poniedziałek, 31 grudnia 2007

Piórem pisane

Kilka dni temu przyszło mi podróżować pociągiem. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że jechałem nim pierwszy raz od 10 lat. Niestety była to jazda pociągami osobowymi i jak się okazuje niewiele się na kolei zmieniło odkąd korzystałem z jej usług ostatni raz. Wagony nadal zabrudzone, a grzejniki elektryczne rozgrzane do maksimum. Owszem były nawet te moje pociągi punktualne w przeciwieństwie do tych, którymi podróżuje Korina7, ale czułem, że jestem w miejscu bardzo brudnym i wywołującym niemiłe odruchy. Ale mniejsza z tym. Podróż pociągiem w takich warunkach spowodowała, że na drugi dzień już miałem gotowe przeziębienie (nos i gardło w stanie, którego nikt nie lubi) i ciepłe łóżeczko stało się moim udziałem. Dzięki temu musiałem na nowo uczyć się redagować teksty zapisując piórem kartkę papieru. Niby nic takiego, ale jednak. Pamiętam, gdy 13 lat temu zacząłem posługiwać się komputerem to najpierw pisałem tekst ręcznie, a dopiero później przepisywałem się go do komputera. Tak samo wcześniej, gdy korzystałem z maszyny do pisania. Z czasem dopiero nauczyłem sie robić to bezpośrednio. Pamiętam też taką migawkę z pierwszego posiedzenia senatu w 1989 roku, gdy wypowiadał się wybrany na senatora nieżyjący już pisarz Andrzej Szczypiorski. Nieistotna już jest treść wypowiedzi, której i tak nie pamiętam, tylko poczyniona przez niego uwaga dotycząca sposobu sformułowania myśli na kartce. Przepraszał, że mówi może nieskładnie, ale powodem tego jest to, iż spisał ją ręcznie, a przyzwyczajony jest do pisania na maszynie (sic!!!).Teraz dopiero w pełni zrozumiałem to, co wtedy wydawało mi się jakimś dziwactwem i dziwną pozą pisarza. Sam doświadczyłem, jak łatwo można uzależnić się od techniki, by proste zdawałoby się czynności sprawiały nam trudność.

Gdy spojrzeć na charakter pisma widoczny w starych listach i wpisach dokumentów, to aż żal, że dzisiaj tak bazgrolimy... sami siebie często nie potrafimy odczytać, a co dopiero, by spróbować napisać odręczny list zamiast maila. Jeśli już piszemy na kartce, to używamy długopisów, cienkopisów, rzadziej posługujemy się piórem.

W mojej genealogicznej kolekcji oprócz zdjęć i dokumentów jest sporo listów sprzed kilkudziesięciu lat. Mam ogromną przyjemność, gdy biorę je do ręki, bo poza treścią jest w nich odciśnięty i widoczny ślad pióra, kreślący kształt liter. W mailach niestety już nie ma tego metafizycznego kontaktu z drugim człowiekiem poprzez papier, który on zapisywał, dotykał i składał w kopertę.

(5603)

1 komentarz:

  1. Witam!
    Ja uwielbiam skrobać piórem, ale jeszcze bardziej piórkiem, maczając je w kałamarzu. Pismo jest wtedy piękne i szalchetnie eso-floresowate... Zapach atramentu też jest pobudzający. Poza tym człowiek myśli nad ręcznym pisaniem, a nie klepie w klawisze bez zrozumienia:) Jeden jest tylko szkopuł - gdy piszę, co kilka zdań czytam tekst od nowa, łapiąc rytm i melodię zdania, zatem nie bardzo lubię skreślenia i ścieranie gumką. A komputer to pięknie "załatwia"...
    Pozdrowienia!

    Lunetarius
    Dziękuję za piękny i realistyczny komentarz do mojego starego wpisu. Do dziś używam pióra, ale niestety raczej do notatek i podpisów. Zapach atramentu czuję, a pisanie właśnie w ten sposób jest bardzo zmysłowe.

    OdpowiedzUsuń