poniedziałek, 24 września 2007

Metafizyka

Florentynowo jest jak niekończąca się opowieść. Ile razy, by nie mówić o tym miejscu, to zawsze pojawi się jakaś nowa inspiracja i powróci jakieś zakurzone już wspomnienie. Ciągle przywołuję to miejsce myślami, ale i też pojawiam się w nim osobiście. Spoglądam na miejsca, krajobrazy... nakładam na ten widok starą kliszę wspomnień i przenoszę się w czasie. Tak... mam taki swój osobisty wehikuł czasu.Najczęściej zaglądam do gospodarstwa wuja Mateusza Lewandowskiego, bo tylko on tam został spośród osób zapoznanych przeze mnie w okresie dzieciństwa. Rzadziej do gospodarstwa obok, gdzie mieszkałem ze swoim ukochanym dziadkiem Romanem. Mieszkają tam ludzie, których wcześniej nie znałem, przybyli ze świata zewnętrznego.

Ostatnio nie zastałem wuja na miejscu, co jest w jego przypadku rzadkością. Była tylko ciotka Krystyna i ich wnuk Przemek Kubin, syn Hani Lewandowskiej. Przemek jest studentem V roku Akademii Rolniczej w Poznaniu. Wuj Mateusz, który już od dłuższego czasu walczy ze swoim zdrowiem, a właściwie z jego brakiem, był na jakiś badaniach w Koninie, na które zawiozła go córka Urszula.

Pisząc o Florentynowie tak naprawdę chcę napisać kilka słów o Przemku, który tylko 3 lub 4 lata swego dzieciństwa spędził w miejscu, w którym go zastałem. Później mieszkał i dorastał na ziemi lubuskiej, dokąd wyprowazili się jego rodzice. Dziś już wiadomo, że Przemek po ukończeniu studiów obejmie 42-hektarowe gospodarstwo. Obawa, jaką żywili wujostwo Lewandowscy, że nie będzie miał kto przejąć po nich schedy, została rozwiana. Decyzja zapadła jakieś 2-3 lata temu. Na Florentynowie pojawi się młody i dobrze wykształcony gospodarz. Ziemia, którą przejmie, jest w rękach rodziny Lewandowskich niemalże od 100 lat. Nabył ją jeszcze Franciszek Lewandowski (1883-1970), pradziadek Przemka. Gospodarstwo, które obejmie, stanowi tylko cząstkę Florentynowa, które kiedyś w całości było w rękach rodziny.Przemka spotkałem przelotnie u jego dziadków jakieś 2 lata temu. Dopiero teraz mogliśmy porozmawiać tak "po duszam". Z tej nie najdłuższej rozmowy mam odczucie niedosytu, ale wszystko jest do nadrobienia. Jestem dobrej myśli. Przemek może nie do końca jeszcze odczuwał sens i znaczenie tego, co stanie się za rok, ale myślę, że po pewnym czasie dopadnie go metafizyka miejsca. Czas i przestrzeń, marzenia i doświadczenia życiowe bliskich, którzy go poprzedzili w tym miejscu po jakimś czasie ujawnią się, a on stanie się ich cześcią i współgospodarzem.

Każdy z nas ma jakiś określony czasem i miejscem świat, w którym najlepiej się czuje i definiuje... Inaczej mówiąc taka własna czasoprzestrzeń to sposobność do odnajdowania siebie w przedmiotach i miejscach naznaczonych obecnością naszych przodków.


3 komentarze:

  1. Nareszcie komuś da�em przykład uznany za dobry, jestem dumny! Poważnie- pomysł fajny, realizacja te�. Tak trzymać i rozwijać Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki takim tekstom odżywają własne wspomnienia, własna czasoprzestrzeń nabiera nowego wymiaru, zostaje odkurzona z pyłu codziennego pośpiechu.Dziękuję i serdecznie gratulujęPozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam. Dzięki za odwiedzinki. Praca to będzie ciężka, odkurzyć stare wspomnienia, a babcia też wszystkiego nie pamięta...nie bardzo wiem, od czego zacząć. Muszę się nad tym na spokojnie zastanowić.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń