poniedziałek, 18 lutego 2008

Biuro Podróży ŻYCIE

Wszyscy kiedyś znali i kojarzyli komentatora Jana Ciszewskiego (1930-1982), najbardziej rozpoznawalny głos relacjonujący mecze polskiej reprezentacji. Polszczyzna używana przez Ciszewskiego mogłaby prof. Miodka przyprawić o palpitacje serca i pozostawiała wiele do życzenia. Jednakże jego charakterystyczny głos tak plastycznie opisywał widowisko, że tak naprawdę dzięki niemu to, co było na boisku okazywało się mniej ciekawe niż to, co i jak mówił.




W pamięć zapadła mi jego jedna fraza - często powtarzana przez Pana Janka - która później funkcjonowała w języku potocznym I znów powróciliśmy z dalekiej podróży. Tą metaforą opisywał sytuacje, gdy na polskim polu bramkowym rozgrywał się groźny atak rywali lub, gdy piłka mijała o centymetry naszą bramkę.




 


Dlaczego przywołuję tę legendę dziennikarstwa sportowego? Bo w życiu powtarzają się sytuacje będące powrotami z dalekich podróży.


Dziś, Ktoś - bardzo gwiazdolicy - powrócił z baaaaaardzo odległej podróży i mógł radośnie z całą mocą powiedzieć:

Gdy zrozumiałam, że sens mojego istnienia zależy od tego, co mam do zaoferowania, wróciła mi chęć do życia.


Nieistotne jest, że od wielu lat nie przepadam już za sportem, ważne jest, że właśnie dzisiaj bezwiednie przywołuję Jana Ciszewskiego - swoisty synonim radości, że coś się udało, że coś nas ominęło. Ciszewski tworzył niesamowitą dramaturgię widowiska sportowego, które jest swoistym theatrum. A czymże jest życie?... Teatrem właśnie.


 


(1,710)

8 komentarzy:

  1. Próbuje wpisać ten komentarz. Gdy się uda, to sie uciesze.

    Lunetarius:
    Witaj Zbit na moim blogu. Udało się! :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeszcze bardziej nie mogę doczekać się swojego powrotu z dalekiej podróży. Pozdrawiam.

    Lunetarius:
    Każdy ma swoje podróże mniej lub bardziej absorbujące. Ważne, by zawsze kończyły się pomyśłnie powrotem do domu

    OdpowiedzUsuń
  3. Miły! Może i alarm podniesiony na moim blogu jest na zapas, ale...
    Po pierwsze - nie ja go wywołałem, a obiektywnie - istnieje (co nawet min. Drzewiecki narodowi obwieścił).
    Po drugie - wolę teraz, nie za późno - bo mądry po szkodzie to ja być nie lubię.
    Po trzecie - krew mnie zalewa, gdy w duperelnych sprawach konferencji i kontrkonferencji jest sto dzienie, a tu cisza - nie ma odważnego, który ludziom powie, że plota, że to i tamto... I że będzie dobrze, bo musi być dobrze. Tajemnicą handlowych negocjacji tyle już nam spraw zagadali, że wolę na zimne podmuchać. Jeśli- rzeczywiście zimne... A już PZPN-owski spokój we wszystkich sprawach traktuję jako wierność opowieści o psie i karawanie. PZDR


    Lunetarius:

    Drogi Barnabo! Cieszy mnie Twa troska o naród (czytaj: kibiców), ale ja bedę obstawał przy swoim, że to walka o kasę i za Giordanem Bruno powtórzę... "a jednak sie kręci"

    OdpowiedzUsuń
  4. Pomyłka - nie Bruno a Galileusz.

    Lunetarius:
    Masz rację. Oczywista oczywistość - jak mawia klasyk - że to powiedział Galileusz. Jak cenni są uważni i krytyczni komentatorzy. Ukłony.

    OdpowiedzUsuń
  5. A mi podobał się pan Baryka, gdy niemal krzycząc (a może i krzycząc) pytał pana Gajowca o odwagę.

    I aluzja do tych, o których pisze pan Barnaba. Wiedzą, dokąd. Pewnie wiedzą i którędy. Wiedzą też niechybnie, w jaki sposób, ale czy mają odwagę?

    Każda podróż wymaga odwagi. A podróż, która ma przynieść korzyść nie tylko podróżującemu, wymaga odwagi jeszcze większej.

    Dziękuję za dołączenie do "Zaglądam i czytam"

    Lunetarius:
    Witaj na pokładzie, Tomku!

    OdpowiedzUsuń
  6. To miłe przeczytać choćby małą wzmiankę o wspaniałym prekursorze sprawozdawców sportowych. Był on wyróżniającym się aktorem każdego widowiska sportowego, a także - można by rzec - inspicjentem i reżyserem. Mimo ubogich na owe czasy środków i możliwości technicznych jego komentarze pełne szczerej radości, czy smutku dodawały kolorytu do dramaturgii widowiska. Szkoda, że wielu oszołomów tego nie docenia i grzebie w jego życiorysie a dla taniej sensacji stara się podważać jego niezaprzeczalny autorytet. Pozdrowienia!

    Lunetarius:
    Zgadzam się z Tobą jeśli chodzi o grzebanie w życiorysach. Dla mnie będzie to zawsze Jan Ciszewski i wspaniałe widowiska. Jeśli robił cokolwiek innego niech osądzi to Wiekuisty, gdyż już ponad ćwierć wieku Pan Jan jest po tamtej stronie rzeki.
    Żywię nadzieję, że nikogo nie skrzywdził swoim uwikłaniem. Któż z nas jest bez grzechu?
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Komentując ten wpis trzeba byłoby odnieść się do trzech rzeczy:

    1) fakt - życie to podróż - mam w swoim komputerze bardzo ładną prezentację power point z porównaniem życia do podróży pociągiem, do którego wciąż wsiadają nowi ludzi, siadają obok nas, albo tylko nas mijają, inni wysiadają z pociągu, zostawiając pustym miejsce obok nas
    2) fakt - miło jest zostawić po sobie "COŚ", o czym będą pamiętać i co będą wspominać inni ludzie
    3) fakt - życie jest swego rodzaju przedstawieniem i każdy gra w swoim życiu rolę pierwszoplanową - na żywo, bez playbacków

    Lunetarius:
    Krótko, treściwie i na temat.

    OdpowiedzUsuń
  8. [...] Biuro Podróży ŻYCIE « Bo radość to słoneczny kolor życia Biuro Podróży ŻYCIE. Wszyscy kiedyś znali i kojarzyli komentatora Jana Ciszewskiego (1930-1982), najbardziej rozpoznawalny głos relacjonujący mecze polskiej [...]

    OdpowiedzUsuń