piątek, 21 grudnia 2007

Symulowanie wolności

Wolności nie można symulować - Stanisław Jerzy Lec.

Ile osób nie spytasz o to, czym jest wolność, uzyskasz odpowiedzi tak różne, jak ich życiowe doświadczenia i potyczki z wolnością.

Wydawało mi się, że im więcej posiadam najróżniejszych wynalazków (gadgets), takich jak telefon, komputer, internet, samochód, pieniądze itd., tym większej doświadczam wolności. Mając to na uwadze od czasu do czasu ocieram się nawet o totolotek, by choć przez chwilę - zanim dojdzie do losowania - pomarzyć o wolności... wydawania wygranej.

Za dwa dni pozbędę się swojego samochodu, którym się przemieszczałem tu i tam. W pierwszej chwili, gdy podjąłem tę decyzję, zrobiło mi się smutno. Teraz jednak zaczynam myśleć, że w ten sposób nolens volens staję się człowiekiem wolnym. Wolnym od... posiadania samochodu.

Skłoni mnie to do przemieszczania się innymi środkami lokomocji, planowania dojazdów, przejazdów, dawania sobie więcej czasu na załatwienie pewnych spraw, ale i więcej czasu na myślenie. Gdy byłem jeszcze młodym belfrem i do pracy w liceum dojeżdżałem autobusem to każdą wolną chwilę wykorzystywałem na czytanie: na przystanku, w autobusie, idąc chodnikiem...

Ciekaw jestem sam siebie i tego, bez czego mógłbym się jeszcze obyć.
Im więcej posiadam, tym większe odczuwam uzależnienie od posiadanego przedmiotu.

Grecki filozof Diogenes (413-323 p.n.e) miał za mieszkanie beczkę. Jak głosi legenda, pewnego razu opalającego się obok beczki Diogenesa odwiedził sam Aleksander Wielki. Władca zapytał go, czy czegoś mu nie potrzeba. W odpowiedzi usłyszał: Odsuń się, zasłaniasz mi słońce.

Ubi enim est thesaurus tuus ibi est et cor tuum (Bo gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje) Ewangelia wg Mateusza 6,21


(4789)

4 komentarze:

  1. Trudno nie zgodzić się z tym, co piszesz. Im bardziej otaczamy się przedmiotami, które miały nam zafundować wolność, tym bardziej się od nich uzależniamy, stajemy się niejako ich niewolnikami. Jak się tak dłużej zastanowiłam nad własnym uzależnieniem, to doszłam do wniosku, że najbardziej jestem uzależniona od czegoś, z czego istnienia w ogóle na co dzień nie zdaję sobie sprawy, a mówię tu o prądzie :-o! No bo właściewie jest tak: samochód nam się popsuł dwa miesiące temu i jakoś bez niego żyjemy, telefonu nie raz zdarza mi się rano zapomnieć i też sobie bez niego daje radę, internet - hmmm..., myślę, że najbardziej byłoby mi szkoda utraty mojego bloga i kontaktów w naszej klasie, ale prawdziwej tragedii doświadczam , gdy przypadkiem zabraknie prądu. Koszmar! Nawet na herbatę trzeba czekać wieczność, bo zanim się woda zagotuje na gazie, to ho, ho, ho... Filmu człowiek nie obejrzy, radia nie posłucha, nawet książki nie można poczytać, bo nie można nadwyrężać wzroku przy świeczce. Domofon nie działa, gdyby ktoś przyszedł, to trzeba schodzić z czwartego pietra, żeby mu otworzyć drzwi. Lodówka przestaje chłodzić. Masakra. Na co dzień się tego nie dostrzega, ale gdy braknie prądu, to przynajmniej ja odczuwam coś w rodzaju tragedii. Nie umiem bez tego żyć. Nawet wygląd mam wtedy średnio interesujacy, bo bez suszarki moja fryzura ...to nie jest fryzura ;-(. Ktoś mógłby powiedzieć: "Nie ma prądu? To dobrze, idź spać!" Tylko, że mi wtedy nawet zasnąć trudno. Więc dziękuję Bogu, że na świecie znalazł się niejaki Tesla, który odkrył prąd (bo trudo mówić o "wynalazcy" prądu), że mam w domu kontakt i dzięki temu życie jest duuużo łatwiejsze. Jak ludzie bez tego kiedyś żyli? Aż ciężko mi to sobie wyobrazić, a przecież jakoś żyli...

    OdpowiedzUsuń
  2. Wolność a uzależnienie to są dwie różne sprawy.Prawdziwą wolność poczułam kiedy dawno temu przkroczyłam granicę...odetchnęłam wtedy wolnością.Utrata samochodu to utrata uzależnienia od niego. To jest tak jak palacze kiedy rzucają palenie mówią,że czują się wolni ale to nie jest prawdziwa wolność...to jest wolność od uzależnienia.W sumie nie wiem czy dobrze przekazałam co miałam na myśli ale jest już późno i śpiąca głowa to ciężko myśląca głowa :pPozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  3. barnaba.bloog.pl22.12.2007, 21:18

    A cóż to się stało Lunetariusie, że się pozbywasz czterech kółek? Czy "ktoś" Cię będzie woził? Przy Twojej rychliwości ( pozazdrościć) i rozliczności podejmowanych działań. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Co się dzieje, że adresy mailowe nie funkcjonują, a strona rodzinna "nie chodzi"? Przejściowa awaria, czy... zmiana adresów? Na bloga wszedłem przez Google, ale już tędy strony nie chce odświetlić. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń