poniedziałek, 3 grudnia 2007

Globus Hitlera

Jakiś czas temu napisałem o przedmiocie, który kojarzy mi się z moim dziadkiem Przedmioty – ich życie po życiu. Nie sądziłem, że w niedługim czasie trafię na inną odsłonę przedmiotów używanych przez innych ludzi. Bardziej czuję niż wierzę, że jest coś magicznego w rzeczach i że człowiek posługujący się nimi pozostawia na nich jakiś metafizyczny ślad. Natomiast pytanie, czy szacunek i wzruszenie czujemy tylko wtedy, gdy wiemy, że ów przedmiot należał do kogoś godnego, a odrazę i niechęć, gdy przedmiotem posługiwała się osoba zła?
Dzisiaj zaczynam nabierać wątpliwości w metafizyczne przenikanie się ludzi i rzeczy.




Wielkie poruszenie wywołał zakup przez kalifornijskiego kolekcjonera globusa, którym posługiwał się Adolf Hitler. Nie tyle jest szokująca cena (100 tys. dolarów), co fakt, że kupujący jest z pochodzenia Żydem. Zaczęto się zaraz zastanawiać, czy nie zniszczyć takiego przedmiotu, by nie było śladu po tyranie etc. Zobacz więcej w Onet Kiosk.

Gdy przychodzą rewolty i zmiany rządów następcy z dziką furią niszczą wszystko zapominając, że niszczą świadectwo epoki. Jakiś czas temu (…)W Nakomiadach, wsi mazurskiej niedaleko Kętrzyna liczącej ogółem 89 numerów i 670 mieszkańców, robotnicy naprawiający rury kanalizacyjne odkopali kamień. Kamień okazał się obeliskiem ku czci kanclerza Rzeszy niemieckiej Ottona von Bismarcka. Na polecenie wójta Kętrzyna obelisk oczyszczono i postawiono we wsi ku uciesze jednych i zgorszeniu drugich. Zrobiła się afera. Sprawa wyjątkowo nie trafiła do IPN, ale do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Olsztynie z zarzutem samowoli budowlanej. W grudniu 2006r. sąd orzekł - rozebrać. Nie będzie Bismarck kłuć nikogo w oczy. (Cytowane za: http://www.odkrywca-online.com/ ) Zobacz też artykuł w Gazecie Wyborczej.


Niestety… zwyciężyły emocje, a nie racje historyczne. A szkoda, gdyż dobrze byłoby znać historię miejsc łącznie z pomnikami, które na nich stały. Sam byłem świadkiem w Kaliningradzie miejsca, na którym stał niedokończony żelbetonowy budynek komitetu partii komunistycznej. Jakiś lokalny kacyk wpadł w latach 60-tych ub. w. na idiotyczny pomysł wysadzenia zamku cesarza Wilhelma. Takich miejsc jest mnóstwo w Polsce i krajach sąsiednich. Nic gorszego, jak ludzie chcą wymazać historię łącznie z nazwami ulic. Ale pociesza fakt, że nie wszędzie ludzie ulegli owczemu pędowi i nadal są ulice takiej jak: XXX-Lecia PRL, czy w Sosnowcu ustanowione kilka lat temu Rondo im. Edwarda Gierka. Nie jestem piewcą PRL-u i komuny, ale nie niszczmy pomników, najwyżej zmieńmy im miejsce.

1 komentarz:

  1. Podpisuję się pod tym co piszesz. Uważam podobnie.

    OdpowiedzUsuń