawdza się w tym przypadku stara łacińska maksyma, że pecunia non olet*.

Co do istoty rzeczy twierdzę, że ani przez moment nie żył w zgodzie z Biblią, gdyż zabrakło tam najistotniejszej rzeczy... łaski wiary, która proste nakazy i zakazy czyni żywymi i sprawia, że człowiek wewnętrznie przyjmuje je za swoje.



Przykład a rebours! Czym są święta Wielkanocy, dla przeciętnego katolika w Polsce. To przede wszystkim zachowany zwyczaj - celowo nie piszę tradycja - siadania do śniadania z tradycyjnie postawionym pokarmami: jajko, szynka, biała, kiełbasa, chleb, masło, ciasto, oczywiście sól, pieprz i chrzan. Nikt nie sięga już do skrywanej w tych pokarmach symboliki i przesłania religijnego, choć szczerze mówiąc nie mają one biblijnego podłoża. No może poza... solą (por. Ewangelia wg Mateusza 5:13). Z resztą pokarmy nijak się mają do opisywanych przez Nowy Testament zdarzeń paschalnych poza nadanym im później sensem i po zaadoptowaniu obyczajów pogańskich na gruncie chrześcijańskim. Największą adopcją pogaństwa są oczywiście święta Bożego Narodzenia.

Wracając jednak do istoty refleksji chcę napisać tylko jedno: pozostała forma, natomiast treść wyparowała... nasze zachowania i tradycje są wydmuszką, gdyż tak naprawdę nie wierzymy w to, co tradycja symbolizuje, a może nie wierzymy dlatego, że bardziej skupiliśmy się na formie niż na treści... niestety. Dlaczego? Bo tak nam wygodniej, bo mamy inny system oglądu świata i człowieka niż daje nam religia?

Odczuwam z tego powodu pewien żal, ale jestem mentalnie wobec tych tradycji na zewnątrz. Obserwuje nie tylko innych, ale i siebie samego. Choć w przeciwieństwie do innych mierzi mnie, gdy w każdej witrynie, w każdej reklamie komercyjnie kicają zajączki i turlają się jaja.

Nie ma pointy, bo trudno ją mieć o 6 rano, ale... wbrew nadziei miejmy nadzieję. Jeśli nie możemy wierzyć, przynajmniej pomyślmy o tym przez chwilę. HALLELUYAH!

PS. Poza refleksją jestem ciekaw, jakie są Wasze rozumienia symboliki pokarmów i zachowywanie tradycji śniadania wielkanocnego.
*pecunia non olet - łac. pieniądze nie śmierdzą (nie mają odoru)

(6,135)

19 komentarzy:

  1. Refleksyjnie, nastrojowo, .... Mam nad czym pomyśleć... Po pierwsze zainspirowałeś mnie do zastanowienia się nad różnicą pomiędzy tradycją a zwyczajem, bo dobitnie to zaakcentowałeś.
    Po drugie i chyba najważniejsze nad treścią owych świąt. Żyjemy w kraju katolickim i w rok kalendarzowy wpisane są święta celebrowane przez katolików. Chcesz czy nie, to poniedziałek jest dniem wolnym, nie z racji chęci odpoczynku, tylko z racji Świąt. Więc jak mają się do nich odnieść ludzie innej wiary lub niewierzący?? Ja jestem osobą "wierzącą inaczej" tak siebie określiłam i powiem szczerze, że świętuję po "swojemu" według tradycji mojej rodziny (katolików i "wierzących inaczej"). Zasiadamy do wspólnego śniadania na którym królują pokarmy wcześniej poświęcone: jajko- jako symbol odrodzenia, nowego życia, masło - symbol dobrobytu, chrzan - jako symbol zwycięstwa słodyczy zmartwychwstania nad goryczą męki Pańskiej i śmierci, wędlina - na znak zakończenia postu.
    Jestem osobą, która stara się kultywować tradycję rodzinną, nawet jak w pewnym zakresie przeradza się ona, w jak to określiłeś, "wydmuszkowanie". Ale nie poprzestanę jej pielęgnować, będę nadal jej gorącym orędownikiem.
    A Tobie życzę z okazji Wielkanocnych Świat, aby zostało obudzone to, co się uśpiło, a ożywione to co martwe.
    Pozdrawiam

    Lunetarius
    Niutko! Obudziły się, ożywiły... we mnie przede wszystkim refleksje na temat tego, co zastane. Okazuje się, że pewne rytuały kultywujemy siłą rozpędu, poddajemy się owczemu pędowi niczym na otwarcie sklepu z wyprzedażą.
    To wszystko w jakiś sposób przerasta mnie. Mówiąc MY mam na myśli tzw. społeczeństwo (siebie także). Dobrze, że chociaż niektórzy tak, jak Ty, nadają temu osobisty i rodzinny ryt. Wtedy to ma sens.

    OdpowiedzUsuń
  2. biorąc pod uwagę powyższe dwa komentarze mój wyda się z goła pretensjonalny....cóż, ja nie hołduję żadnym tradycjom, na czym pewnie ucierpią moje chłopaki, które nie będą miały żadnego przykładu związanego ze świętami, nie to co ja lub mąż...ale dla mnie bieganie z palmą do kościoła, święcenie pokarmów i co tam jeszcze obowiązuje, jest zwykłym zabobonem. Owszem, śniadanie troszkę bardziej uroczyste jeszcze strawię, zawsze to miło, zwłaszcza w naszych bardzo zabieganych czasach, ale żeby wszystko podporządkowywać jakims tam tradycjom, o co to to nie. Cóż widocznie nasze rodziny nie zabardzo przykładały się do naszego wychowania, lub może jesteśmy wynikiem tegoż absurdu...gdy jako dzieci, wysłane ze święconką do kościoła, nasze koszyki polewaliśmy wodą z kałuży, zeby ślad był, a nasze mamy potem, niczego nie świadome, dzieliły się "poświęconym" pokarmem...a my na to patrzyliśmy, i w duszy zadowoleni, że i tak się nie wydało, dorastaliśmy w przeświadczeniu, że to jakaś paranoja jest...
    Dlaczego kolega zignorował zaproszenie do zabawy, można wiedzieć?

    Lunetarius
    Kolega nie zignorował, tylko kolega dał sobie czas (chronos), by nadszedł właściwy moment (kairos). Vide: Kolekcjoner zegarów

    OdpowiedzUsuń
  3. Sitting Bull23.03.2008, 18:32

    Uffffff! Po tak mądrych,pieknych,naukowych i wyczerpujących komentarzach nie będzie łatwo dodać coś nowego-o nie! Ostrym łukiem omijam takie stoły:Wydmuchane,wydumane,wychuchane z gadżetami ...na patyku malowane! Trzymając się dalej konwencji figur,to zataczam wielkie koło: od oseska niewiedzy,przez dziecięcą wiarę,młodzieńczy bunt,dorosłą wiarę świadomą(tak myślę) i znów .....oseskiem się staję hehe w tym temacie.Może to już jakaś forma reinkarnacji? Z powodu tego mojego koła,jestem w stanie uwierzyć w powodzenie tego experymentu,bo może i nie ma JHWH i łaski Jego?W wielu religiach tego świata ludzie zachowują sztywno swoje przykazania,dokonują cudów nie mając takiej łaski!Bo przecież JHWH nie jest bogiem uniwersalnym i daje ją raczej "wybranym"Można by jeszcze i wspomnieć o sys. pokrewnych fil-rel. wschodu, takich jak: Buddyzm, zen, taoizm, konfucjanizm, hinduizm,gdzie techniki mają wielkie znaczenie dla zbliżenia z Najwyższym-mało tego! Toż i różaniec w K.K jest podobną techniką.także różnymi technikami możemy dotrzeć do Boga,ale czy jedynego??? Biblia bywa dla mnie mądrą księgą, a te wszystkie świąteczne zabawki,zmyślne potrawy, zaciemniają prawdziwe oblicze chrześcijaństwa i nigdy nie miały głębszego znaczenia w moim domu.Na wyżej zadane pytania i komentarze odpowiem jeszcze słowem niezwykłego Tewje mleczarza:"Masz racje,i Ty masz rację.......i Ty też masz rację"------w tym temacie.Pozdrawiam-Hough!

    Lunetarius
    TAK!!! Masz racje Sitting Bullu! Świat jest ostrzegany i rozpoznawany przez wiele systemów religijnych filozoficznych i co najciekawsze... wszystkie są prawdziwe, gdy postrzega się świat i usytuowanego w nim człowieka poprzez pryzmat pojęć i założeń wyjściowych będących fundamentem danego systemu.
    Socrates dicit: Scio, que me nihil scire (Sokrates rzekł: Wiem, że nic nie wiem)

    OdpowiedzUsuń
  4. Sorry Siedzący Byku,wszak Twoim przodkom ptaki powiedziały jaką śmiercią zginiesz i tu też widać" palec "wielkiego Manitu/Mocy/ i sposób komunikowania się z marnym człowieczkiem.
    Apacze nie rozróżniali sacrum i profanum,dlatego
    wszystko nabierało w ich świecie charakteru religijnego.Tak więc w kole swojej reinkarnacji jesteś na właściwym miejscu/w łasce!, jak najbardziej!,bo stałeś się jako ten osesek/,stąd mniemam,że JHWH nie jest dla wybranych.
    Pojmuję GO,jako symbol nazwany , istniejącej
    mocy,bez której człowiek mógłby jedynie przy znacznym wysilku intelektualnym strącać banany z drzewa.
    Stawiam twarde pytanie przy fajce pokoju.Jakie
    CUDA miałeś na myśli?,bo to niesłychanie ciekawy obszar,jeno na śliskiej glebie.

    Inny wątek.Dla mnie nie jest ważna technika i religia pozwalajaca zbliżyć się Boga,ale odpowiedź na pytanie, w jakim celu to robimy!!!
    poznania siebie?
    głębi relacji z innymi ?
    wyciszenia i nabrania dystansu do szamotaniny dnia codziennego ?
    naładowania duchowych akumulatorów,co by złem za zło nie odpowiadać ?
    wyśpiewać chwałę Wszechmogącemu i roztańczyć się jak wirujacy derwisze sufi ?*/islam bez rozlewu krwi/
    uzdrawianie chorych i opetanych ?
    cwałowanie po rozżażonych węglach ?
    czekanie na satori ?
    ............. ech...koniec listy.
    A Biblia ? ulubiony rabin mówi:"kochaj bliźniego swego jak siebie samego,a reszta to tylko komentarz",taki jest sens Tory.Pisze:"mówisz,że masz Boga w sercu! uważaj,żebyś nie dostał infektu". I także,"że nie jest ,aż tak ważne by dotrzeć do prawdy,ale by jej poszukiwać "
    I dlatego Tewje powiedział:" ...i Ty też masz rację",to b.charakterystyczne dla żydowskiego
    myślenia.Nie ma ostatecznych odpowiedzi,jest dialog.Cymes!
    Jedynie granicą naszej wolności ,jest cudza krzywda.Pokój i jeszcze raz pokój,Żydzi nigdy nie mieli zapędów do nawracania na swoją wiarę i chwała im za to.Wpuszczali konwertytów.

    Lunetariusie,proszę o używanie słowa innowierca,
    zamiast goj.Jest to wymysł polski, przypisujący żydom używanie słowa w znaczeniu pejoratywnym dla nie-żydów.Oni tego nie robią.Był szabes- goj do podpalania ognia pod kuchnią w szabas/jeśli zgasł/.
    Wydmuszek z godnością wypatroszony-świetny pomysł.

    Sitting Bull,dziekuję za wysłuchanie.
    Pyk, pyk, pyk....miło jest też pomilczeć na ten sam temat ,lub niekoniecznie.Jasne,że pozdrawiam.Bez punto.

    *Moulana
    Dżalaloddin
    RUMI -"W mgnieniu słów -poezje"
    tłum.M.Smurzyński,wyd.Homini
    Pytanie na całkiemwolne wieczory:dlaczego jest
    "Rok Rumiego"?

    Lunetarius
    Pozostanę, przy użytym pojęciu goj, gdyż w Biblii hebrajskiej występuje 550 razy słowo goj na określenie narodów innych niż Żydzi. I nie jest to użyte w sensie innowierca, gdyż w judaizmie kategorią relacji z Bogiem jest wybraństwo narodu, a nie wybraństwo wyznawców. Goj (z hebr. גוי goj = 'naród', l.mn goim). YHWH zawarł przymierze na Górze Synaj z narodem żydowskim. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. babka z Gdyni24.03.2008, 09:15

    Mądry wywód Bzyku!Przekonuje mnie !Nie ubrałabym tego w tak piękne słowa, jak Ty to zrobiłeś.Pochodzę z niezwykle tolerancyjnej rodziny i chciałabym, by przeniosło się to na następne pokolenia.
    Smutek mnie ogarną-ł w Święto.Nie wybrałam sobie zbyt dobrego nicka i teraz padam ofiarą własnej beztroski:Pewna sfrustrowana autorka bloga panie w moim wieku nazwała "babami odwiedzającymi erotyczne czaty" (zaznaczyła przy tem , że zna choć "tam" nie bywa), a jam przecie.. tylko... jak w niku hahhhha Pozdrawiam Dyngusowo i tradycyjnie..

    Lunetarius
    Nic bardziej przygnębiającego niż frustracja młodych przypisującym starszym niecne intencje i wizyty w miejscach... lekko jakoby niestosownych. Frustraci mają to do siebie, że brak im dystansu do wszystkich i wszystkiego, a najbardziej do siebie samych.

    OdpowiedzUsuń
  6. Smakowita babeczko z Gdyni,smutek precz !
    Po to Bóg nas"przemyślnie "zaopatrzył,aby korzystać..mniam.
    Na Twoje specjalne życzenie podam linka do naprawdę ostrych erotycznych blogów, to i może ta pani skorzysta, niwelując zespól przewlekłego
    niedop.......Jest jedna przeszkoda,nie znam adresu Twojego bloga.
    Pozdrawiam i do usług.

    OdpowiedzUsuń
  7. Sitting Bull24.03.2008, 15:54

    Sorry Bzyku! Crazy Horse poniósł mnie daleko,spłoszon wielce bzykiem strzały.Wielki wódz Kaczychód nad Vistuli rzeki rzecze: "Cuda zdarzają się niezwykle rzadko"The rest is silence. Pozdrawiam milcząco Hough!

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciekawa tematyka..
    Wiesz wcozraj zostalismy z mezem zaproszeni na Wielkanocne spotkanie do mojego szefa. On ma w sumie 5-tke dzieci, czesc z nich urodzila sie w USA, mowia po polsku, ale oczywiscie slabiej niz po angielsku i ktores z nich zapytalo "po co na stole jest baranek z masla". Moj szef, Polak z krwi i kosci, ale mieszkajacy juz 30 lat w USA, nie wiedzial.
    Ja im odpowiedzialam, ze jest to symbol Chrystusa, jako pasterza swoich owiec, czyli nas zwyklych grzesznikow...
    Mysle, ze dobrze zapamietalam z religii, ale na 100% pewnosci nie mam ;-)
    Smutne to takie, ze traci sie "polskosc" na obczyznie. Tradycje, znaczenie symboli zacieraja sie w pamieci. Ah no i jeszcze inny przyklad, nikt nie wiedzial, co to jest rzezucha i co ona symbolizuje... zielen=nadzieja, prawda? :)

    Lunetarius
    Zieleń zawsze jest symbolem nadziei i życia w chrześcijaństwie... Rzeżucha pewnie dlatego, że bardzo szybko rośnie. Z resztą symbolika pokarmów jest charakterystyczna dla religii powstałych w społecznościach utrzymujących się z rolnictwa, natomiast baranek i pasterz to symbolika ludów koczowniczych i wędrownych. Izraelici wędrowali przez pustynię najpierw z Abrahamem, kilka wieków później z Mojżeszem.

    OdpowiedzUsuń
  9. babka z Gdyni24.03.2008, 20:30

    Droga Bzyk, wybacz,że w panice zrobiłam Cie menem.Nie wiem,czy mnie dobrze zrozumiałaś, ale wyjaśniam:jedyne czego nie toleruję to nietolerancja!!Użalałam się nad epitetami określającymi kobiety jako "baby"""dzieciate" (?)itp, a przecież w necie nie widać, kto jest aż takim nieludzim potworem, iż ośmiela się być stary, dzeiciaty i co tam jescze w inwektywach. Za linki na czaty erotyczne wielkie dzięki, nie tak żle ze mną, ale wzrok już słabieńki i to od dziecka.Polubię Bzyka!Pełna kultura i jaka wiedza!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Babko z Gdyni,przemiła niebywale.Po wpisie zrozumiałam,że nie "zakumałam" o co Ci chodzi.
    Przepraszam.
    A linki miały być dla owej prześmiewczej babuleńki,NIE DLA CIEBIE.CO TO TO NIE !!!!!
    Arogancja, to też obok nietoleracji b.brzydka wada.No cóż świat nam się "spsił",bez urazy dla
    niezwykle taktownego rodu psiego.
    Wybacz,że żle odczytałam Twój wpis.
    Do miłego zobaczenia.Tak naprawdę, jest mi wszystko jedno,czy jestem odczytywana jako Bzyk,czy Bzyka.

    OdpowiedzUsuń
  11. Sitting Bullu,niezmiernie mi przykro, nie chciałam
    Cię zbzykać,a już z pewnością popychać do cwału na Crazy.
    Wielki Wódz Kaczychód jest podróbą i zamknięty
    w rezerwacie,tak się rozpił woda ognistą,że nie
    co mówi.
    Zatem pomilczmy, odpoczywając w nadzieji na
    powrót Wodza Gromu Z Jasnego Nieba.
    No chyba,że masz inne propozycje.
    Wtulony w ciszę,przeszukany i rozbrojony bzykuś.

    OdpowiedzUsuń
  12. Lunetariusie,chylę czoła.Wymadrzałam się,to mam za swoje.Biję się w klatkę piersiową,że mogłam Ci przypisywać posługiwanie się obiegowym pojęciem"goj".
    Jak mówi rabin Pecaricz," mądry uczy się od wielu" i to z pokorą !
    Widocznie nie uważałam na tym wykladzie.
    Dzięki za wyczerpujące wyjaśnienie.
    Skruszony Bzyk

    OdpowiedzUsuń
  13. Pytania do dyskusji Lunetariusa z Sitting Bullem:
    1. co to znaczy: świat postrzega człowieka?
    wypraszam sobie,co by mnie brać pod lupę
    systemów i założeń wyjściowych i triumfalnie
    ogłaszać,oto przypadek z systemu.
    2.wszystko,co zostało"wydumane" sworzył
    człowiek,ale odpowiedziałnością indywidualną
    każdego jest określić się,bez wiedzy nie da się
    tego zrobić.
    3.sądziłam,że my tu "wypowiemy siebie" a nie
    podsumujemy ogólną teorię wszechświata.
    4.przytoczona maksyma Sokratesa w świetle
    buzującej dyskusji powinna brzmieć :"wiem,że
    wszyscy maja rację"
    A to już łażenie na skróty i ślizganie się po
    po terminologii.
    Teraz mi się oberwie,na przyszłość obiecuję
    poprzycinać tasiemcowe bzyczenia.

    OdpowiedzUsuń
  14. babka z Gdyni25.03.2008, 00:01

    Kobiety, a" stare baby z erotycznych czatów" niekonsekwentne są wielce , vide niżej zanikowana.
    P-kt 4.z wywodu pani Bzyk( a swoją drogą co za swada i jaki temperament! Pozazdrościć!) Uważm ,jak Ty że łażenie na skróty, ślizganie się po terminologi to przykrywka
    dla swego rodzaju kunktatorstwa i oczekiwań pod pospolitą nazwą" na dwoje babka wróżyła"!
    ps.
    Znów te baby.. nik trza zmienić, ale jak napiszę laleczka z Gdyni to dopiero będzie poruta i oszustwo.

    OdpowiedzUsuń
  15. babka z Gdyni25.03.2008, 00:34

    Pani Bzyk mnie prowokuje bezustannie do wypowiedzi.Nie potrafię się widać opanować.
    też mam prostą teorię,że od każdego można się czegoś nauczyć i czerpię tę wiedzę pełymi garściami skąd się da.
    Jak zgubiłam klucze znajomy włamywacz nauczyl mnie, jak otworzyć moje drzwi" na pasówkę".

    OdpowiedzUsuń
  16. Ależ..... po co zmieniać nicka,zawsze znajdzie
    się wesz,co szuka ..pasożyt jeden,fuj!
    Dzięki za wsparcie,ale poczekaj, jak mnie Bull
    Zsittinguje,a lunetarius dołoży,to na szablach intelektu marne me szczątki powiewać będą.
    Późna pora.... i długaśna dyskusja być może spowodują,że przemknę jako ten duch.
    Dobranoc i śnij o najpiękniejszych grotach
    do odwiedzenia.

    OdpowiedzUsuń
  17. babko zGdyni,wpadamy w nałóg,a odwyk boli.
    Prowokacja wzajemna!!!!!
    A jak?????????
    no" na pasówkę" ?

    OdpowiedzUsuń
  18. Miła babko z Gdyni
    u mnie na t.zw. zegarze jest 00:51
    proszę!!!! nie prowokuj.
    Ale z "drugiej strony",jak mówil Tewje,czyż to nie jest miłe i pouczające.
    poddaję się
    jest taki przycisk......

    OdpowiedzUsuń
  19. babka z Gdyni25.03.2008, 01:36

    Znużonam wielce, ale jakie to przyjemne uczucie poddać się prowokacji,trza by popytać klientów byłego min. sprawedliwości.(godz:1.23) odbyłam dużą wycieczkę z chrzestnym dzieckiem (45 lat )i psem(3) po morenowych wzgórzach i świat mnie zachwycił kolejny raz.Było tak pięknie!I tylko smutek wielki, że miający mnie współplemieńcy, bracia w doli i niedoli: jeden nawalony, jak stodoła, drugi się uwziął niszczyć zaparkowane w pobliżu auto.W dzień ku końcowi " świąteczny"!!
    A gołąb, sikorki, kosy i mój pies patrzyły na to w niemym osłupieniu.Nie piszę bloga po części dlatego,że mojemu rozmówcy lubię zaglądać głęboko w oczy.Ale upoważniam Lunetariusa, by Ci udostępnił mój adrs mailowy.Chętnie pogadam.
    Wiele serdecznośći!Zastanawiam się nad takim epitafium:' miała lat wiele.. padła przy blogu.. w niedzielę(poniedz. wtorek.wpisać dzien odpowiedni).

    OdpowiedzUsuń