niedziela, 23 grudnia 2007

Navigare necesse est

NAVIGARE NECESSE EST, VIVERE NON EST NECESSE (w wolnym tłumaczeniu: muszę żeglować, bo jest to dla mnie konieczne, natomiast zachowanie was przy życiu taką koniecznością już... nie jest) - wg starożytnego historyka Plutarcha słowa te zakrzyknął do załogi okrętu Pompejusz uznając, że ryzyko utraty życia przez załogę i niego samego podczas właśnie szalejącego sztormu jest mniej ważne niż konieczność wypłynięcia i żeglowania do wyznaczonego celu.

W poprzednim wpisie mówiłem o wolności i jej namiastkach. Mam świadomość, że nie da się problemu wolności rozwikłać w jednym poście, który z natury rzeczy jest tylko pewnym skrótem i refleksem przekonań, mniemań i doświadczeń jakie w nas siedzą.Z wolnością wiąże się wolność przemieszczania, co dobitnie w formie jakby neonu przedstawia zacytowane już na samym początku łacińskie powiedzenie. Uświadomiłem to sobie podczas szalonych 42 godzin podróży samochodem do Anglii i z powrotem. Nieważny powód, ale ten wyjazd był konieczny, jak żeglowanie Pompejusza.
W krótkim czasie przemknęliśmy przez kilka krajów, ale praktycznie ich nie poznaliśmy... poznaliśmy jedynie ich drogi i system oznaczeń. Zdecydowanie wygrały drogi i oznaczenia niemieckie, ale najładniejszym widokiem powitała nas w sobotę przed południem Holandia.


Mroźny poranek w Holandii (minus 7 st. C)

W Dunkierce troszkę pobłądziliśmy zanim dotarliśmy na prom. W jechaliśmy na drogę wzdłuż wybrzeża zamiast jechać autostradą w kierunku na Calais i podziwialiśmy pozostałości umocnień niemieckich z okresu II wojny światowej. W tym miejscu alianci na początku wojny dostali od Niemców łupnia, a ich lądowanie - w przeciwieństwie do późniejszego lądowania w Normandii - okazało się klęską.
P7300013

Dotarliśmy wreszcie na prom - oznaczenia fatalne i gdyby nie pytać się tubylców - mielibyśmy problem. Przed startem miły akcent: życzenia świąteczne po polsku od francuskiej obsługi terminalu. Odwzajemniliśmy się Joyeux Noël et Bonne Année.


Podróż do Dover po drugiej stronie (niecałe 2 godziny) nawet w dość ciekawych warunkach, bo w części dziobowej w przeszklonej dużej kawiarni przeznaczonej wyłącznie dla... kierowców TIR (wprowadził nas tam jeden z kierwoców). Poza widokiem drugą zaletą była kawa i inne napoje za darmo bez ograniczeń. Prom był dość pusty, gdyż okres świąteczny sprzyjał bardziej podróżom w drugim kierunku.

Na promie podczas wychodzenia z portu w Dunquerke (Francja)


Ok. 18-ej wysiadka w Dover, odprawa (sic!!!) - szukali narkotyków, noży i innych niebezpiecznych i zakazanych przedmiotów. Ich podejrzliwość wynikała z tego, że nie jechaliśmy w głąb Anglii tylko do Folkestone w kierunku Eurotunelu.
Dover - podpływanie do nabrzeża portu



Później jazda lewą stroną przez 20 km... najciekawsze doświadczenie jest na rondach, gdzie zamiast w prawo trzeba skręcać w lewo. By nie czekać w samochodzie na spotkanie wstąpiliśmy do kilku sklepów, nie omieszkaliśmy posiedzieć przy kawie w McDonald's (poza funtami honorują na szczęście Euro). Siedząc tam podczas tej krótkotrwałej emigracji zaczęliśmy - jak to mężczyźni - podziwiać urodę mieszkanek Albionu. Doszliśmy do wniosku, że gdyby to one miały być powodem przyjazdu, to nigdy byśmy nie opuścili rodzinnego kraju.

O 1-ej w nocy podjechaliśmy do Eurotunelu, gdzie przed wjazdem wymieniliśmy samochody, przepakowaliśmy rzeczy i wjechaliśmy po nowe doświadczenia. Kiedyś oglądałem film o budowie tego tunelu. Teraz miałem skorzystać z jego dobrodziejstw. Wjechaliśmy samochodem do wagonu ustawiając się jeden za drugim. Przypomniał mi się się Zaginiony świat opisany przez Juliusza Verne'a i współczesna ekranizacja przygód odkrywców, ale tylko przez moment. Nigdy bym nie pomyślał, że w czasie tej podróży będę w najlepsze spał 100 m pod powierzchnią kanału La Manche. Dość krótki przejazd (35 minut) okazał się w ten sposób jeszcze krótszy.
W wagonie tuż przed wjazdem do Eurotunelu - kierunek Calais (Francja)

Już w Calais - zaraz po wyjeździe z Eurotunelu - powitał nas napis (chyba dla Anglików), by trzymać się prawej strony, później pierwsza kawa, tankowanie samochodu (oj boli wydawanie Euro) i wariacki powrót. Drogi już puste. Jedynie gołoledź w Niemczech, ale to żaden problem, gdyż tzw. służby utrzymania ruchu już polewały drogi wodą z solą.

18.30 - lądowanie w domu.

Najciekawsze doświadczenie z podróży? Właściwie niezauważalne granice między państwami, no może poza granica polsko-niemiecką.

(4945)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz