piątek, 14 grudnia 2007

Marks... o wyższości starych rzeczy nad nowymi

Filozofowie rozmaicie tylko interpretowali świat; idzie jednak o to, aby go zmienić - napisał Karol Marks w Tezach do Feuerbacha w 1845 roku. Tę wypowiedź klasyka marksizmu - swego czasu cytowanego niczym starotestamentowego proroka - przypomniałem sobie, gdy przeczytałem wypowiedź prof. Roszkowskiego nt. traktatu reformującego Unię. Mówiąc o podpisanym wczoraj (nomen omen - 13 grudnia) traktacie porównał go z marksizmem, o którym pisze się, że są w nim rzeczy i dobre i nowe, ale te dobre są stare a nowe nie są dobre. Bardzo mi się podoba ta dialektyka charakterystyczna dla filozofii zbudowanej w opozycji do heglizmu, ale wykorzystującej jego instrumentarium.

Wracając do cytowanej w pierwszej linijce tezy muszę przyznać, że kiedy studiowałem w latach 80-tych filozofię jednym z przedmiotów były materializm dialektyczny – wzdrygaliśmy się na myśl o ludach pierwotnych, Indianach, ludach Australii itp. itd. I wszelkiej maści mądrościach mających nam objaśnić, że Marks właściwie zawarł w swoich pismach wszelkie możliwe metody i narzędzia pozwalające ogarnąć rzeczywistość społeczną, ekonomiczną i dotyczącą budowy świata materialnego. Tzw. marksiści mieli - niczym świadkowie Jehowy - gotowe cytaty na każdą okoliczność. Przeprowadzali egzegezę i hermeneutykę tekstów Marksa rozumiejąc go lepiej niż on sam siebie.

Pizzeria ISABELLE w Zagórowie - znakomite miejsce do pisania bloga, choć wolę kawiarnię, gdzie podają kawę z kardamonem

Teza o przeciwstawności interpretacji (rozumienia) świata a podejmowaniem próby jego zmiany (czytaj: własnego otoczenia) jest w wersji marksistowskiej fałszywa. Myślę, że Marks tak ostro tej tezy nie stawiał, bo trudno podjąć jakiekolwiek działania zmieniające rzeczywistość nie dokonawszy wprzódy rozpoznania jej. Myślę, że taka jest istota myśli Marksa, który chciał, aby filozofia miała charakter dynamiczny, a nie statyczny. Pisząc kiedyś pracę z hermeneutyki filozoficznej nt. metafory jako figury opisującej rzeczywistość odwoływałem się do Platona, Husserla, Dilthaya, dekonstruktywistów i wielu innych, ale także do Marksa. Okazuje się, że są w nim rzeczy dobre – to są te stare prawdy, ale i rzeczy nowe – to są te rzeczy, które wprowadzili epigoni Marksa.

Mutatis mutandis – wolę stare rzeczy, bo są dobre. W tym sensie jestem... konserwatystą.

(4102)

3 komentarze:

  1. No cóż..stwierdzam mila notka filozoficzna i dosyc głęboka myśl porównywająca otoczenie i siebie - analogicznie w pewnym sensie :)Jedno słowo od siebie:nie dla nas nowy swiat,trzeba byc ponad Platonem,żeby zmienić jego teorie...Stawiam na mlodych..:)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Młodość to świeżość... zgadzam się, że do nich należy przyszłość... ta odleglejsza niż moja. Jest jednak jedno ALE - nie wejdziesz po drabinie, jeśli nie skorzystasz ze szczebli znajdujących się poniżej, dlatego to, co stare i wcześniejsze jest fundamentem nowego.

    OdpowiedzUsuń
  3. ..bardzo prawdziwe stwierdzenie:) jest jeszcze ALE..zauważ,czasem wchodzi się co drugi szczebel na owej drabinie a to już kwestia tzw.zdolnosci /słowo ogólne/omijajac rozdrabniania sie na częsci pierwsze w tym temacie..Pozostawiam Cię ..w tym słowie znaczeniu.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń