środa, 26 września 2007

A jednak Millera mi żal...

Nigdy nie posądzałem siebie o empatię do "żelaznego kanclerza" Leszka M. Ale, jak się okazuje, nie znałem siebie od tej strony. Miller nigdy nie był, nie jest i nie będzie politykiem z mojej bajki, choć w 2001 roku, gdy AWS toczyła się po równi pochyłej w niebyt polityczny, miałem nadzieję, że przychodzi człowiek, który wreszcie coś zrobi dla Polski. Nieważne, że proweniencja nowej władzy i przeszłość jej dysponentów budziła moje ogromne zastrzeżenia... Myślałem wtedy: Skoro ci, co mieli ponoć moralny mandat wynikający z chlubnej przeszłości, nie potrafili nic dobrego zrobić rozdzierając Polskę w targach o kolejne partyjne synekury, to może ludzie dawnego reżimu lepiej przysłużą się ojczyźnie.

Ku mojemu ogromnemu rozczarowaniu tak się nie stało. Gdy władza Leszka M. i jego ugrupowania zaczęła grzęznąć w sosie rywinowskim, przyprawionym aferą starchowicką i full-wypasem posła Pęczaka straciłem nadzieję, że ktokolwiek moze być w polityce przyzwoity i spełnić zapowiedzi wyborcze.

Abstrahując od wszystkiego, co wydarzyło się w ciągu ostatnich 3 lat, odkąd Miller oddał władzę, dziwi mnie w SLD brak zwykłej ludzkiej przyzwoitości wobec dawnego lidera i twórcy potęgi Sojuszu. Żaden błąd, który popełnił jako lider partii, czy jako premier, nie dawał podstaw, by postąpić z nim jak śmieciem, czy używając jego własnego określenia jak ze starym meblem.

Mam cichą nadzieję, że startując z listy Samoobrony, utrze nosa odnowicielom lewicy pokroju Szmajdzińskiego, Janika, Kwaśniewskiego i in. Olejniczak pożałuje swojej niewdzięczności. Wszak Miller, wbrew opinii ówczesnego prezydenta, uczynił go ministrem, a wcześniej posłem.

Muszę przyznać, że mniej absorbuje mnie wynik potyczki PO i PiS, bardziej ekscytuje mnie wynik potyczki Millera z Olejniczakiem w Łodzi. Stawiam na Millera. Przecztaj: Blog Leszka Millera

3 komentarze:

  1. Jestem na Twojej stronie po raz pierwszy i przyznaję, że bardzo mi się podoba, szczególnie genealogia.A co do Twojego postu, to mam inny pogląd na tę sprawę. Uważam, że byłoby to co najmniej dziwne, gdyby lider partii startował z drugiego miejsca na liście, żeby ustąpić miejsca panu Millerowi, bo ów zawsze był pierwszy. Myślę, że trzeba wiedzieć kiedy zejść ze sceny, ewentualnie ustąpić miejsca swoim uczniom. Zresztą to już nawet nie chodzi tylko o Millera ale o wszystkich "obrażających się". Nawet w PiS i PO są osoby, które nie otrzymawszy tego co chcą nagle zmieniły poglądy polityczne i przeszły do innych partii. Nie uważasz, że to troszkę dziecinne postępowanie?Pozdrawiam Cię i zapowiadam, że jeszcze nie raz odwiedzę Twój blog. Jest bardzo interesujący. Pozwolisz, że dodam go u siebie do linków.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję za wpis i opinie. Jak zauważyłaś zapewne moja wypowiedź dotyczyła bardziej odczuć, a na nie nie mamy niestety wpływu... po prostu pojawiają się samoczynnie. Często bywa tak, że odczucia są sprzeczne z tym, co podpowiada nam rozum. Empatia jest metaracjonalna. A co do zejścia ze sceny... to przypomina mi się piosenka Perfectu "Niepokonani", która nawet teraz brzmi mi w uszach.Dziękuję, że chcesz dodać mnie do swoich ulubionych. Pozwolisz, że uczynię to samo.

    OdpowiedzUsuń
  3. epistolograf29.09.2007, 07:37

    Przypadkiem trafiłem na Twój blog poprzez prowadzoną przez Ciebie stronę genealogiczną. Jestem pod wrażeniem obydwu. Ale wracając do wątku pisania listów to zgadzam się z tym wszystkim, co napisałeś. Poruszyłeś przede wszystkim problem relacji między ludźmi i tego co jedni drudzy po sobie zostawiają. Zajrzałem też na bloga Koriny, która Cię zainspirowała. Mam o czym myśleć

    OdpowiedzUsuń