wtorek, 12 lutego 2008

Jan Amos Komensky polskiej oświaty

Wszyscy zarzucają rządowi Tuska, że nic nie robi, że nie ma pomysłu na rządzenie, tylko uprawia PR i podgryza prezydenta po... jego kompleksach. Już gotów byłem w to uwierzyć i ulec manipulacji  wrażych sił, które programowo nie doceniają podejmowanych wysiłków na rzecz szczęścia i wszelkiej pomyślności i sypią piach w szprychy - jak by to nowatorsko i odkrywczo określił Sławomir Nowak, dyrektor gabinetu politycznego premiera.


A tu rozczarowanie. Okazuje się, że Katarzyna Hall - przeurocza pani minister edukacji - cichaczem przygotowała bombę. I przyznam się ogarnęło mnie przerażenie, gdyż o ile za poprzednich rządów podejmowano jakiekolwiek zmiany, to były one szeroko prezentowane i dyskutowane. Minister Handke (rząd AWS) podał się nawet do dymisji nie tyle za reformę, co błąd rachunkowy. Ale do rzeczy, by nie trzymać w niepewności.


Pani minister ni mniej, nie wiecej zaproponowała, by następne pokolenia po przejściu proponowanej przez nią edukacji wiedziały mniej, a przez to... więcej. Nie rozumiecie tej dialektyki?


Idźmy zatem dalej.





 


Edukacja ogólna ma się zakończyć na poziomie klasy I liceum, po której uczeń mający 16 lat (sic!!!), będzie decydował, czy chce zostać lekarzem i wtedy będzie miał więcej chemii i biologii, czy też inżynierem i wtedy będzie miał więcej matematyki i fizyki. W kolejnych klasach nie będzie już nauki m.in historii i geografii. Ponoć taki system edukacji będzie efektywniejszy niż dotychczasowy i  jest wzorowany na amerykańskim. Jako dowód podaje się naukę i gospodarkę amerykańską, gdzie ścisła specjalizacja przyczyniła się i przyczynia do ogromnych sukcesów, a przedstawiciele nauki amerykańskiej zbierają większość nagród Nobla.


Jako przykład wyższości amerykańskiej edukacji podam wypowiedź senatora McCaina - pretendenta do prezydentury z ramienia republikanów - który Putina określił prezydentem Niemiec. Przyznam, że przy różnego rodzaju niedoskonałościach i brakach naszych rodzimych polityków, coś takiego nie przytrafiło się nawet Lechowi Wałęsie, który zakończył edukację na poziomie szkoły zawodowej.


 


(747)

11 komentarzy:

  1. Z naszą Oświatą jest co raz to gorzej,a kiedys bylismy jednym z najlepiej wykształcoym narodem.Im częściej zmieniający się ministrowie reformuja,tym gorsze są tego skutki. Może byłoby lepiej gdyby juz nic nie zmieniali.Pracowalam w przedszkolu jako nauczycielka i początkowo pisałam tylko plany tygodniowe,miesięczne,ewentualnie dziennik obserwacji.Teraz nauczycielki przedszkola muszą tyle pisać różnych planów,obserwacji,ankiet itp,że wymaga to dobre 10 dni pracy popołudniowej w domu.I co komu to daje? Tego i tak nikt nie czyta,chyba wizytator i pani dyrektor.A co do rzadu Tuska,to też mi się wydaje,że on niewiele robi.

    OdpowiedzUsuń
  2. Programy nauczania już w szkole podstwowej dostosowane są w tej chwili do wąskiego grona uczniów (ok. 10%) - uczniów najlepszych. Wszystko dobrze, jak mamy pociechę, która miesci się akurat w tym przedziale i prze ostro do przodu, ale ilu takich uczniów jest? A co z pozostałymi? Braki gonią braki, wszystko sie kumuluje i przeciętne dziecko zniechęca się do nauki i szkoły, bo mimo wysiłku nie ma efektów takich, na jakie liczą rodzine i nauczyciele. Pomijając, ze gimnazja nie są szczęsliwym pomysłem, to uczen bombardowany jest tam niezliczoną ilością wiedzy (często przerost formy nad treścią). I nie jest na tym etapie się okreslić, co chce robic, bo rzeczywscie wszystko jest nowe , a przede wszystkim jeszcze nie wiek na to, aby decydować o tym, co robić cale zycie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Odnośnie przedszkoli, to lubię popatrzeć na maluszków. Już tam można dostrzec, kto kim w życiu "będzie":)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Hmmm... Może komuś zależy, by stworzyć Ciemnogród, w którym czytać będzie tylko pleban i kościelny? Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgadzam się ze szpilką i janiką. Od siedemnastu lat pracuję w oświacie. Każda kolejna próba majstrowania przy niej okazuje się chybionym pomysłem. Jest coraz gorzej. Coraz więcej treści, coraz mniej czasu na ich opanowanie. Przykład: kiedyś w siódmej klasie mogłam na zagadnienia związane z imiesłowami poświęcić 4-5 godzin. Wystarczyło, żeby wprowadzić pojęcie, nauczyć uczniów ich rozpoznawania w zdaniu, nauczyć odmiany, pisowni z partykułą nie, przekształcania imiesłowowych równoważników zdania. Dziś na to mam jedną godzinę! Dokładnie te same obserwacje mają nauczyciele innych przedmiotów.

    OdpowiedzUsuń
  6. Komeński Wielkim Pedagogiem i Ojcem Dydaktyki Nowożytnej Był - rzec by można ... i nawet przeurocza pani minister Matką Naszej Oświaty nie zostanie, niestety.....
    Jestem nauczycielem i reform, które przeżyłam trudno zliczyć. Każda świetna, każda trafiona, każda efektywną miała być..., ale niestety zostały tylko efektownie wprowadzane i równie efektownie uzasadniane. Rzeczywistość jest zgoła inna, chociażby wyniki egzaminów zewnętrznych obnażają stan polskiej oświaty.
    Nie ma patentu na dobrą edukację, ale wiem jedno, że wykształcenie ma być życiowo przydatne, a nauczanie to nie sztuka dla sztuki, tylko stymulowanie rozwoju młodego człowieka zgodnie z jego potencjałem. Dzieci to nie "skrzynki na wiedzę" tylko istoty myślące, krytyczne, twórcze....rozwijajmy w nich te cechy.

    OdpowiedzUsuń
  7. To rzeczywiście jest bomba...i gdyby miała wybuchnąć to jej skutki będą tragiczne...
    Mam nadzieję,że w naszym kraju jest jeszcze na tyle odpowiedzialnych i mądrych ludzi, że nigdy do tego "wybuchu" nie dopuszczą!

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziękuję za wszystkie komentarze i własciwie podzielenie moich obaw, że coś niedobrego się dzieje z naszym rządem... Taka cisza przed burzą.
    Uśmiechy i poklepywanie po plecach nie wystarczy. Lekarze, o których było najgłośniej, już teraz przebąkują, że tzw. biały szczyt z udziałem premiera to hucpa i udawanie, że coś sie robi. Ciekawe, jaki będzie za parę tygodni i miesięcy obraz oświaty i jej problemów?
    Podoba mi się określenie Niutki, która napisała, że dzieci to nie są "skrzynki na wiedzę". Myślę, że to oddaje istotę problemu polskiej oświaty, gdzie z jednej strony są dzieci jako SKRZYNKI, z drugiej zaś system oświaty z ministrem na czele jako DOSTAWCY WIEDZY. Skrzynki są stateczne, natomiast doręczyciele co rusz zmieniają zawartość toreb i sposobu dostarczania.

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetnie to podsumowales. Bardzo mi sie podobaja te określenia i cieszę się,że nie jestem odosobniona w moim spojrzeniu na naszą oświatę.Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam po dziurki w nosie reform edukacji! Nieprzemyślanych i nigdy niedokończonych. Tymczasem okazuje sie że wyniki nauczania lecą na pysk. O wychowaniu przez litość nie wspominam....
    Mimo wszystko pozdrawiam optymistycznie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Jestem nauczycielem. Niepowodzenia na egzaminach zewnętrznych to nie tylko wina szkoły. Mniej niż połowa rodziców na wywiadówkach, brak zainteresowania z ich strony edukacja dzieci, coraz powszechniejsze przyzwolenie na bezmyślność (z każdej strony)... Wymieniać mógłbym wiele, ale po co?

    Poza tym oświacie jest potrzebne mnóstwo pieniędzy, nie wiem, czy nie więcej, niż byłe NRD dostało na autostrady. Na co ta kasa?

    Kiedyś przeczytacie o tym na moim bloogu. Panie Lunetariuszu, przepraszam za tę małą krypciochę. ;)

    Lunetarius:
    "Krypciocha" - jak ją nazwałeś - w przypadku takich komentatorów jak Ty jest mile widziana. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń